Zwycięstwo Le Pen - i co dalej?

Liderka Frontu Narodowego jest mocną pretendentką na stanowisko prezydenta Francji. To może wróżyć koniec Unii Europejskiej - czytamy na łamach "The New York Times".

Całkiem prawdopodobne, że następnym prezydentem Francji będzie Marine Le Pen. Po głosowaniu w sprawie Brexitu w Wielkiej Brytanii i wyborze Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych, Le Pen, liderka jednej z najstarszych skrajnie prawicowych partii w Europie, czuje zapach zwycięstwa w czymś, co jej zespół nazywa "trzecią bitwą".

Reklama

Le Pen już teraz może się poszczycić poparciem jednego na czterech francuskich wyborców. Zwolennicy Frontu Narodowego to niezadowoleni ludzie, którzy częściej niż inni twierdzą, że mają prawo głosować.

Choć ostatnie badania opinii sugerują, że Le Pen najprawdopodobniej straci szansę na prezydenturę w drugiej turze wyborów, to jej stratedzy uważają, że będzie także w stanie udowodnić, że sondaże się mylą - zdobywając zwycięstwo w pierwszej rundzie, która odbędzie się w kwietniu, a następnie górując nad swoim wiodącym rywalem Emmanuelem Macronem w maju.

Przeciwnik idealny

39-letni Macron to dla Le Pen przeciwnik idealny. Były bankier ze stajni Rothschilda i liberalno-elitarny technokrata, reprezentujący interesy "dzikiej globalizacji", którą Le Pen pogardza.

"Macron to ucieleśnienie globalistycznych elit" - powiedział jeden z najwybitniejszych współpracowników Le Pen na niedawnej konferencji w Londynie. "Jak człowiek od Rothschilda może rozumieć francuskich pracowników?" - pytał.

Według jej współpracowników, Le Pen spodziewa się wygrać i wyeliminować wszystkich pomniejszych konkurentów już w pierwszej turze. W drugiej turze ma zamiar uderzyć w uprzywilejowanego Macrona i w jego bliskie powiązania z odchodzącym prezydentem, François Hollandem, którzy "cieszy się" historycznie niskim poparciem.

Partia Le Pen ma nadzieję, że ekonomiczny liberalizm Macrona zachęci tradycyjnych lewicowców do powstrzymania się lub do poparcia jej przesłania, które sprytnie zakamuflowała pod kwestiami "narodowymi": to idee, zgodnie z którymi Francuzi traktowani są preferencyjnie, a dla pracowników z zagranicy wprowadza się dodatkowe podatki.

Populistyczne obietnice Le Pen zakładają również reindustrializację, a także ‘dociśnięcie’ takich korporacji jak na przykład Ikea, zmuszając je do kupowania lokalnych produktów i płacenie wyższych podatków, jeśli nie zechcą zatrudniać Francuzów.

Le Pen atakuje Macrona również na innym froncie, zarzucając mu, że jest zbyt mało stanowczy w postrzeganiu zagrożeń płynących z islamu. Skrytykowała jego niedawne oświadczenie na temat wielokulturowości i różnorodności we Francji - w którym stwierdził, że "nie ma francuskiej kultury".

Zakładając, że cała strategia Len Pen się sprawdzi, co zwycięstwo szefowej Frontu Narodowe oznacza dla Francji i Europy?

Konsekwencje zewnętrzne, konsekwencje wewnętrzne

W krótkoterminowej perspektywie wygrana Frontu Narodowego doprowadzi Unię Europejską do głębokiego kryzysu. Politolodzy twierdzą, że w ciągu ostatnich dwóch dekad postawy ludzi wobec UE przeszły przez dwa etapy: od powszechnej akceptacji w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych do instynktownego sceptycyzmu w latach osiemdziesiątych. Zwycięstwo dla Le Pen, zaraz po Brexicie, podkreśliłoby przejście Europejczyków w trzecią fazę: aktywnego buntu.

A co z francuską polityką wewnętrzną? Program Le Pen opiera się na założeniu, że po jej zwycięstwie w wyborach prezydenckich, Front Narodowy zdobędzie większość parlamentarną po wyborach do Zgromadzenia Narodowego w czerwcu. Biorąc pod uwagę, że Front Narodowy ma obecnie zaledwie dwa mandaty w parlamencie, Le Pen musiałaby korzystać ze wsparcia ze strony prawicowych republikanów. Szefowa partii będzie musiała doprowadzić do rozbicia frontu republikańskiego, który - zgodnie z niepisaną zasadą - nigdy nie współpracował z Frontem Narodowym.

To mało prawdopodobne, ale możemy sobie pozwolić na to, aby rozważyć ten scenariusz. Od chwili powstania w 1972 roku Front Narodowy skupiał się głównie na kwestiach takich jak ograniczanie imigracji i zwalczanie "islamizacji" społeczeństwa francuskiego. Jeśli zamierza pozostać wierna tym zobowiązaniom, prezydent Le Pen będzie musiała wyprowadzić kraj ze strefy wolnocłowej Schengen, zmniejszyć migrację netto do 10 tysięcy osób rocznie, pozbawić obywateli podwójnych obywatelstw i umieścić na ulicach o 15 tysięcy policjantów więcej.

Ale o wiele większe znaczenie ma jej stanowisko wobec euro i Unii Europejskiej, ponieważ prezydencja Le Pen mogłaby wywołać upadek waluty i dalsze rozluźnienie Unii Europejskiej.

Francuzi na pokładzie Titanica

Kryzysy na wielu frontach - pojawiający się kryzys finansowy w Grecji, trzeszczący w szwach włoski sektor bankowy, perspektywa uchodźców przybywających teraz, gdy minęła już zima, a także Brexit - stwarzają zagrożenie dla UE. I choć do strefy euro powoli wraca wzrost, francuskie odstąpienie od zamówień w wykonaniu Le Pen mogłoby zadać śmiertelny cios dla unii walutowej.

Le Pen nie jest łagodną eurosceptyczką. Uważa euro za "polityczną broń", którą Europejski Bank Centralny, Unia Europejska i globalni finansiści zniewolili Francję. Le Pen wierzy, że euro jest skazane na niepowodzenie i choć opuszczenie strefy może być kosztowne, to byłoby tańsze niż wierne w jej trwanie, aż po całkowity upadek.

"Francuzi siedzą na pokładzie Titanica, znanym pod nazwą ‘strefa euro’ i słuchają skrzypiec" - powiedział jeden ze współpracowników Le Pen w Londynie. - "Zamierzamy ich wepchnąć do łodzi ratunkowych".

Le Pen planuje to zrobić, renegocjując warunki członkostwa Francji w Unii.

Rozmowy prawdopodobnie pokrywałyby się z już trwającymi i wyczerpującymi negocjacjami w sprawie Brexitu. Zażąda odzyskania pełnej suwerenności narodowej, w tym niepodległości monetarnej, autonomii finansowej i fiskalnej. Jej ludzie mówią otwarcie o zamiarze opuszczenia strefy euro, ponownej relokacji francuskich aktywów. W ich opinii na nowo "niepodległy" Bank Francji mógłby kupić francuskie obligacje skarbowe na rynku wtórnym i powstrzymać ich odpływ.

Nieuchronne referendum

Aby umocnić swoją pozycję w rozmowach, Le Pen w trakcie sprawowania swojej pierwszej kadencji na stanowisku prezydenta, skorzystałaby z art. 11 konstytucji francuskiej, aby przeprowadzić referendum w sprawie tego, czy Francja powinna opuścić całą Unię Europejską i przeprowadzić Frexit.

Większość francuskich wyborców pozostaje zwolennikami członkostwa w Unii i strefie euro. Jeśli jednak brać pod uwagę jej program, wygrana Le Pen zmieniłaby losy tej rozgrywki: Inwestorzy wyprzedaliby francuskie aktywa, rynki zanotowałyby spadki, a sam proces reanimacji strefy euro mógłby się załamać. Przeciętni Francuzi, w obawie przed dewaluacją związaną z powrotem franka, pobiegliby do banków wypłacić swoje euro ze strachu, że ktoś przejmie kontrolę nad kapitałem - podobnie jak to się stało w Grecji. To wszystko zdestabilizowałoby unię walutową i mogłoby doprowadzić do upadku.

Oczywiście to nie musi się wydarzyć. Przecież prawdopodobieństwo zwycięstwa w Le Pen jest niewielkie - jeśli ufać wciąż mylącym się sondażom.

Matthew J. Goodwin/The New York Times

Tłum.: KK

The New York Times

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje