​Wzruszająca obietnica żony zmarłego szpiega

Kilka dni po tym, jak Brytyjczycy ogłosili powiązanie prezydenta Rosji z otruciem jej męża, Marina Litwinienko odwiedziła cmentarz Highgate, na którym spoczywa Aleksander Litwinienko.

Jak relacjonuje kobieta, ktoś przyniósł piękny bukiet czerwonych róż i złożył go na grobie Aleksandra Litwinienki, byłego oficera KGB i brytyjskiego szpiega, który był znany z głośnej krytyki wobec Kremla.

Reklama

Litwinienko został otruty rzadkim, drogim i bardzo toksycznym izotopem polonu 210. Na cmentarzu w Wielkiej Brytanii pochowano go w grudniu 2006 roku.

Jak mówiła później żona zmarłego w jednym z wywiadów, tuż przed swoją śmiercią Litwinienko poprosił ją o to, aby "wyjaśniła, co się z nim stało". Przystała na tę propozycję i obiecała, że doprowadzi do tego, aby prawda wyszła na jaw.

Dążenie do niej zajęło 9 długich lat. I choć Rosja na każdym kroku utrudniała jej działanie, pomagały jej władze Wielkiej Brytanii.

Ten czas wypełniony był trudnymi wyborami i sporami z urzędnikami pracującymi dla premiera Davida Camerona. Członkowie rodziny męża, zwrócili się przeciwko Marinie Litwinienko i ogłosili Aleksandra szpiegiem i zdrajcą.

Kobieta ryzykowała niemal bankructwo, a prawnicy, którzy jej pomagali musieli to robić pro bono.

Ostatecznie, 21 stycznia 2016 roku, Rober Owen, emerytowany sędzia, ujawnił 328-stronicowy raport, obwiniając Rosjan o zamordowanie Aleksandra Litwinienki i dodanie trucizny do jego herbaty. W raporcie znajduje się wzmianka o tym, że cała operacja prawdopodobnie odbywała się za wiedzą i zgodą Władimira Putina.

Prawda zwiastuje koniec

Czy to oznacza, że sprawa została zamknięta? Marina Litwinienko tak nie uważa.

Kiedy odwiedziła grób swojego męża powiedziała: "Sasza, zrobiłam to. Ale to jeszcze nie koniec".

Odkrycia Owena niemal natychmiast zostały storpedowane i ośmieszone przez Kreml oraz przez dwóch mężczyzn, którzy w raporcie sędziego zostali oskarżeni o podanie trucizny Litwinience.

Andriej Ługowoj i Dmitri Kovtun zaprzeczyli tym ustaleniom. To dlatego Marina Litwinienko przygotowała swoistą "listę życzeń".

- Przede wszystkim chcę, aby, Ługowoj i Kovtun zostali skazani za to morderstwo. To byłoby najlepsze zakończenie dla sprawy karnej - powiedziała Litwinienko.

Kreml odmówił jednak ich ekstradycji.

Żona Litwinienki planuje także dochodzić swoich praw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Wezwała jednocześnie do nakładania sankcji na członków kremlowskich elit. 

Brytyjski rząd już ogłosił, że aktywa Ługowoja i Kovtuna mają zostać zamrożone, jednak wydaje się, że nic więcej za tym krokiem już nie pójdzie.

"Mimo czasowego zawieszenia rozmów pokojowych w sprawie Syrii w Genewie,  Ministerstwo Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii jest ostrożne w kwestii podejmowania ostrych kroków, zagrażających stosunkom z Kremlem, choć Rosja ma zupełnie inne interesy w Syrii niż Wielka Brytania - napisał "The Economist".

Zachód może jednak obrać kilka różnych strategii. "Putin jest w stanie przeciwstawić się międzynarodowym normom, nie dlatego, że poczuje się urażony asertywnością Zachodu, ale dlatego, że uważa jest on słaby" - pisze "Economist".

Przygnębiająca ironia

Istnieją jeszcze inne źródła potencjalnego wywierania presji, biorąc pod uwagę stratę, jaką ponieśliby bogaci Rosjanie, którzy inwestują w londyńskie nieruchomości i rynki.

Jak uważa Mark Galeotti, profesor na Uniwersytecie w Nowym Jorku, ostatecznie jedną z konsekwencji może być pogłębienie już powszechnego przekonania, że "jeśli jakiś Rosjanin umiera, choćby w lekko podejrzanych okolicznościach, od razu widzi się w tym ‘radioaktywną rękę Kremla’". Takim przykładem jest śmierć Aleksandra Perepilchnego, innego rosyjskiego szpiega, który został znaleziony martwy w Wielkiej Brytanii w 2012 roku. W żołądku miał ślady rzadkiej toksyny.

W zatruciu Litwinienki, jak pisał Galeotti, była pewna "przygnębiająca ironia".

"Moskwa zapewne postanowiła zabić człowieka i zrobiła to, ale nie może pochwalić się tym <sukcesem>" - pisał profesor. "W Londynie prowadzono dochodzenie nakierowane na ustalenie prawdy i to zrobiono. Nie bardzo jednak wiadomo, jaki użytek Wielka Brytania faktycznie może zrobić z tej wiedzy".

Alan Cowell/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama