​Wielka Brytania: Rodzina królewska na sprzedaż

Fotografowie ledwie skończyli robić zdjęcia świeżo zaręczonemu księciu Harry’emu i amerykańskiej aktorce Meghan Markle, a Emma Bridgewater, brytyjska wytwórczyni ceramiki, już produkowała kubek upamiętniający tę okazję - czytamy na łamach "The New York Times".

Zaledwie tydzień później niemal tysiąc kubków z napisem "Harry i Meghan są zaręczeni" wraz z datą, zostało wystawionych na sprzedaż. Chętni płacili za nie około 20 funtów (ok. 95 złotych) za sztukę. W ciągu 24 godzin sprzedały się wszystkie.

Od naczyń ozdobionych oficjalnymi portretami po zabawki zasilane energią słoneczną, aż po charakterystyczną figurkę machającej królowej - brytyjska monarchia to jeden wielki biznes. Królewska gospodarka, zwykle napędzana dzięki turystom i entuzjastom, szybko się rozwija. Zwłaszcza podczas ważnych wydarzeń.

Reklama

"To promyk słońca w naszym szarym świecie" - wyjaśnia Emma Bridgewater, założycielka firmy ceramicznej.

Według brytyjskiej firmy doradczej Brand Finance, w 2017 roku brytyjska rodzina królewska wniosła do gospodarki około 1,8 miliarda funtów. 550 milionów funtów pochodziło wyłącznie z turystyki. Brand Finance szacuje, że dzięki wielbicielom przybywającym na ślub księcia Harry'ego, który jest zaplanowany na wiosnę,  w tym roku do budżetu wpłynie dodatkowo co najmniej 500 milionów funtów. Około jedna dziesiąta tej kwoty ma pochodzić ze sprzedaży towarów związanych z rodziną królewską.

Zapalona kolekcjonerka Margaret Tyler należy do pewnego rodzaju elity nabywającej te dobra.

W pełni oddana rodzinie królewskiej 73-letnia Tyler, wypełniła swój dom w północno-zachodnim Londynie pamiątkami - w tym kopią sukienki Issa, którą Kate Middleton miała na sobie podczas ogłoszenia zaręczyn z księciem Williamem oraz szklaną paterą ze zdjęciem królowej Elżbiety II, od której Tyler zaczęła swoją kolekcję. Jeden z pokoi w jej domu jest poświęcony wyłącznie księżnej Dianie, a drugi królowej (można go wynająć za 75 funtów za noc). Ubezpieczyciele wycenili jej kolekcję na 40 000 funtów.

"Oczekuję, że na rynku pojawią się porządne rzeczy z porcelany" - mówi Tyler, komentując produkty, które pojawią się na rynku w związku ze ślubem księcia. "Nie kupuję byle czego. Musi mi się to podobać".

Królewska gorączka to w Wielkiej Brytanii kapitalistyczna tradycja.

Royal Crown Derby, producent porcelany, tworzy pamiątkowe wyroby od czasu koronacji króla Jerzego III w 1760 roku. Z kolei Jan Hugo z Nowej Południowej Walii to 59-letni kolekcjoner, który posiada w swojej kolekcji około 10 tysięcy eksponatów, łącznie z czajnikami, których pochodzenie datuje się na czasy królowej Wiktorii.

"Myślę, że producenci po prostu szukają pretekstu, a ten pojawia się za każdym razem, gdy w rodzinie królewskiej zbliża się poród, ślub, zaręczyny, rocznica...wszystko" - mówi Hugo.

Kiedy w 2011 roku książę William się ożenił, ekskluzywny brytyjski dom towarowy Fortnum & Mason sprzedawał specjalną herbatę weselną z Kenii (to właśnie w Kenii William oświadczył się Kate). Park rozrywki Legoland wykonał ceglaną replikę Pałacu Buckingham, wraz z panną młodą, panem młodym i ich życzliwymi towarzyszami. A firma zajmująca się przygotowywaniem i dostawą pizzy ‘Papa John’ serwowała placki, na których były twarze pary młodej.

Firma Bridgewater sprzedała ponad 35 000 sztuk ceramiki związanej ze ślubem Williama i wyprodukowała aż 15 rodzajów różnego rodzaju kubków związanych z uroczystościami w rodzinie królewskiej, biorąc pod uwagę m.in. takie wydarzenia jak ślub księcia Andrzeja i Sary Ferguson w 1986 roku, aż po narodziny drugiego potomka Kate i Williama, księżniczki Charlotte w 2015 roku. Dzięki takiej strategii, dochody firmy wynoszą nawet 20 milionów funtów rocznie.

Tym razem towaru jest jeszcze więcej. Bridgewater już ma projekt kolejnego kubka i ręcznika, który pokaże w maju - w dzień ślubu Harry’ego i Meghan. Gotowy jest już także kubem z okazji narodzin trzeciego dziecka księżnej Kate i Williama, które ma przyjść na świat w kwietniu.

Royal Crown Derby ma w planach szereg projektów, takich jak taca w kształcie serca za 75 funtów i ośmiokątny talerz o wartości 150 funtów ze złotym wykończeniem. Firma rozpoczęła planowanie na cztery miesiące przed oficjalnym ogłoszeniem zaręczyn w prasie brytyjskiej.

Teraz pracownicy czekają już tylko na szczegóły. Jedna z najważniejszych kwestii jest taka, którego imienia będzie używać narzeczona księcia. Meghan to jej drugie imię, pierwsze imię Markle to Rachel. Taka informacja jest potrzebna, aby pamiątka jak najwierniej oddawała rzeczywistość. "Jedną z rzeczy, na którą zwracają uwagę kolekcjonerzy, jest właśnie szczegółowość naszych projektów" - powiedział Steven Rowley, dyrektor sprzedaży i marketingu Royal Crown Derby.

W miarę wzrostu królewskiej gorączki firma planuje zatrudnić dodatkowe 10-15 osób. Ma również nadzieję na większe zainteresowanie w Stanach Zjednoczonych - Markle jest przecież Amerykanką. Royal Crown Derby marzy o tym, aby sprzedawać swoje produkty w takich miejscach jak Bloomingdale's i Bergdorf Goodman.

W najwyższej gotowości są już organizatorzy wycieczek i biura podróży.

British Tours opracowuje potencjalne trasy. Firma prowadzi już "wycieczki Kate i William", które podążają śladami królewskiej pary, odwiedzając miasto, w którym oboje chodzili do do college'u i Opactwa Westminsterskiego, gdzie się pobrali.

Olivia Basic, organizatorka wycieczek w firmie, wyjaśnia, że wycieczki tematyczne związane z Harry'm i Meghan mogą obejmować ekskluzywne kluby nocne, w których książę - znany w poprzednich latach z imprezowania - był często widziany.

Inni oferują szansę bycia tak blisko ceremonii zaślubin, jak tylko się da. A może nawet rzucić okiem na sam ślub. Dwa dni po ogłoszeniu zaręczyn Harry'ego, luksusowa firma podróżnicza Noteworthy rozpoczęła poszukiwania lokalizacji w pobliżu miejsca ślubu, kaplicy św. Jerzego w zamku Windsor.

Warto zwrócić uwagę na to, że podoba sytuacja miała miejsce podczas ślubu księcia Williama. W tamtym czasie firma wynajęła miejsce naprzeciwko Opactwa Westminsterskiego, więc klienci -  80 osób, które zapłaciły po 500 funtów - mogli obserwować parę młodą, gdy przybyła na miejsce ślubu i kiedy opuszczała kościół.

Na uroczystości upamiętniającej Diamentowy Jubileusz Królowej Elżbiety II, 200 osób zapłaciło około 300 funtów za to, aby spędzić dzień na HMS Belfast, historycznym okręcie wojennym, z którego mieli doskonałą pozycję do oglądania parady monarszej flotylli.

Noteworthy wytypowało już lokalizację, z której goście mogą będą mogli oglądać ślub Harry'ego. Jednak dyrektor zarządzająca firmy, Nicola Butler, odmówiła jej podania. Zaznaczyła, uchylając jedynie rąbka tajemnicy, że jest stamtąd widok na Bramę Henryka VIII w zamku Windsor, a samo miejsce ma ponoć do zaoferowania dużo przestrzeni i luksusu.

"To dla nas coś wielkiego. Naprawdę" - mówi Butler.

Amie Tsang/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje