Wojenny dług świata wobec Chin

Chińczycy wciąż czują żal do zachodniego świata, że ich wkład w zwycięstwo aliantów nad Japonią w czasie drugiej wojny światowej nigdy nie został w pełni doceniony - a przecież poniesione przez nich ofiary były ogromne. O zapomnianych i "niewygodnych" wojennych zasługach Chin pisze "New York Times".

Równolegle z niedawnymi zapewnieniami, że są krajem "miłującym pokój", Chiny stanowczo upominają się o swoje prawa, wysuwając roszczenia do obszarów na dwóch morzach: Wschodnio- i Południowochińskim. Zdaniem wielu obserwatorów (i zaniepokojonych sąsiadów Chin w rejonie Pacyfiku), ta konfrontacyjna retoryka Pekinu to przejaw z trudem ukrywanego przekonania, że te terytoria po prostu mu się należą. Postawa ta ma związek z rosnącym znaczeniem Państwa Środka na arenie międzynarodowej.

Reklama

Ale w grę wchodzi tu jeszcze jeden czynnik, o którym mało kto pamięta. Jest nim wciąż utrzymujący się wśród Chińczyków ukryty żal do zachodniego świata, że ich wkład w zwycięstwo aliantów nad Japonią w czasie drugiej wojny światowej nigdy nie został w pełni doceniony - i, jak dotąd, nie przełożył się na polityczny kapitał, który Pekin mógłby wykorzystać.

Zapomniana wojna

Opór, jaki Chiny stawiły cesarskiej Japonii, to niezwykle ważny wątek w historii drugiej wojny światowej - ale też wątek przemilczany. Chociaż Chiny były w zasadzie pierwszym członkiem antyhitlerowskiej koalicji, który bezpośrednio starł się z jednym z państw Osi, o ich zasługach na Pacyfiku mówi się znacznie mniej niż o tym, czego na obszarze azjatyckiego teatru działań wojennych dokonały USA, Wielka Brytania, a nawet ZSRR (który do wojny na Dalekim Wschodzie włączył się dopiero w sierpniu 1945 r.). Znaczenie chińskiego wkładu w tę wojnę pomniejszano już od pierwszych miesięcy po zakończeniu globalnego konfliktu - w kontekście czarno-białej, zimnowojennej narracji byłaby to bowiem bardzo niewygodna historia.

Na początku XX w. chińskie pragnienie suwerenności starło się z rosnącymi imperialnymi ambicjami Japonii wobec azjatyckich terytoriów kontynentalnych. Wojna między Chinami i Japonią na dobre wybuchła w lipcu 1937 r. Przez osiem lat jej trwania zarówno siły Czang Kaj-szeka, jak i komunistyczne oddziały Mao Zedonga (choć w nieco mniejszym stopniu) dokonywały prawdziwych cudów, dając odpór najeźdźcom.

Chiny - choć znacznie słabsze i biedniejsze niż potężne Stany Zjednoczone lub imperium brytyjskie - stanęły na wysokości zadania. W 1944 r. w Birmie, u boku amerykańskich i brytyjskich żołnierzy, walczyło około 40 tysięcy Chińczyków, skutecznie broniąc drogi Ledo (obecnie droga Stilwella) łączącej Lashio w północnej Birmie z indyjską prowincją Asam. Z kolei na swojej ojczystej ziemi Chińczycy z powodzeniem stawili czoła liczącym 800 tysięcy ludzi japońskim siłom.

Chiny we krwi

Cena zwycięstwa była ogromna. Szacuje się, że w wojnie chińsko-japońskiej zginęło co najmniej 14 mln Chińczyków, a około 80 mln zostało zmuszonych do czasowego opuszczenia swojej ojczyzny. Historia tego konfliktu obfituje w okrucieństwa. Pamięć o masakrze mieszkańców i obrońców Nankinu w 1937 r. jest wciąż żywa - ale przecież Japończycy zadali Chinom wiele innych, równie bolesnych ran, na temat których wiedza jest nieco mniejsza: wystarczy wspomnieć o brutalnym zajęciu Xuzhou w 1938 r. czy o dywanowych nalotach przeprowadzonych w 1939 r. na miasto Chongqing, tymczasową siedzibę chińskiego rządu. W trakcie tej dwudniowej operacji - której efekty jeden ze świadków porównał do "morza ognia" - zginęło ponad 4 tysiące osób. Z kolei ofiary strategii "trzech wszystkich" - "wszystko palić, grabić i zabijać" - zastosowanej przez armię japońską w północnych Chinach w 1941 r., należy liczyć w milionach...

Wydarzenia te ciężko doświadczyły Chiny - wówczas jeszcze słaby i odizolowany od reszty świata kraj. Sytuację pogorszyły jeszcze niektóre decyzje podjęte przez Rząd Narodowy pod przewodnictwem Czang Kaj-szeka. Rozporządzenie, w myśl którego rolnicy mieli przekazywać zboże na wyżywienie armii, tylko pogłębiło głód, jaki w 1942 r. zapanował w prowincji Henan. "Ludzie oddawali swoje dzieci w zamian za kilka naleśników z ciasta ryżowego" - zanotował w swoim dzienniku jeden z ówczesnych rządowych inspektorów.

Od sojusznika do wroga

Przez tego rodzaju błędy do sprawujących rządy narodowców z Kuomintangu przylgnęła łatka skorumpowanych nieudaczników. Dla Stanów Zjednoczonych był to kłopotliwy sojusznik - mimo iż zasługi chińskich nacjonalistów w walce z cesarską Japonią były nieporównanie większe niż zasługi chińskich komunistów.

Po wojnie Alianci nagrodzili chiński "wkład" w zwycięstwo przyznaniem Pekinowi stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa nowo powstałej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na tym jednak skończyły się wyrazy wdzięczności. Wkrótce w Chinach nasiliła się wojna domowa, w wyniku której władzę w kraju zdobyli komuniści, a Mao Zedong proklamował w 1949 r. powstanie Chińskiej Republiki Ludowej. Mao nie miał interesu w tym, by podkreślać wojenne zasługi narodowców - a i niedawni sojusznicy Chin nie zrobili praktycznie nic, by świat zapamiętał poniesioną przez nie ofiarę. Reżim Czang Kaj-szeka, który wraz ze zwolennikami ewakuował się na Tajwan, był już tylko wstydliwym reliktem przeszłości. Z kolei nowy, komunistyczny reżim był budzącą strach niewiadomą. W oczach Zachodu Chiny w ciągu zaledwie kilku lat przeobraziły się z wojennego sprzymierzeńca w groźnego komunistycznego olbrzyma.

Ważną konsekwencją tych historycznych zaszłości (która znacząco wpływa na obecną sytuację geopolityczną na Dalekim Wschodzie) jest fakt, iż w Azji dawni wrogowie nigdy nie ratyfikowali żadnego wielostronnego porozumienia, które przypominałoby traktaty podpisane po 1945 r. przez państwa zachodnie, dające początek NATO i Unii Europejskiej. Ameryka postanowiła odsunąć Chiny na boczny tor w powojennym porządku świata, któremu przewodziła. W efekcie Chiny i Japonia nigdy nie podpisały traktatu pokojowego z prawdziwego zdarzenia - a zachodni historycy przez wiele lat marginalizowali rolę, jaką Chiny odegrały w drugiej wojnie światowej.

Wiatr zmian

Obowiązująca od niedawna zasada otwartości w polityce chińskiej sprawiła jednak, że stopniowo upowszechnia się nowy obraz wojennej historii tego kraju. Czang Kaj-szek i Mao Zedong od dawna nie żyją - a obecny rząd w Pekinie stara się umocnić swoją pozycję na arenie międzynarodowej, przypominając światu o swoim współdziałaniu z Zachodem w latach minionych.

Kierując się pragnieniem sfinalizowania procesu zbliżenia z Tajwanem, Pekin nie kwestionuje już spuścizny Czang Kaj-szeka. Chińscy filmowcy i naukowcy mogą z większą swobodą wypowiadać się o wojennych zasługach narodowców - czy to poprzez produkcje telewizyjne i filmowe, czy też poprzez naukowe opracowania. Wielkim sukcesem wydawniczym w Chinach kontynentalnych okazała się wydana niedawno obszerna i życzliwa biografia Czang Kaj-szeka. Jej autorem jest historyk z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, największej chińskiej instytucji naukowej - Yang Tianszi. Także wojenna rezydencja Czang Kaj-szeka na obrzeżach Chongqing została odrestaurowana i służy jako swoista izba pamięci przywódcy Kuomintangu. Zgromadzone w niej zdjęcia i dokumenty przedstawiają go jako patriotę, który nie ugiął się w obliczu japońskiej inwazji. Za czasów Mao taka rehabilitacja byłaby nie do pomyślenia.

Ta dokonująca się na naszych oczach rewizja nie pozostaje bez wpływu na sytuację na całym Dalekim Wschodzie i w krajach Azji Południowo-Wschodniej. Jeśli dominująca rola, jaką w 1945 r. USA odegrały w pokonaniu Japonii, wciąż stanowi uzasadnienie dla amerykańskiej obecności militarnej na Pacyfiku, to dlaczego Chiny - które odniosły na tym polu porównywalne zasługi - nie miałyby cieszyć się podobnymi przywilejami? To pytanie zadają sobie obecnie chińscy przywódcy. Tak oto Pekin stara się zrealizować geopolityczny czek, który Czang Kaj-szek wypisał blisko siedemdziesiąt lat temu.

Rana Mitter

© The New York Times 2013

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje