Władimir Putin kontra kobiety

Dlaczego Władimir Putin postanowił konkurować w wyborach prezydenckich z 30-letnią feministką? - pyta na łamach "The New York Times" dziennikarka Amie Ferris-Rotman.

Na początku lat 60. Związek Radziecki zdecydował, że nadszedł czas, aby urozmaicić program kosmiczny. Kapsuły Sputnika i statki kosmiczne Vostok wysyłały na orbitę psy, króliki i kosmonautę Jurija Gagarina. Amerykanie zostali daleko w tyle. Kreml chciał pozostać na czele. To dlatego Rosja miała jeszcze jedną propozycję: wysłanie w kosmos kobiety.

Reklama

16 czerwca 1963 roku Walentina Tierieszkowa  została wyprawiona w podróż poza ziemską atmosferę. "Jeśli kobiety w Rosji mogą być robotnikami na kolei, to dlaczego nie mogą polecieć w kosmos?" - powiedziała później. Jej kosmiczny lot miał miejsce podczas odwilży, do której doszło za sprawą radzieckiego przywódcy  Nikity Chruszczowa i serii reform, które złagodziły represje, wprowadziły zmiany i dały kobietom nowy status społeczny.

W ten sposób Związek Radziecki wykreował sowiecką kobietę-symbol: praktyczną, ​​uniwersalną, która wreszcie doczekała się równości płci i rozbroiła komunistycznych ideologów, dla których zniesienie kapitalizmu obejmowało położenie kresu wyzyskowi kobiet. "I co? Nadal wam się wydaje, że nie jesteśmy rozwiniętym i postępowym społeczeństwem?" - Sowieci mogliby powiedzieć Zachodowi - "Popatrzcie tylko, jak wyzwolone są nasze kobiety!" Czy takich kobiet-symboli mogłoby być w Rosji więcej?

W przyszłorocznych wyborach prezydenckich w Rosji na pewno wystartuje prezydent Władimir Putin, a powszechne oczekiwanie jest takie, że wygra, co przedłuży jego 18-letnią władzę nad Rosją o kolejną sześcioletnią kadencję.

Jak się okazuje, wyzwanie Putinowi rzuciła 36-letnia telewizyjna osobowość Ksenia Sobchak, córka nieżyjącego mentora Putina i członkini opozycji. Później, wśród kandydatów na prezydenta, pojawiła się kolejna znajoma twarz z telewizji, 37-letnia dziennikarka i prawniczka Jekaterina Gordon, która ogłosiła swoją kandydaturę dwa tygodnie po zgłoszeniu Sobchak. (Jest także garść innych kandydatów, w tym 73-letni przywódca partii komunistycznej i pięciokrotny kandydat na prezydenta, Giennadij Ziuganow).

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Sobchak i Gordon są praktycznie takie same; obie są przekonujące i słyną z szerokich uśmiechów i długich do ramion blond włosów. Od początku kampanii Gordon starała się jednak zdystansować od swojej rywalki, mówiąc, że w przeciwieństwie do Sobczak "nie urodziła się ze srebrną łyżeczką w ustach" (Sobczak pochodzi z dynastii politycznej, jej ojciec, Anatolij, był burmistrzem Petersburga, a matka, Ludmiła Narusowa, zasiadała w Radzie Federacji, wyższej izbie rosyjskiego parlamentu. Gordon zaś urodziła się w rodzinie inteligenckiej, jednak jej wychowanie przebiegało w raczej skromnych warunkach).

W tym roku po raz pierwszy od 13 lat kobieta ogłosiła zamiar kandydowania na rosyjskiego prezydenta. Ostatnio, w 2004 roku, jedną z kandydatek była Irina Khakamada, wówczas liberalna polityk. (Później została członkiem prezydenckiej rady ds. Praw Człowieka). Przed Khakamadą była Ella Pamfilova, która w 2000 roku, została pierwszą kobietą w Rosji, jaka kandydowała na prezydenta. Pamfilova miała nadzieję, że w ten sposób zachęci także inne kobiety do brania udziału w życiu politycznym kraju.

Sobchak i Gordon działają póki co tylko na "frontach kobiecych". Sobchak w listopadzie błyszczała na okładce "Russian Glamour", wznosząc dumnie w powietrze rękę z zaciśniętą pięścią. Ubrana była w koszulkę z napisem po angielsku "Women Power".

W gazecie skarżyła się na 30-procentową różnicę w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn  w miejscach pracy. "W kraju brakuje podstawowych wolności takich jak wolność wypowiedzi, czy wolne wybory, a równość płci zajmuje tu ostatnie miejsce" - powiedziała w długim wywiadzie, przeplatanym zdjęciami z modowej sesji.

Gordon, wzorując się na swoich poprzedniczkach, zajęła się obroną praw kobiet i dzieci. "Jesteśmy krajem samotnych matek, które nikogo nie obchodzą" - powiedziała w kampanijnym filmie.

Nikt w Rosji nie myśli na poważnie o tym, że Sobczak i Gordon naprawdę próbują rzucić wyzwanie Putinowi. Aby móc w ogóle być branym pod uwagę w wyborach, kandydat na prezydenta musi zebrać minimum 300 tysięcy podpisów, aby się zarejestrować - to cel prawie niemożliwy do osiągnięcia bez pomocy rosyjskiego rządu. To gwarantuje, że Putin zmierzy się tylko z wybranymi przez siebie przeciwnikami. (W szczególności Sobchak jest postrzegana jako marionetka Putina). Kandydaci muszą również należeć do partii politycznej; Gordon nigdy do takiej nie dołączyła.

Pytanie w tym przypadku nie brzmi jednak, dlaczego dwie kobiety ostatecznie zdecydowały się kandydować na prezydenta w Rosji, ale raczej: dlaczego Putin chce startować przeciwko kobietom mówiącym tak głośno o problemach dotyczących nierówności płci?

Kreml na Zachodzie postrzegany jest jako zręczny polityczny manipulator - ale ten obraz przeczy prawdzie. Często podąża on bowiem za społecznymi trendami, wcale ich nie kreując. Temat kobiet i ich rola w rosyjskim społeczeństwie wisi w powietrzu. Pojawiły się także inne oznaki, że rząd myśli o tej kwestii: w marcu 2017 roku premier Dmitrij Miedwiediew zaprezentował narodową strategię na rzecz poprawy życia kobiet do 2022 roku.

Moment politycznego "objawienia" obu kobiet nadszedł w okresie, gdy Rosję ogarnęła fala tradycjonalizmu, w której pozycja kobiet nie wygląda dobrze. W ruchu, który zdobył poparcie odradzającego się Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, ustawodawstwo dotyczące przemocy domowej zostało złagodzone w tym roku i teraz przemoc uznawana jest za wykroczenie a nie przestępstwo. (Ustawa została przepchnięta przez tę samą prawniczkę, która opowiadała się za homofobicznym ustawodawstwem w Rosji kilka lat temu). Aborcja, która od dziesięcioleci jest legalna i powszechna w Rosji, jest również coraz bardziej atakowana, przy pełnym wsparciu głowy Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, który chce zakazać tej praktyki.

W tym wszystkim kampanie Sobchak i Gordon wydają się nie mieć siły przebicia. Sobchak wśród młodych kobiet z miejskich środowisk może liczyć na zaledwie 1 procent poparcia - według niezależnego sondażu przeprowadzonego przez Centrum Levady - i to tylko dzięki swojej obecności w telewizji.

Może to wynikać z jej płci: na początku tego roku ankieta wykazała, że ​​53 procent Rosjan uznało, że nie wyobraża sobie kobiety jako prezydenta w ciągu najbliższych 10 - 15 lat; jedna trzecia powiedziała, że ​​w kraju nie ma obecnie kobiet zdolnych do podjęcia tego wyzwania.

Brak skuteczności ich kampanii może być również spowodowany tym, że człowiek postrzegany jako prawdziwy przywódca opozycji w Rosji, działacz antykorupcyjny Aleksiej Nawalny, został pozbawiony możliwości wzięcia udziału w wyborach z powodu wyroku skazującego.  (W internecie pojawił się kontrowersyjny mem mający go zdyskredytować - pojawiają się na nim Sobchak i Gordon -  obie są... nagie i w ciąży, a obok nich stoi Navalny w kąpielówkach).

Generowanie emocji wśród monotonii rosyjskiej polityki - gdzie ten sam człowiek, reprezentujący tę samą partię jest u władzy przez prawie dwie dekady - okazuje się trudne.

Dwa miesiące temu donoszono, że Kreml poszukiwał kobiet-sparingpartnerów dla Putina, by zadowolić znudzony elektorat, który potrzebował różnorodności.

W czasach sowieckich lokale wyborcze wabiły wyborców obietnicą przecenionej żywności, mając nadzieję na maksymalizację frekwencji w wyborach, o których wszyscy wiedzieli, że i tak nie mają znaczenia. Dziś wydaje się, że Kreml rozszerzył swój zestaw metod: wysiłki mające na celu udowodnienie istnienia aktywnej i żywej kultury politycznej zostały teraz rozszerzone na "kobiety".

W Międzynarodowy Dzień Kobiet w marcu tego roku dziesiątki kobiet protestowało w Petersburgu i Moskwie podczas rzadkiej feministycznej demonstracji. Trzymały plakaty z "radykalnymi sloganami" - jak to przedstawiały państwowe media. Jakie? "Mężczyźni, z Kremla!" i "Kobieta na prezydenta!"

Może kiedyś. Ale nie w przyszłym roku.

(Amie Ferris-Rotman jest dziennikarką mieszkającą w Moskwie, gdzie pisze dla magazynu "Foreign Policy".)

Amie Ferris-Rotman/The New York Times

Tłumaczenie: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje