"Wielkie topnienie" masła

Wszystkie kraje zajmujące się produkcją nabiału są podatne na katastrofy klimatyczne, które przyczyniły się między innymi do skurczenia się zapasów masła we Francji - czytamy na łamach "The New York Times".

W ostatnich tygodniach półki w supermarketach w niektórych częściach Francji opustoszały. Zniknęło z nich masło, które jest filarem francuskiej kuchni i wypieków, nie wspominając o kwintesencji galijskiej przyjemności, czyli baguette au beurre (bakietki z masłem). Puste półki z żywnością zawsze są godnym pożałowania widokiem, ale brak masła wstrząsnął podstawą kulturowej tożsamości Francji.

Reklama

Masło to dla Francuzów magiczny składnik, który potrafi sprawić, aby sos był aksamitny, a ciasto francuskie było smaczne i udane. Na maśle kształtował się apetyt i gust kulinarny Francuzów. W ich kraju prawo do używania masła nabywa się wraz z narodzinami.

Skąd więc takie braki w sklepach? Niektórzy analitycy obwiniają konsumentów, ponieważ -  co nie jest zaskakujące - ostrzeżenia o możliwym niedoborze masła i jego rosnących cenach spowodowały, że kostki zaczęły znikać ze sklepowych półek szczególnie na północy i zachodzie Francji. "Kupiłam na zapas. Tak jak wszyscy" - powiedziała mi Armelle Boucheron, dziennikarka mieszkająca na obrzeżach Paryża. "Dlatego półki nagle stały się puste".

Boucheron powiedziała, że w ubiegłym miesiącu dział z masłem w jej supermarkecie był w połowie zapełniony, a niedobory w dużej mierze dotyczyły wielkich marek i hipermarketów. Z kolei w tym miesiącu jej sąsiadka oświadczyła, że ceny za masło rzemieślnicze, które sprzedaje, wzrosły o 40 procent.

Nawet jeśli dostawy supermarketów zaczną się stabilizować, Francuzi prawdopodobnie słono za to zapłacą. Wraz ze wzrostem globalnego zapotrzebowania na masło, ceny wzrosły, osiągając wartość prawie 8 tysięcy USD za tonę we wrześniu ubiegłego roku, z około 2 800 USD w kwietniu 2016 roku.

Konsumenci winą za niedobór masła obarczają dostawców, którzy skuszeni wzrostem zysków na światowym rynku masła, nie honorują swoich umów z krajowymi detalistami. "To tylko manipulacja ze strony dostawców" - skarżyła się Dany Pichard, emerytka z L'Isle-sur-la-Sorgue w Prowansji.

Z kolei producenci masła i dostawcy wzywają rolników do zwiększenia produkcji mleka w celu zaspokojenia popytu. Jednak Magda Tjerks, która prowadzi gospodarstwo wraz z mężem w regionie Hautes-Pyrénées w południowo-zachodniej Francji, twierdzi, że jest to niemożliwe, ponieważ wyższe zyski w handlu masłem nie są przekazywane rolnikom, którzy zapewniają śmietankę do wyrobu masła. "Rolnicy nie mają pieniędzy na krowy" - wyjaśnia. "A nawet gdyby tak było, nie mają gwarancji otrzymania wyższej stawki za mleko".

Biorąc pod uwagę powyższe oskarżenia, łatwo wywnioskować, że braki są spowodowane wojnami cenowymi i zbyt małej ilości mleka dostępnej dla wytwórców. To drugie może mieć związek z ubojem ponad miliona krów w Europie w 2016 roku, kiedy ceny mleka spadły.

Spoglądając jednak szerzej na cały ten problem i zagadnienie, można znaleźć jeszcze jeden znacznie bardziej skomplikowany czynnik wywołujący niedobór mleka: zmiany klimatyczne. Teraz to Francja mogła paść jego teraz ofiarą, ale wszystkie kraje kochające masło są podatne na klęski klimatyczne, które mogą siać spustoszenie w zakresie podaży i jakości upraw potrzebnych do karmienia zwierząt mlecznych.

Zeszłoroczne fale upałów zdewastowały francuskie obszary mleczarskie, w których krowy są karmione głównie trawą. Biorąc pod uwagę mniejszą dostępność i gorszą jakość trawy, krowy wytwarzały mniej mleka, w którym dodatkowo znacznie spadła zawartość tłuszczu. Z tego powodu do produkcji masła zabrakło surowca.

Według Laury Hernandez, specjalistki ds. laktacji zwierząt na Uniwersytecie Wisconsin, "stres cieplny", spowodowany przedłużającymi się wysokimi temperaturami, związanymi ze zmianami klimatycznymi, tłumi apetyt krów, powodując, że jedzą mniej i dają mniej mleka.

Wtedy, gdy upał i susze niszczyły obszary mleczarskie w Europie, w Australii i Nowej Zelandii, tam, gdzie stada zwykle wypełniały lukę mleczną, pogoda była niemal tropikalna. Krótko mówiąc, zmiany klimatyczne stworzyły doskonałe warunki do krachu w produkcji masła.

Współcześni producenci mleka zmagają się z problemem zmiany klimatu z dwóch perspektyw: jako jego ofiary, a zarazem sprawcy. Dotyczy to oczywiście  każdego z nas w różnym stopniu, ale dla tych, którzy prowadzą duże farmy mleczne, paradoks jest wbudowany w ich model biznesowy. Dzieje się tak dlatego, że krowy potrzebują pożywienia lub trawy, a są jednocześnie czteronożnymi fabrykami gazów cieplarnianych, metanu i dwutlenku węgla, które zagrażają tym uprawom, podnosząc globalną temperaturę. Co więcej, tradycyjne gospodarstwa mleczarskie opierają się na dostarczanej paszy dla zwierząt, takiej jak kukurydza i lucerna, które są wytwarzane przy użyciu ton pestycydów i nawozów i transportowane przy użyciu paliw kopalnych.

Kiedy więc eksperci branżowi deklarują, tak jak to zrobili w Europie, że sposobem na przywrócenie stabilności rynku masła jest po prostu zwiększenie ilości krów, nie łączą ze sobą wszystkich kropek. Ich rozwiązanie może wydawać się logiczne, ale nie jest ekologiczne. Bez zmniejszania udziału konwencjonalnego mleczarstwa w katastrofach klimatycznych, przemysł promuje nieekologiczną postawę.

Dla jasności - cały świat rolnictwa, a nie tylko gospodarstwa mleczne, odgrywa rolę w globalnym ociepleniu, poprzez ogromną sieć transportową zasilaną paliwami kopalnymi, wysokie zużycie energii i stosowanie chemicznych nawozów i pestycydów. Podczas gdy produkcja żywego inwentarza stanowi tylko 4,2 procent emisji gazów cieplarnianych w Ameryce, jej wpływ na zmiany klimatyczne może być nieproporcjonalnie wyższy: metan, jeden z gazów wytwarzanych przez zwierzęta w normalnym toku trawienia, jest ponad 20 razy silniejszy niż dwutlenek węgla.

Zatem większość wysiłków przemysłu mleczarskiego w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych skupia się na metanie. Według Michela Wattiaux, profesora zarządzania systemami mleczarskimi na Uniwersytecie w Wisconsin, w Europie i Kanadzie odnotowano zachęcające wyniki w wysiłkach zmierzających do zmniejszenia produkcji metanu przez sposób żywienia, choć poszukiwanie długoterminowej i opłacalnej strategii nadal trwa.

Kolega Wattiaux, Dan Schaefer, donosi, że eksperymentalny dodatek chemiczny do paszy zredukował emisję metanu o 30 procent u krów bez widocznej szkody dla zwierząt lub produkcji mleka.

W Stanach Zjednoczonych, jak twierdzi Wattiaux, przemysł mleczarski "koncentruje się na hodowli krów mlecznych, które wytwarzają taką samą lub większą ilość mleka, zużywając jednocześnie mniej paszy". Takie podejście nie jest pozbawione kontrowersji: intensywna selekcja genetyczna w celu wyhodowania dzisiejszych mega-wydajnych krów mlecznych zmniejszyła ich płodność i utrudniła ich rozmnażanie.

Świat mleczarski nadal pracuje nad tym, aby produkcja była bardziej przyjazna dla środowiska, ale miłośnicy masła też mogą w tym pomóc. Steffen Schneider, szef Instytutu Uważnego Rolnictwa w Dolinie Hudson oraz rolnik, który zarządza biodynamiczną farmą Hawthorne Valley od ponad 20 lat, sugeruje, że konsumenci powinni wybierać produkty mleczne pochodzące ze zrównoważonych źródeł.

"Gospodarstwa, które utrzymują zwierzęta żywione trawą w ilościach odzwierciedlających nośność bazy naziemnej, pomagają łagodzić wpływ mleczarstwa na zmiany klimatyczne" - mówi. Co więcej, jak dodaje, nawożąc kompostem pochodzącym z obornika od takich krów, farma pomaga redukować emisję dwutlenku węgla do atmosfery.

Wybierając ekologiczne, zdrowe masło, zapłacisz więcej niż za konwencjonalną markę. Ale w ogólnym rozrachunku dbasz o klimat, jednocześnie dbając o to, aby podaż masła zawsze była na właściwym poziomie.

Elaine Khosrova jest autorką książki "Masło: Bogata historia".

Elaine Khosrova/The New York Times

Tłum.: KK

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje