Wielka Brytania boi się nowej fali imigrantów

W 2004 roku, gdy Polska i siedem innych postkomunistycznych krajów weszło do Unii Europejskiej, Wielka Brytania otworzyła swój rynek pracy wcześniej niż było to wymagane, by móc powitać dziesiątki, a nawet setki, tysięcy nowych pracowników urodzonych za żelazną kurtyną.

Dekadę później perspektywa Rumunów i Bułgarów, którzy od 2014 roku będą mogli swobodnie pracować na Wyspach, prowokuje protesty w parlamencie i w mediach. Dobitną ilustracją tego, jak zmieniła się brytyjska debata na temat imigrantów i sytuacja gospodarcza kraju, jest fakt, iż rząd był zmuszony zaprzeczyć, że planuje negatywną kampanię reklamową w Rumunii i Bułgarii, by zniechęcić ludzi do przyjazdu do Wielkiej Brytanii.

Otwarcie granic to szaleństwo?

Reklama

Premier David Cameron twierdzi, że Wielka Brytania nie powinna być państwem, od którego imigranci mogą wyłudzać pieniądze, dlatego wraz z ministrami omawia sposoby ograniczenia dostępu do zasiłków i usług publicznych osobom przybyłym z zagranicy. Aby jednak nie złamać unijnych zasad przeciwko dyskryminacji zmiany obejmą najprawdopodobniej także Brytyjczyków, a jedna z gazet doniosła w poniedziałek, że planowane jest wprowadzenie specjalnej karty, którą musiałby wyrobić sobie każdy chcący mieć dostęp do usług publicznych.

Wśród konserwatystów Camerona rośnie nacisk na podjęcie zdecydowanych działań w kwestii imigracji i  - po zeszłotygodniowych wyborach dodatkowych, w których konserwatyści zostali zepchnięci na trzecią pozycję przez sprzeciwiającą się napływowi obcych pracowników Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa - będzie on jedynie się nasilał.

Zanim jeszcze ogłoszono szokujące wyniki wyborów Eric Pickles, minister społeczności i samorządów lokalnych, ostrzegał, że "jakakolwiek migracja z Rumunii i Bułgarii będzie powodować problemy".

“Moi wyborcy - dodał Philip Hollobone, poseł konserwatywny - uważają, że to szaleństwo otwierać nasze granice dla 29 milionów ludzi, jeśli nie wiemy, ilu z nich tak naprawdę chce do nas przyjechać".

Po 2004 roku fala imigrantów zalała Wyspy

W 2004 roku wydawało się, że zdrowa brytyjska gospodarka korzysta na globalizacji, nowych usługach finansowych i otwartych rynkach. Politycy widzieli wówczas w imigrantach impuls do wzrostu gospodarczego.

Dziś stagnacja może przerodzić się w recesję, a Wielka Brytania doświadcza kolejnej z regularnych w tym kraju fali niepokoju wobec imigrantów.

“Imigracja zawsze była gorącym tematem" - mówi Sandra McNally, profesor ekonomii na University of Surrey, której badania dowiodły, że imigracja z Europy Wschodniej po 2004 roku miała pozytywny wpływ na standardy kształcenia - "Teraz stała się jeszcze gorętszym".

Obecna debata wzbudza tak silne emocje, ponieważ przed 2004 rokiem raport przygotowany przez rząd znacząco niedoszacował skali imigracji z Europy Wschodniej, sugerując, że do 2010 roku przyjedzie na Wyspy od 5 do 13 tysięcy osób

W rzeczywistości, według przeprowadzonego w 2011 roku spisu, w Wielkiej Brytanii mieszka 521 tysięcy Polaków, z których znaczna większość przyjechała po 2004 roku.

Tym razem bez pośpiechu

Dziewięć lat temu większość państw UE skorzystała z prawa ograniczenia rynku pracy na maksymalnie siedem lat dla ośmiu nowych postkomunistycznych członków.

Wielka Brytania natomiast, wraz z Irlandią i Szwecją, otworzyła swoje granice już pierwszego dnia.

Do 2007 roku, gdy Rumunia i Bułgaria dołączyły do Unii, wiadomym było już, że na Wyspy przyjechało znacznie więcej imigrantów niż się spodziewano. Dlatego tym razem rząd zdecydował o zachowaniu przejściowych ograniczeń dla Rumunów i Bułgarów. Zasady te stracą ważność 31 grudnia we wszystkich krajach członkowskich, także w Wielkiej Brytanii.

W zeszłym roku Ed Miliband, obecny lider Partii Pracy, przyznał, że w 2004 roku, otwierając tak szybko rynek pracy, laburzystowski rząd popełnił błąd, ponieważ naraził gorzej płatnych pracowników na dodatkową konkurencję.

“Oślepiła nas globalizacja i zbyt optymistycznie obliczyliśmy jej cenę" - powiedział Miliband - “Skupiając się jedynie na wpływie imigracji na wzrost gospodarczy, straciliśmy z oczu to, kto na tym wzroście korzystał, a kogo standard życiowy on obniżył".

Sprawie Rumunii i Bułgarii  nie pomaga fakt, że oba kraje znajdują się wśród najbiedniejszych w Unii Europejskiej, walczą z plagą korupcji i zorganizowanej przestępczości oraz próbują poradzić sobie z problemem społeczności romskich.

“Migration Watch", pozarządowa organizacja zajmująca się kwestiami związanymi z imigracją, szacuje, że przez najbliższych pięć lat co roku do Wielkiej Brytanii mogłoby przyjeżdżać około 50 tysięcy osób.

Sprawę podchwyciły tabloidy, na przykład "The Daily Mail" ostrzegł, że "mafijni bossowie nie mogą się doczekać, by zalać Wielką Brytanię falą żebraków".

Rumuni i Bułgarzy już są w Wielkiej Brytanii?

Mimo to ze względu na unijne prawo rząd ma ograniczone możliwości działania. "Limity przepływu siły roboczej z nowych krajów członkowskich, jak Rumunia czy Bułgaria, nie mogą być przedłużane jednostronnie" - tłumaczy Jonathan Todd, rzecznik Komisji Europejskiej do spraw zatrudnienia i polityki społecznej. (...)

Ruchy migracyjne mogą jednak nie być aż tak znaczące, jak wielu przewiduje.

W przeciwieństwie do tego, w co wierzy wielu Brytyjczyków, granice państwa są otwarte od 2007 roku, kiedy to Rumunii i Bułgarzy nabyli praw właściwych obywatelom wszystkich krajów UE. Różnica polega na tym, że nie mają prawa podjąć pracy w większości zawodów i - z kilkoma wyjątkami - muszą mieć pozwolenie na pracę.

Według ambasadora Bułgarii w Wielkiej Brytanii, Kontantina Dimitrowa, na Wyspach pracuje legalnie około 53 tysiące Bułgarów, co dowodzi, że wielu z tych, którzy chcieli tu przyjechać już to zrobiło. Wyrażając zaskoczenie tonem obecnej debaty, ambasador dodał filozoficznie; "kryzys gospodarczy sprawia, że ludzie z chęcią szukają zewnętrznego chłopca do bicia".

Liczby przedstawione przez Komisję Europejską także dowodzą, że większość migracji już się odbyła. Do końca 2010 roku około 2,9 milionów Bułgarów i Rumunów mieszkało w innych krajach UE - ponad dwukrotnie więcej niż przed przystąpieniem tych krajów do wspólnoty.

Stephen Castle

The International Herald Tribune

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: Wielka Brytania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje