Za ciszę trzeba płacić

To się nazywa "Strefa Ciszy". Została wprowadzona w lutym przez AirAsia X - tanie linie lotnicze z siedzibą w Malezji. "Ośmiorzędowa oaza" z delikatnym światłem i obietnicą: "Tu nie spotkasz dzieci poniżej 12. roku życia". Ile kosztuje taka przyjemność? Wystarczy dopłacić do biletu od 11 do 36 dolarów.

Separowanie dzieci w samolotach od dawna jest tematem dyskusji, a nawet tematem żartów. W Prima Aprilis, kanadyjskie linie WestJet zażartowały, informując, że mają w ofercie "kabiny bez dzieci". Tłumaczyli, że maluchy zostały umieszczone w "specjalnej strefie VIP". Do ogłoszenia dołączono nagranie video, na którym widać jak dzieci są prowadzone do ładowni samolotu i siedzą na bagażach.

Reklama

Ale u podstaw zamieszania o miejsce dla dzieci w samolotach chodzi o coś więcej. O ciszę, i o to jak w poszczególnych kulturach jest ona ważna i ceniona lub nie. Niuans, który zdaje się być bardzo istotny w czasie podróży.

Muzyka rozbrzmiewająca z słuchawek, coraz powszechniejsze darmowe rozmowy, czy gadatliwi pasażerowie, są nieodłączną częścią podróży samolotem, tak samo jak konieczność ściągania butów podczas kontroli na lotnisku.

Zapłać za ciszę

Hałas irytuje zestresowanych ludzi takich jak Mike Goldsmith. Jest on byłym szefem grupy akustycznej w National Physical Laboratory w Anglii i autorem książki "Historia hałasu".

- System słuchu ewoluował jako system ostrzegawczy i ma naturalną tendencję do klasyfikowania hałasu jako zagrożenia - mówi Goldsmith.

I dodaje: "Ale ważniejsze jest to, że hałas jest intruzem, wyzwaniem dla naszych praw w zderzeniu z najbliższym otoczeniem".

W podróży hałas stał się tak powszechny, że istnieje coraz więcej zasad, które mają go zwalczać. Na przykład zakaz rozmów przez telefon komórkowych w autobusie, czy powstanie tzw. "cichych wagonów" w pociągach.

Nowe Strefy Ciszy w AirAsia X mówią same za siebie: "Zapłać za ciszę albo przygotuj się na kakofonię".

Ja miałem własną strategię na przetrwanie hałasu - to specjalne słuchawki redukujące hałas, paskudny wygląd i tabletki nasenne (niekoniecznie w takiej kolejności).

To sprawiało, że czułem się, w najlepszych wypadku, antyspołeczny, a w najgorszym - okrutny.

Walka z hałasem

Potrzebowałem pomocy. Zwróciłem się do ludzi, którzy co nieco o ciszy wiedzą - od buddyjskiego mnicha do antropologa, który specjalizuje się w przestrzeni publicznej i kulturze.

Biorąc pod uwagę to, jak łatwo moje myśli są niszczone przez hałas, wiedziałem, że muszę szukać pomocy i spokoju u kogoś, kto jest zdyscyplinowany, a więc u mnicha.

I tak rozpocząłem współpracę z Andym Puddicombe, który został wyświęcony w klasztorze w Tybecie i dziesięć lat później powrócił do Londynu, by uczyć medytacji na świecie.

Technicznie to czyni z niego byłego mnicha, ale można argumentować, że potrzeba więcej psychicznego stoicyzmu, by znaleźć spokój w Londynie niż w Himalajach.

Spodziewałem się, że będzie radził, bym odciął się od niepożądanego hałasu zamykając oczy i oddychając głęboko. Ku mojemu zdziwieniu i radości nie zrobił tego.

- Udawanie, że czegoś nie ma po prostu nie działa - tłumaczy Puddicombe, który w swojej książce i na stronie internetowej omawia korzyści płynące z medytacji.

Próbując zignorować gadułę, który siedzi obok ciebie, głęboko oddychając (takie działanie Puddicombe nazywa klasycznym błędem medytacji) można jeszcze bardziej zaszkodzić, bo wówczas walczy się o to, by skupić się na oddechu, a nie na hałasie.

Co więcej, niewiele można zrobić z hałasem jaki zawsze występuje w pociągu czy samolocie.

Wsłuchaj się w dźwięk

Jedyne co możesz zmienić, to twoja reakcja na te dźwięki.

- Dźwięk sam w sobie nie jest problemem - powiedział Puddicomb. - Problemem jest opór w naszym umyśle - tłumaczy.

Innymi słowy, nie ma co siedzieć i narzekać na wrzeszczące dziecko i jego rodziców.

Puddicombe przekonuje, że dyskomfort nie jest spowodowany przez krzyk, ale przez przepaść między rzeczywistością (hałaśliwe dziecko), a tym czego się oczekuje (cisza).

Puddicombe mówi, że "świadoma medytacja" może pomóc pokonać przepaść pomiędzy rzeczywistością a pożądaniem.

- Trzeba wyzwolić się od swoich oczekiwań i zaakceptować to, co się dzieje teraz - tłumaczy. Ta metoda może być także stosowana w pracy, w miłości.

Jak tego dokonać?

Brzmi to cudownie. Ale jak tego dokonać?

Po pierwsze, po prostu uznaj, że jesteś sfrustrowany (uświadom to sobie we własnym umyśle, a nie rzucając butem).

- Kiedy popatrzy się na coś z dystansu, traci to swoją intensywność - mówi Puddicombe. - Następnie wsłuchaj się w dźwięk. Nie obwiniaj tych, którzy hałasują. Wystarczy po prostu wsłuchać się w dźwięk - przekonuje.

- Jeśli poświęcisz temu całą swoją uwagę, umysł w końcu znudzi się tym hałasem - mówi.

Na przykład: Jeśli przez godzinę jedziesz pociągiem i siedzisz obok kogoś, kto słucha muzyki na iPodzie na tyle głośno, że ją słyszysz, to twój umysł z pewnością nie będzie się skupiał na muzyce przez cały ten czas.

- Gdy słyszysz hałas, należy dążyć do "łagodnej akceptacji" - tłumaczy. I dodaje: "Nie skupiaj się na głębokim oddychaniu".

- Oddychaj swobodnie. To nie jest żadna sztuczka - przekonuje.

Początkujący i sceptycy mogą spróbować medytacji ze specjalną aplikacją Headspace.

To krótki program, który zawiera niezbędne wskazówki. Nie jesteś więc sam ze swoimi myślami.

Z tych rad korzysta wielu pasażerów Virgin Atlantic, który ma specjalny kanał z filmami, a także programem medytacyjnym dla dzieci.

"To wielka zmiana"

Oprócz rad buddystów, istnieją także uzasadnione fizyczne powody dla których należy nauczyć się funkcjonować w hałasie.

- Hałas sprawia, że człowiekowi podnosi się ciśnienie - mówi Julian Treasure, prezes Sound Agency.

Jeśli znajdziesz się w samolocie, na pokładzie którego jest dużo hałasu, kojąco może działać myśl, że potrzebujesz ciszy, bo dla ciebie to norma społeczna. Ale nie wszyscy mają takie same normy.

- Kultura w samolocie zmienia się. Kiedyś było to spokojne miejsce, teraz widoczne jest zróżnicowanie kulturowe - wyjaśnia Setha Low, profesor antropologii i psychologii i dyrektor Publicznej Grupy Badań Kosmicznych na uniwersytecie w Nowym Jorku w Stanach Zjednoczonych. - Jest wiele różnic pomiędzy obowiązującymi w danej kulturze normami - tłumaczy.

Różnice te mogą prowadzić do konfliktów, zwłaszcza w samolotach, gdzie zbierają się ludzie z całego świata. Niektóre narody, na przykład Hiszpanie są bardziej towarzyscy niż inni - na przykład Skandynawowie.

Niedawno doszło do starć w Hampton Jjitney, autobusie kursującym między Manhattanem a Hamptons na wschodnim krańcu Long Island.

Jedną z metod radzenia sobie z takimi konfliktami jest stworzenie osobnej, droższej linii autobusowej o nazwie Hampton Ambassador, w której nie można rozmawiać na głos, dozwolony jest tylko szept.

Low tłumaczy, że obserwujemy obecnie "rozprzestrzenianie się nowych zasad zewnętrznych" - są to zasady, które dotychczas nie były określone, bo były oczywiste, ale teraz należy je spisać i sprecyzować.

- To wielka zmiana - ocenia. Niektórzy mogą czuć się wykluczeni. - Coraz więcej osób próbuje zawłaszczyć przestrzeń publiczną. Pytanie brzmi: Dokąd nas to zaprowadzi? - zastanawia się Low.

Póki co nie wiem. Na razie korzystam z aplikacji Headspace i rad, jakich udzielił mi Puddicombe - zwracam uwagę na dźwięki, które mnie otaczają.

- W pomieszczeniu, w którym przebywam, w pokoju obok albo nawet za oknem może być hałas. Wystarczy wytrzymać 10 sekund. Te dźwięki przychodzą i odchodzą. Są obecne w twojej świadomości - uczył mnie Puddicombe.

Stephanie Rosenbloom

New York Times News Service

Tłum. AK, śródtytuły od redakcji INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje