Wirus z syberyjskiej zmarzliny

W wiecznej zmarzlinie na Syberii przetrwały setki prehistorycznych wirusów, na które współczesny człowiek nie ma żadnej odporności. Naukowcy "obudzili" właśnie jednego z nich - czytamy w "The New York Times".

Syberia sprawia, że w głowach naukowców kiełkują marzenia o wskrzeszaniu zmarłych. Przez miliony lat tamtejsza tundra i występująca w niej wieczna zmarzlina przyjmowała na swoje łono niezliczone organizmy żywe, grzebiąc je w lodzie. Wiele spośród tych szczątków jest doskonale zachowanych - do tego stopnia, że wśród badających je naukowców byli i tacy, którzy odważyli się spróbować mięsa mamuta włochatego.

Reklama

Niektórzy badacze mają wręcz nadzieję, że w lodach Syberii uda im się znaleźć "idealne" komórki mamuta, które pozwolą im sklonować żyjące przed tysiącami lat zwierzę. W 2012 r. rosyjscy naukowcy poinformowali, że udało im się wyhodować kwiat z nasionka, które przez 32 tysiące lat spoczywało w wiecznej zmarzlinie...

Tymczasem niedawno francusko-rosyjska ekipa badawcza wskrzesiła coś, co może napawać lękiem. Z próbki zamarzniętego gruntu, której wiek oceniono na ponad 30 tysięcy lat, udało im się wyizolować wirusa nieznanego dotychczas nauce. "Takie odkrycie musi robić wrażenie. Nikt wcześniej nie dokonał czegoś podobnego" - skomentował te doniesienia dr Scott O. Rogers, biolog z Bowling Green State University w Ohio.

Wirus, który po rozmrożeniu okazał się być nadal aktywny, atakuje ameby i nie zagraża ludziom. Ale jego odkrycie wskazuje na inną jeszcze możliwość, a mianowicie, że niebezpieczne dla człowieka prehistoryczne wirusy wciąż mogą czekać "uśpione" w wiecznej zmarzlinie.

Giganci i nieśmiertelni

Jak już wspomniano, na wirusa, którego ochrzczono mianem Pithovirus sibericum, natknęła się międzynarodowa grupa badawcza pod przewodnictwem małżonków-naukowców z Université d'Aix-Marseille we Francji, Chantal Abergel i Jean-Michela Claverie. Abergel i Claverie to doświadczeni "poszukiwacze wirusów", specjalizujący się w tropieniu nowych gatunków tak zwanych wirusów gigantycznych.

Większość znanych nauce wirusów to maleńkie organizmy posiadające zaledwie kilka - kilkanaście genów. Przykładowo - wirus grypy ma 13 genów, a kształtem przypomina kulę o średnicy nie większej niż 100 nanometrów. Ale wirusy gigantyczne, które zazwyczaj atakują ameby, mogą być nawet tysiąc razy większe i zawierać ponad 2,5 tysiąca genów.

Naukowcy wiedzą już od dawna, że wirusy są w stanie przetrwać wieki, a nawet całe tysiąclecia. W 400-letnich zmumifikowanych ciałach odkrytych na Syberii znaleziono fragmenty DNA wirusa ospy. Cytowany wyżej dr Scott O. Rogers i jego współpracownicy natrafili na Grenlandii na obecność wirusów roślinnych, ukrytych w lodzie liczącym sobie 140 tysięcy lat.

Nikt jednak dotychczas nie wyizolował prehistorycznego, wciąż aktywnego wirusa, który byłby w stanie atakować komórki organizmu żywiciela i replikować.

Sensacyjne odkrycie

Abergel i Claverie otrzymali próbki wiecznej zmarzliny od naukowców z Rosyjskiej Akademii Nauk. Zostały one pobrane z dna jednej z syberyjskich rzek w 2000 r. Francuzi wprowadzili fragmenty próbek do kolonii ameb, chcąc przekonać się, czy w wiecznej zmarzlinie zachowały się jakiekolwiek wirusy, a jeśli tak, to czy zaatakują one ameby.

Wkrótce ameby zaczęły ginąć. Był to znak, że w próbkach z Syberii kryje się jakiś śmiercionośny czynnik. Kiedy naukowcy poddali zainfekowaną kolonię ameb dokładnemu badaniu, odkryli, że wewnątrz tych prymitywnych, jednokomórkowych organizmów namnażają się gigantyczne wirusy. Nie przypominały one żadnego z dokonanych wcześniej podobnych znalezisk. Mierzyły 1,5 mikrometra - i były o 25 procent większe od wszystkich znanych nauce wirusów. Ich budowa (są niespotykanie długie i wąskie) skojarzyła się naukowcom z pithos (z greckiego "beczka", "kadź") - olbrzymich glinianych naczyń o jajowatym kształcie, używanych w starożytności do przechowywania żywności, m.in. w antycznej Grecji. Tak powstała nazwa Pithovirus.

 - 60 procent materiału genetycznego tego wirusa nie przypomina niczego, co występuje na Ziemi - mówi Chantal Abergel, która - podobnie jak jej współpracownicy - uważa, że te prehistoryczne wirusy mogły pasożytować na organizmach, które zamieszkiwały naszą planetę na wczesnym etapie ewolucji życia.

Naukowcy opisali swoje odkrycie na łamach magazynu "Proceedings of the National Academy of Sciences", oficjalnym periodyku National Academy of Science, czyli narodowej akademii nauk Stanów Zjednoczonych.

- Potencjalne konsekwencje tego odkrycia dla teorii ewolucji i ludzkiego zdrowia mogą nas bardzo zaskoczyć - podsumowuje Eske Willerslev, bilog z Uniwersytetu Kopenhaskiego. Dodaje on jednak, że jego zdaniem Francuzi nie wykluczyli ponad wszelką wątpliwość obecności młodych wirusów w badanych przez nich próbkach. - A bez tego takie doniesienia pozostają jedynie przyrodniczymi ciekawostkami - podkreśla.

Abergel i Claverie przyznają, że istnieje możliwość, iż analizowane przez nich próbki były zanieczyszczone innymi wirusami. Zwracają jednak uwagę na fakt, że przeprowadzali swój eksperyment trzykrotnie - i za każdym razem izolowali z wiecznej zmarzliny tego samego wirusa.

Uśpiona apokalipsa?

Obecnie naukowcy chcą iść za ciosem i zbadać kolejne próbki syberyjskiej wiecznej zmarzliny. Najstarsze z próbek przekazanych im przez ich rosyjskich kolegów mają około 3 milionów lat.

Francuzi podejrzewają, że - skoro gigantyczne wirusy przez ponad 30 tysięcy lat zachowały aktywność - to samo może dotyczyć i innych prehistorycznych wirusów. - Nie widzę powodu, dla którego nie miałyby one przetrwać w podobnych warunkach - mówi Jean-Michel Claverie.

Jest też możliwe, że niektóre z tych wirusów byłyby zdolne atakować ludzi. Abergel i Claverie przyznają, że istnieją powody do niepokoju, zważywszy na fakt, że współczesny człowiek przeczesuje północną Syberię w poszukiwaniu ropy naftowej i cennych minerałów. Dr Rogers dodaje zaś, że ryzyko wybuchu epidemii wywołanej "wskrzeszonym" wirusem jest "bardzo niewielkie. Jak mówi, naukowcy od kilkudziesięciu lat badają próbki lodu i wiecznej zmarzliny sprzed wieków - i nic podobnego nie miało jeszcze miejsca.

- Ale zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?

Carl Zimmer

© 2014 New York Times News Service

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje