Wysoka cena złamanej umowy społecznej

Nie mają za co żyć, więc wybierają śmierć. O dramatycznej sytuacji osób starszych w jednym z najbogatszych państw świata, Korei Południowej, pisze "New York Times".

Kiedy w sierpniu bieżącego roku 78-letnia kobieta popełniła samobójstwo przed budynkiem ratusza w Seulu, wypijając mocno toksyczny środek owadobójczy, południowokoreańskie media zwróciły uwagę na problem, który dotychczas był zbywany milczeniem. Oto w społeczeństwie, w którym szacunek dla osób starszych zawsze był wartością fundamentalną, liczba samobójstw popełnianych przez seniorów wzrasta w zastraszającym tempie.

Reklama

Wspomniana 78-letnia samobójczyni była wdową. Mieszkała samotnie, utrzymując się z zasiłku z pomocy społecznej, który przestano jej wypłacać w lipcu - po tym, jak urzędnicy dowiedzieli się, że jej bezrobotny wcześniej zięć znalazł pracę w stoczni. Prośby staruszki, która tłumaczyła, że bez zasiłku nie jest w stanie opłacić czynszu, nie spotkały się ze zrozumieniem. Urzędnicy powoływali się na przepisy, w świetle których pieniądze od państwa nie należą się tym osobom starszym, które mają dorosłe dzieci zdolne utrzymać swoich rodziców.

"Jak możecie robić coś takiego? Prawo powinno służyć ludziom. Mi nie zapewniło żadnej ochrony" - tak, według policji, brzmiał list pożegnalny kobiety.

Plaga samobójstw

Odsetek samobójstw popełnianych przez mieszkańców Korei Południowej od lat jest wstydliwym problemem tego kraju. Na tle wszystkich państw członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) jest on najwyższy: w 2010 r. wyniósł 31,2 na 100 tysięcy osób (dziewięć lat wcześniej było to 13 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców). Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące osób, które ukończyły 65. rok życia: w tym samym okresie wskaźnik samobójstw wzrósł w tej grupie z 35 do 82 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców.

Oczywiście, problem samobójstw wśród seniorów nie dotyczy wyłącznie Korei Południowej. Ale to właśnie w tym kraju obraz sytuacji jest szczególnie smutny. U jego podłoża leży złamanie tradycyjnej, niepisanej umowy społecznej wypływającej z konfucjańskich wartości, wedle której starsi ludzie zawsze mogli liczyć na szacunek i wsparcie ze strony młodszych pokoleń.

Jeszcze bardziej przygnębiające jest to, że dzisiejsi południowokoreańscy seniorzy padli ofiarą radykalnych przemian społecznych, które sami zainicjowali. Reprezentują oni generację, która w pocie czoła odbudowywała gospodarkę swojego kraju po wyniszczającej wojnie koreańskiej, toczonej w latach 1950 - 1953. Sami wychowywali się w licznych rodzinach, stanowiących główne źródło bezpieczeństwa socjalnego. Z oddaniem opiekowali się swoimi rodzicami i dziadkami - przekonani, że pewnego dnia ich dzieci będą dla nich robić to samo. Dlatego właśnie tak obsesyjnie troszczyli się o wykształcenie i zawodowy sukces swoich latorośli, traktując to jako swoiste "zabezpieczenie na stare lata".

- To pokolenie, dla którego rodzina zawsze była przedłużeniem własnego jestestwa - mówi Park Ji-young, profesor z Uniwersytetu Sang Ji w mieście Wonju, zajmujący się tematyką systemów opieki społecznej. - Dla tych ludzi dzieci były jedyną inwestycją w przyszłość; to one miały zapewnić im opiekę zdrowotną, wsparcie finansowe i komfortowe warunki życia. Sukces potomstwa był jednocześnie sukcesem rodziców.

Równie istotny jest w tym kontekście spektakularny sukces, jaki odniosła gospodarka Korei Południowej. Niestety, gwałtowna przemiana tamtejszego społeczeństwa z rolniczego w przemysłowe zaowocowała masową migracją młodych ludzi do wielkich miast (a także za granicę). Oparte na rodzinie opiekuńcze więzi rwały się tak szybko, że państwo ze swoimi własnymi strukturami pomocy nie mogło nadążyć za tym procesem.

Powszechny system emerytalny obowiązuj w Korei Południowej zaledwie od 1988 r., w związku z czym wielu spośród żyjących jeszcze osiemdziesięciokilkulatków nie zostało nim nawet objętych. Tylko 32 procent mieszkańców, którzy ukończyli 65. rok życia, pobiera państwową emeryturę - większości z nich z trudem wystarcza ona jednak na utrzymanie. Rządowy raport sporządzony w 2011 r. stwierdzał, że jedynie 4 na 10 obywateli powyżej 65. roku życia pobiera jakąkolwiek emeryturę bądź dysponuje oszczędnościami na koncie emerytalnym. Paradoksalnie, rządowy program opieki społecznej wciąż bazuje tymczasem na zasadzie, że opieka nad osobami starszymi to obowiązek spoczywający głównie na ich krewnych.

Niestety, w Korei Południowej ludzie młodzi i w średnim wieku coraz mniej chętnie opiekują się starzejącymi się rodzicami. Dzieje się tak dlatego, że na co dzień sami borykają się z mnóstwem problemów, mających swoje źródło w azjatyckim kryzysie finansowym z końca lat 90. i jego negatywnych reperkusjach na regionalnych rynkach pracy (objawiających się m.in. utratą gwarancji stałego zatrudnienia). W efekcie w ciągu ostatniej dekady liczba seniorów żyjących samotnie wzrosła w Korei Południowej ponad dwukrotnie - z 540 tys. w 2000 r. do 1,2 mln obecnie.

- Starsi ludzie czują się zdradzeni. Niektórzy, zwłaszcza ci przewlekle chorzy, którym dzieci opłacają leczenie, postrzegają siebie jako brzemię dla swoich krewnych - mówi profesor Park Ji-young. - To poczucie często prowadzi ich do wniosku, że muszą uwolnić swoje rodziny od tego ciężaru.

Ciemna strona sukcesu gospodarczego

Rosnąca liczba samobójstw świadczy także o ciemnych stronach osławionej potęgi gospodarczej Korei Południowej. Kraj ten jest siódmym największym eksporterem świata, a odsetek populacji mającej dostęp do Internetu należy do najwyższych w skali globu. Coraz większą popularność zdobywa również "K-pop" - południowokoreańska muzyka pop - czego dowodem jest oszałamiająca kariera, jaką zrobił teledysk do piosenki "Gangnam Style" w wykonaniu rapera PSY. Mimo to jego rodacy niezmiennie okupują czołowe miejsca w rankingach najsmutniejszych nacji.

(...)

- Kładliśmy zbyt duży nacisk na wydajność naszej gospodarki. Na dłuższą metę okazało się to być ze szkodą dla ludzi i ich sytuacji bytowej - stwierdza Kim Sung-whan, przewodniczący zarządu seulskiej dzielnicy Nowon. Kim był jednym z pierwszych urzędników państwowych, którzy zareagowali na niepokojące sygnały: oddelegował do "pracy w terenie" około tysiąca wolontariuszy, których zadaniem było rozpoznawanie samobójczych skłonności mieszkańców i kierowanie ich do specjalistów i pomocy społecznej. Wśród osób, które doświadczyły tego rodzaju pomocy, była 73-letnia Kim Man-jeom. Po śmierci męża kobieta popadła w głęboką depresję, potęgowaną przez fakt, że żaden z jej synów nie zaproponował jej, by zamieszkała z nim pod jednym dachem. Co znamienne, Kim obawiała się jednocześnie, że stanie się dla swoich dzieci ciężarem. - Za każdym razem, kiedy mój wzrok padał na krawat, myślałam o tym, żeby się powiesić - wspomina. - Godzinami gapiłam się bezmyślnie przez okno, a później stawałam na taborecie i zastanawiałam się, czy nie skoczyć.

Coraz częstszym przypadkom odbierania sobie życia przez osoby starsze towarzyszy kolejny problem, który Koreańczycy dopiero niedawno zaczęli traktować poważnie. Społeczeństwo tego kraju należy do najszybciej starzejących się populacji wśród krajów wysoko rozwiniętych. Odsetek osób, które ukończyły 65. rok życia, wzrósł z 3,8 proc. w 1980 r. do 11,8 proc. w 2011 r. - a w ciągu niecałych dwudziestu lat ma on wynieść 24,3 proc.

Zdaniem socjologów, niski przyrost naturalny w Korei Południowej - najniższy wśród krajów OECD - tłumaczą te same okoliczności, które wpływają na wysoki odsetek samobójstw wśród osób starszych. Młodzi nie mają ochoty powielać rodzicielskich wzorców: widzą przecież, że pokolenie ich rodziców inwestowało w edukację swoich dzieci wszystkie swoje oszczędności, a w zamian dostało niewiele.

Chcąc umożliwić obywatelom zgromadzenie większej ilości środków finansowych przed przejściem na emeryturę, południowokoreański rząd zaczął prowadzić kampanię mającą na celu nakłonienie pracodawców do podniesienia wieku emerytalnego. Rzecz jasna, w czasach, kiedy młodzi ludzie mają problemy ze znalezieniem pracy, jest to rozwiązanie kontrowersyjne.

Dodatkowo w marcu br. uchwalona została ustawa, która nakłada na władze centralne i lokalne obowiązek tworzenia ośrodków prewencji samobójstw. W małych miasteczkach różne budynki użyteczności publicznej zamieniane są na miejsca spotkań dla seniorów, którym doskwiera samotność. Konsultanci zatrudnieni w telefonicznych biurach obsługi banków i innych instytucji dzwonią do starszych osób mieszkających samotnie, by sprawdzić, czy wszystko z nimi w porządku. Trudniejsze zadanie mają pracownicy opieki społecznej: wśród starszych ludzi w Korei Południowej panuje przekonanie, że korzystanie z pomocy materialnej czy psychologicznej to powód do wstydu.

Samotna starość, samotna śmierć

Profesor Park Ji-young wspomina przypadek dwojga starszych małżonków, którzy próbowali się zagłodzić, sądząc, że wówczas ich śmierć zostanie uznana za zgon z przyczyn naturalnych. Chcieli w ten sposób uchronić swoje dzieci przed dalszym życiem z piętnem rodzicielskiego samobójstwa.

Jung Teak-su, konsultant w buddyjskim ośrodku prewencji samobójstw, wspomina pewną 71-letnią kobietę, która planowała samobójstwo, a jednocześnie bała się, że w przypadku niepowodzenia jej bliscy popadną w jeszcze większe kłopoty finansowe. - Przyszła do nas i zaproponowała, że za naszym pośrednictwem przekaże swoje organy do przeszczepu, jeśli tylko podpowiemy jej, w jaki sposób może odebrać sobie życie skutecznie i niskim kosztem.

Niemal 46 proc. starszych mieszkańców Korei Południowej żyje poniżej granicy ubóstwa. Mimo to wcale nie walczą oni o państwowe zasiłki. - Powód jest ten sam, co zawsze: boją się, że przyniosą wstyd swoim dzieciom - mówi Ko Jin-sun, pracownik jednego ze stołecznych centrów prewencji samobójstw.

Jednocześnie media coraz częściej informują o zgonach mieszkających samotnie seniorów, w przypadku których nikt z bliskich nie zgłasza się po ich ciało. Zdarza się, że władze podejmują próby odnalezienia dzieci lub dalszych krewnych zmarłych - najczęściej jednak poszukiwania te nie przynoszą efektu. Tylko w ubiegłym roku w Seulu skremowano 152 ciała osób, które umarły samotnie (w 2008 r. było ich 105).

Rozmiary tych ludzkich tragedii obrazują codzienne doświadczenia pracowników organizacji Keeper's Korea, założonej przez Kim Seok-junga. Oddają oni ostatnią posługę osobom, które odeszły w samotności - takim, jak pewna 73-letnia kobieta, której ciało znaleziono w jej mieszkaniu w lutym. Nie żyła już od kilku miesięcy.

- Kalendarz wiszący na ścianie wciąż wskazywał październik - wspomina Kim. - Kiedy patrzę na tych ludzi, oczyma wyobraźni widzę los, który czeka także i moje pokolenie.

Choe Sang Hun

© 2012 The International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

New York Times/©The International Herald Tribune
Dowiedz się więcej na temat: Nie | starość | seniorzy | samobójstwo | emeryci | Korea Południowa | kryzys

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy