Wyszedł z domu i nie wrócił. Zabito go strzałem w głowę

23 sierpnia 2008 roku Victor Gomez opuścił swój dom na przedmieściach Bogoty. Rodzinie powiedział, że dostał pracę w innym regionie Kolumbii. 23-latek walczył o to, aby zapewnić swojej córeczce godne życie. Dwa dni później Gomez już nie żył. Zabił go strzał w głowę. Jego ciało przewieziono do kostnicy, gdzie zostało oznaczone, jako "wrogi bojownik zabity w akcji".

Gomez był tylko jednym z tysięcy cywilów zabitych przez kolumbijskie wojsko w latach 2002-2008. Oskarżyciele badają niemal 3 tysiące spraw, które dotyczą głównie młodych mężczyzn wywabionych z domu lukratywnymi ofertami pracy. Zazwyczaj próbowano ściągnąć ich do odległych miast - tam byli mordowani przez armię.

Reklama

Wszystko dlatego, że oficerowie i żołnierze byli przymuszani przez swoich zwierzchników do tego, aby podnieść liczbę ofiar po stronie wroga. Przypadkowe ofiary zgłaszano więc jako ofiary poległe w walce. Na celowniku znajdowali się głównie bezdomni, rolnicy, dzieci, a także osoby, które cierpiały na choroby psychiczne. Przypadki takie określano w Kolumbii mianem "false positive", ponieważ zakłamywały one statystyki.

Teraz administracja prezydenta Juana Manuela Santosa pracuje nad tym, aby uchwalić ustawę, która zamknie bliskim ofiar możliwość do ubiegania się o sprawiedliwość. Dzięki niej będzie można przenieść sprawy wojskowych sądzonych za morderstwa spod jurysdykcji sądów cywilnych do sądów wojskowych. Ustawa ta ma zapewnić Santosowi poparcie grup wojskowych, które jest mu potrzebne w pertraktacjach pokojowych z bojówkami Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC). W Kolumbii nadal trwa bowiem wojna domowa.

W sprawach dotyczących fałszowania statystyk zostały już poczynione pewne postępy. Udało się oskarżyć niskich rangą żołnierzy za te haniebne czyny. Jednak większość spraw nadal pozostaje nierozwiązana, a skazano jedynie kilku wyższych rangą oficerów. To jest głównym problemem dla pani prokurator z Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, która monitoruje śledztwa prowadzone w Kolumbii. W jej biurze powstał dokument, w którym zabójstwa w celu poprawienia statystyk zostały zakwalifikowane jako systematyczne i wynikające z wewnętrznych ustaleń przyjętych w kilku brygadach armii.

Praca oskarżycieli jest mozolna i idzie powoli, jednak pozostawia możliwość do rozwiązania tysięcy spraw, co w efekcie da sprawiedliwość, na jaką zasługują rodziny zabitych. System sądownictwa wojskowego w Kolumbii odnosi porażkę za porażką. Nadal nie udało się zbadać wielu spraw dotyczących nadużyć wśród żołnierzy. Pozwalając na to, aby te nieudolne sądy zajmowały się także zbrodniami przeciwko ludzkości, jak ta na kolumbijskich cywilach, administracja Santosa zapewni wielu mordercom pełne bezpieczeństwo.

Zabójstwa nasiliły się pomiędzy 2006 a 2008 rokiem, kiedy Santos był jeszcze ministrem obrony pod rządami surowego Alvaro Uribe. Administracją tego prezydenta raz po raz wstrząsały skandale związane z łamaniem praw człowieka. To Santos pod koniec 2008 roku naciskał na usunięcie z armii trzech generałów ściśle powiązanych z fałszowaniem statystyk . Stało się to po tym, jak o sprawie zaczęły się rozpisywać kolumbijskie media. Jako minister obrony Santos podjął także pewne kroki ku temu, aby odpowiedzialni za te zbrodni byli sądzeni przez sądy cywilne. A już jako prezydent niejednokrotnie obiecywał, że poniosą oni odpowiedzialność za zabójstwa. Jednak w tym samym czasie nowy minister obrony coraz bardziej naciskał na to, aby sprawami mogły się zająć sądy wojskowe.

Administracja Santosa stworzyła wiele bezsensownych przepisów i nowych aktów prawnych. Jednak prawdziwym powodem ich powstawania jest sprawiedliwość, która zaczęła dopadać winnych fałszowania statystyk. Przywódcy wojskowi w obawie przed sprawiedliwością mocno naciskali na prezydenta, aby powstrzymał ten proces. Dowództwo ma mocną kartę przetargową - grozi, że nie wesprze go w rozmowach z rewolucjonistami.

Prezydent Santos powinien wycofać swoje poparcie dla tej kontrowersyjnej ustawy. To może jednak znacznie utrudnić rozmowy pokojowe w jego kraju. Jeśli zaś ustawa zostanie uchwalona, to zapisze się on w historii, jako minister obrony, za kadencji, którego dokonywano tych okropnych zbrodni i jako prezydent, który potem pomógł te zbrodnie zatuszować. Bez względu więc na to, jak potoczą się rozmowy pokojowe, Santos zostawi po sobie niechlubne dziedzictwo.

Barack Obama, jako jeden z największych sojuszników Kolumbii, powinien wywrzeć nacisk na Santosa, aby porzucił pomysł o wprowadzaniu takich ustaw w życie. USA także ponoszą odpowiedzialność za fałszowanie statystyk - kiedy kolumbijscy żołnierze zabijali, Stany Zjednoczone stały za nimi murem. Także poprzez ciągłe finansowanie ich działań.

Najważniejsza w tym wszystkim jest sprawiedliwość, na jaką zasługują rodziny pomordowanych. - Po sześciu latach, nadal nie zaznałam sprawiedliwości - mówiła ostatnio matka Viktora, Carmenza Gomez. - Chcemy sprawiedliwości dla wszystkich ofiar. Zostali oszukani i nie zasłużyli sobie na taką śmierć. Tylko dlatego, że byli biedni, nie oznacza, że nie zasłużyli sobie na to, aby żyć - dodaje.

José Miguel Vivanco and Max Schoening/ The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy