"Władimir Putin zawarł pakt z diabłem"

Gdy na wschodzie Ukrainy trwa wojna, na jaw wyszło, że prezydent Rosji Władimir Putin zawarł swoisty pakt z diabłem. Putin "wychował" liderów formacji bojówkarskich, którzy ze zwykłych najemników stali się przestępcami. Strategia ta przyczyniła się do wytworzenia na Ukrainie rządów kleptokratów, czyli złodziei. Taki obrót spraw zagraża nawet Moskwie.

Bojowników rekrutowano w czterech źródłach. Byli to członkowie lokalnych gangów; bezrobotni mężczyźni, którzy żyją na marginesie społeczeństwa; ekstremiści pochodzący z Rosji, a także najemnicy, którzy walczyli w Czeczenii, Osetii Północnej, Naddniestrzu i innych konfliktach regionalnych, które miały miejsce po rozpadzie ZSRR.

Reklama

Mężczyźni zostali przeszkoleni i wyposażeni w nowoczesną broń. Bojownicy są także wspierani przez regularnych rosyjskich wojskowych, a także członków sił specjalnych. Te nieregularne siły tworzą obecnie trzon armii w Doniecku i Ługańsku, dwóch, w większości rosyjskojęzycznych, regionów Ukrainy położonych wzdłuż granicy z Rosją.

Separatystyczne enklawy zostały zdominowane przez uzbrojone po zęby grupy przestępcze, których liderzy odgrywają kluczową rolę w polityce lokalnej, zarówno formalnie  - jako szefowie rządów, jak i nieformalnie - jako przywódcy gangów. Ci mężczyźni i kobiety zajęli miejsce prorosyjskich elit, które działały na tamtych terenach po 1991 roku.

Poprzez zawarcie umowy z tymi lokalnymi watażkami, Putin usiłuje odtworzyć model działania, który próbował dziesięć lat temu wdrożyć w Czeczenii.  Wówczas rząd rosyjski doszedł do porozumienia z Ramzanem Kadyrowem, synem prominentnego mułły, który później został prezydentem.

Klan, na którego czele stał Kadyrow początkowo popierał separatystyczne dążenia Czeczenii, po to tylko , aby w 1999 roku zmienić strony i z rosyjską pomocą dojść do władzy. Opór Czeczenów został pokonany,  tak jak liczył na to Kreml, jednak ceną za to okazała się pełna dominacja Kadyrowa i jego oddziałów zbrojnych.

Kadyrow regularnie wyraża swoje osobiste poparcie i lojalność wobec Putina, jednak nie toleruje żadnych przejawów rosyjskiej interwencji na terenie Czeczenii. Kpi także z rosyjskiego prawa, czemu dał wyraz legalizując poligamię.

21 kwietnia potwierdził jeszcze swoją suwerenność, nakazując swoim bojownikom "strzelać, aby zabić", jeśli zobaczą, że bez ich wiedzy, na ich terytorium pojawia się ktokolwiek z Moskwy lub Stawropola. - Oni muszą się z nami liczyć - argumentował wówczas Kadyrow.

Tymczasem Kreml lekkomyślnie powtarza na wschodzie Ukrainy swoją politykę z Czeczenii. Skutek już wydaje się być podobny. Chociaż przywódcy bojowników z Doniecka i Ługańską są zależni od dostaw broni z Rosji, to z popełnianych przez siebie przestępstw, czerpią korzyści finansowe. To pozwala im na pewną niezależność i zachęca do działalności na własną rękę.

Ich wpływy pochodzą z handlu bronią, narkotykami i alkoholem, a także z pobierania haraczy. Kryminaliści budują swoją fortunę napadając także na firmy i lokalne przedsiębiorstwa. Przejmują także domy, które zostały porzucone przez uciekających z regionu. Zaledwie z zeszłym miesiącu w obrębie Ukrainy doszło do przesiedlenia 1,3 miliona osób. Około 700 tysięcy ukraińskich uchodźców ubiega się o pomoc prawną ze strony Rosji.

Wzrastająca przestępczość na wschodzie Ukrainy przenosi się także na Rosję. Głównie jeśli chodzi o przemyt kontrabandy. Dochodzi jednak także do przemytu nielegalnych bojowników. 

Obwód rostowski, rosyjska prowincja, która stanowi zaplecze działań partyzantów na wschodzie Ukrainy, już odnotował wzrost przestępczości. To ponad 23 procent w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Pod względem przestępczości znalazł się na szóstym miejscu na 83 rosyjskie regiony.

Rozprzestrzenianie się przestępczości i pojawienie się dobrze uzbrojonych bojowników wzdłuż południowo-zachodniej granicy Rosji, nie zostały także przyjęte z zadowoleniem przez rosyjskie służby bezpieczeństwa, które są przyzwyczajone do funkcjonowania w warunkach ścisłego podporządkowania.

Wojna Putina na Ukrainie przyniosła śmierć i chaos na Ukrainę. Dla Rosji skończyła się sankcjami i izolacją polityczną, a także spowolnieniem gospodarczym. Na terenach Doniecka i Ługańska sytuacja cały czas jest niestabilna. Wojna Putina na Ukrainie, innymi słowy, wymyka się spod jego kontroli.

Adrian Karatnycky/The New York Times

Tłum: KK

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje