Liga Arabska zawiesza członkostwo Syrii w tejże organizacji; król Jordanii wzywa prezydenta Baszara al-Assada do ustąpienia; Turcja wydaje się skłaniać ku agresywniejszej reakcji na poczynania wspomnianego przywódcy; dezerterzy z syryjskiej armii atakują pozycje zajmowane przez siły reżimu - a tymczasem reżim ten cały czas morduje swoich obywateli, ciesząc się bezkarnością.
Czy sytuacja dojrzała do tego, by Ameryka wkroczyła do akcji i stanęła na czele wojskowej interwencji NATO, która obali syryjski reżim?
Nie. W obecnej sytuacji interwencja wojskowa nie zda się na nic. Niech przypadek Libii nie będzie dla was inspiracją w poszukiwaniu sposobów na usunięcie tego dyktatora. Libijski scenariusz powinno się raczej potraktować jak przestrogę, a potencjalnie także zapowiedź wielkich kłopotów, jeśli nie wyciągniemy wniosków z tej lekcji.
Jakkolwiek patrzenie na śmierć bezbronnej ludności cywilnej boli, to rozwaga - przynajmniej, jeśli chodzi o Amerykę, i przynajmniej teraz - lepsza jest od brawury.
Libijska lekcja dla Zachodu
Syria to nie Libia. Libia była łatwym celem, który można porównać do wiszącego nisko owocu - przynajmniej jeśli spojrzeć na całą rzecz przez pryzmat zewnętrznej interwencji. Wielka, pusta przestrzeń, rozmiarami swojego terytorium niemal dorównująca Alasce; o długiej linii brzegowej; pozbawiona zaawansowanych rozwiązań w dziedzinie lotnictwa i obrony powietrznej i rządzona przez reżim łotrów i błaznów - tak, Libia Muammara Kaddafiego była polem, na którym siły NATO mogły relatywnie łatwo odnieść sukces.
A mimo to, by obalić Kaddafiego, potrzeba było ośmiu długich, chaotycznych, krwawych miesięcy. Były i takie chwile, kiedy nawet najgorętsi zwolennicy interwencji w administracji Obamy zastanawiali się, czy opcja militarna "wypali".
Wiadomo było, że interwencja zbiorowa, wsparta niezorganizowanymi siłami rebelianckimi, nie będzie łatwa. My, Amerykanie, zachowaliśmy się jednak na tyle mądrze, by oprzeć się pokusie szybszego ukończenia zadania, czemu z pewnością sprzyjałoby objęcie bezpośredniego dowództwa nad operacją. Było rzeczą istotną, by zaangażować w działania wojenne Europejczyków i Arabów - w końcu to oni sąsiadują z Libią - a także pozwolić Libijczykom wywalczyć sobie swoją wolność (aczkolwiek przy wydatnym udziale NATO).
Reżim Assada, dla odmiany, to zgniły owoc, ale nie wiadomo, czy już gotów do tego, by spaść z drzewa. W przeciwieństwie do Libii - gdzie opozycja była podzielona, ale przynajmniej kontrolowała część terytorium kraju - syryjska opozycja jest zupełnie nierozwinięta, a dodatkowo brakuje jej nawet szczątkowego ramienia zbrojnego. Jest niesamowicie słaba; nie sprawuje też kontroli nad żadną częścią kraju, która mogłaby stanowić dla niej bazę albo gdzie można byłoby ją aktywnie wspomóc.
Opozycja oczywiście chciałaby stworzyć sobie takie bastiony, ale nic nie wskazuje na to, że jest w stanie to zrobić, a reżim Assada z determinacją dąży do zdławienia oporu. Właśnie tego, za pomocą setek czołgów, dokonał w Rastanie, kluczowym mieście położonym przy głównym szlaku wiodącym ku syryjsko-tureckiej granicy.
Problemy z koalicją
Kolejnym problemem jest zmontowanie międzynarodowej koalicji. Owszem, świat kipi oburzeniem, a Syria jest objęta sankcjami i izolowana. Ale perspektywa nakłonienia Rady Bezpieczeństwa ONZ do usankcjonowania natowskiej interwencji jest zerowa. Rosjanie i Chińczycy twardo się temu sprzeciwiają; Francuzi, Brytyjczycy i Amerykanie są przeczuleni na punkcie tej kwestii, nie bez powodu zresztą.
A do tego Syria wciąż ma przyjaciół w regionie. Rzecz jasna, nie takich, którzy są w stanie ją ocalić, ale takich, którzy zrobią, co będą mogli, by skomplikować interwencję sił sprzymierzonych - należą do nich między innymi Iran, Irak i libański Hezbollah.
Turcja poprze ostrzejszą retorykę i sankcje wobec Assada, ale Ankara nie stanie na czele żadnej interwencji militarnej. Być może Izrael wspomógłby działania koalicji swoim wywiadem, ale dla powodzenia interwencji w Syrii kluczowe byłoby trzymanie go na dystans.
Bitwa o Syrię prawdopodobnie trwałaby długo. Interweniujący potrzebowaliby koalicjantów autentycznie gotowych na konsekwentne trwanie przy dokonanym wyborze, a niewykluczone, że również na włączenie się do działań militarnych na terytorium wroga. Koalicja złożona z członków częściowo tylko oddanych sprawie nie byłaby skuteczna. Po rozpoczęciu działań wojskowych nie byłoby już odwrotu. Jako że mamy do czynienia z reżimem, który wykorzysta wszelkie instrumenty, byle tylko przetrwać, eskalacja konfliktu byłaby nieunikniona. Nie możemy pozwolić sobie na dopingowanie syryjskiej opozycji, nie będąc przygotowanymi, by ją wesprzeć.
Zalecana ostrożność
W ubiegłym tygodniu amerykański ambasador w Iraku przeprosił tamtejszą społeczność szyicką za to, że w 1991 r. USA zachęciły szyicką opozycję do stawienia oporu Saddamowi Husajnowi, a potem nie podjęły dostatecznych działań, by ją wesprzeć. Nie chcemy, aby taki scenariusz się powtórzył.
W przypadku Syrii decyzja nie jest łatwa. Nie możemy chować głowy w piasek, ale też nie możemy jej stracić.
Na chwilę obecną sensowne działania obejmują zaostrzenie sankcji, nakłonienie ONZ do wysłania do Syrii niezależnych obserwatorów, monitorowanie granicy syryjsko-libańskiej i syryjsko-tureckiej, wreszcie przekonanie Arabów i Turków, by zaczęli wspierać syryjską opozycję finansowo, a także - dyskretnie - w sposób militarny, jeśli ta ostatnia wyrazi taką chęć.
Jeśli sytuacja dojrzeje do tego, by rozważyć akcję militarną, politycy i wojskowi powinni przemyśleć ją bardzo dokładnie. Syria, powtórzmy, to nie Libia; realna perspektywa wewnętrznych walk, a nawet wojny domowej, w połączeniu z ewentualną interwencją z zewnątrz, sprawia, że w porównaniu z tutejszą rzeczywistością bledną złożoności i konflikty, jakie obserwowaliśmy w Libii Kaddafiego.
Bierność międzynarodowej społeczności w obliczu mordowania ludności cywilnej przez brutalny reżim ma swoją cenę. Swoją cenę ma jednak również narzucanie się światowych potęg z interwencją. Jedna rzecz nie ulega wątpliwości: angażowanie się w arbitralne, nieprzemyślane akcje militarne jest zawsze o wiele łatwiejsze, niż wyplątanie się z nich.
Aaron David Miller
"New York Times" / "International Herald Tribune"
Tłum. Katarzyna Kasińska
(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)











~major cohonez
POLWYSEP ARABSKI, TADZYKISTAN, PAKISTAN, INDONEZJE I WYSPY COOKA, A NAJLEPIEJ WALNIJMY ATOMOWKE ...
~Petrodollar
Afryce, ale znowu trąbią o ludobójstwie na Bliskim Wschodzie!
Lobby naftowe po części rządzi świ...
~Fox
Iranu. To grozi III Wojną Światową. Destabilizacja we wszystkich krajach arabskich przeprowadzon...
~ja
ATAK???? Niech się gotuję w swoim sosie, czy arabowie czy inni muzułmanie wtrącają się do naszyc...
~kika
nie ma "demokracji" wiec ONI nie mogą eksploatować niewolniczo ludności tych państw. wiec ONI wp...
~Kriss
bardziej powiedział że to nieudolność NATO i słaby sprzęt zwolenników Kadafiego przyczynił się d...
~waryjat
robili w innych krajach
~gg
Rosjanie nam będą pomagać obalać rząd. Jak myślicie?!!
~oli
~Południe
~romano
~Frost
,woja to narzędzie słabych ludzi!
~wujo Moshe
siedziby pe'js'ów znanych z "Zeitgeista" i zakończyć w ten sposób wszystkie wojny na świecie?
~OBYWATEL
IRANU.
POWINNA ZROBIĆ TO POLSKA W KOALICJI Z SŁOWACJĄ, CZECHAMI, WĘGRAMI I RUMUNIĄ.
SKĄD POLAC...
~placek
~matadero
inne brednie. Talmudyczne srutututu.Podpuszczone i suto opłacone bandziory próbują wywołać
rozp...
~Wacomir
wybuchnie wojna domowa, na tle ekonomicznym.
~historia56
Zachód !!!
~Ostrzegam
podobieństwa.
Fizyczne i np. ws. zgromadzeń publicznych !!!
~mer
dużo ropy naftowej, ale jeżeli tzw. Zachód się zastanawia czy nie wprowadzić w Syrii tzw. "demok...
~Stop przemocy
przemocy krwawej. To delegalizuje taka władzę, bo ona powinna służyć,a nie mordowac własnych oby...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »