Ojciec Edny był uwielbianym przez wszystkich i pracującym ponad swoje siły lekarzem w ubogo wyposażonym rządowym szpitalu, w którym brakowało leków. Edna pomagała mu, jak tylko mogła. - Moim placem zabaw był szpital, a tata był moim bohaterem. Rozcinałam prześcieradła i robiłam z nich bandaże, myłam kleszcze. Chciałam wiedzieć więcej, żeby móc mu pomagać - wspomina.
Choć minęło ponad pół wieku, jej marzenie spełniło się w cudowny sposób. Uniwersytecki Szpital Edny Adan w Hargejsie właśnie obchodzi swoje ósme urodziny. Mieszczący 50 łóżek jest największym, prywatnie wybudowanym szpitalem w Somalilandzie. I nie został wzniesiony tylko ze środków Ismail.
- Byłam tam, jak kładziono każdą cegłę i wbijano każdy gwóźdź - mówi z dumą. - Sprzedałam wszystko, co miałam, zutylizowałam całe moje dotychczasowe życie. Jestem starą szaloną kobietą! - żartuje.
Było ciężko. Pomimo swojej uprzywilejowanej sytuacji młoda Edna musiała zmierzyć się z tą samą dyskryminacją, która dotykała wszystkie kobiety w okolicy: brak szkół dla dziewcząt.
- Nikt nie uznawał kształcenia dziewcząt - mówi, powołując się na tradycję. - Sądzono, że z tego nie wyjdzie nic dobrego. Kto chciałby w ogóle poślubić dziewczynę, która potrafi czytać i pisać? - tłumaczy.
Jako dziecko, które było tak blisko związane z medycyną "zobaczyłam swój pierwszy poród i pierwszy zgon, zanim stałam się nastolatką". - Czułam, że podarowano mi mały wizjer, przez który mogę podglądać świat - mówi. Edna została wysłana do szkoły i ostatecznie stała się pierwszą kobietą w swoim państwie, która wygrała stypendium na naukę w Anglii. Tam studiowała pielęgniarstwo i położnictwo. Wróciła w 1961 r. jako pierwsza wykwalifikowana somalijska pielęgniarka-położna.
Po raz kolejny musiała stawić czoła dyskryminacji kobiet.
- Żeby prosić dziewczęta o pomoc w rejestrowaniu pacjentów, musiałam mieć pozwolenie ich ojców - wspomina. - Mówili, że "nie chcą, aby ich córki pracowały w szpitalu i łapały choroby", pytali, "czy córka będzie pracować z mężczyznami?".
Powoli Ismail zaczynała odnosić sukcesy.
Właśnie wtedy, jak jej życie rozszerzyło się na publiczne sfery, jej mąż został premierem Somalilandu. Ona kontynuowała pracę w innym szpitalu. Dumnie nosząc swój kitel uczyła inne kobiety i przyjmowała porody. - Uczyłam młode dziewczyny, jak rozmawiać z pacjentami, kobietami w ciąży, jak szanować prawa i godność człowieka - mówi.
Rewolucja przerwała jej pracę. Edna musiała spędzić kilka dekad poza Somalilandem. Wróciła w 1997 roku i zaczęła budować szpital. Była powszechnie szanowaną osobą, więc dołączyła do rządu, ostatecznie stając się ministrem spraw zagranicznych.
Dzisiaj mówi z pewnością: "Jestem swoją własną panią minister". Ale cały czas pracuje dla ludzi, szkoli kobiety na pielęgniarki-położne, pracownice laboratoriów i pierwsze farmaceutki w kraju.
- Rząd się tym nie zajmuje - mówi. - Największym podarunkiem, który chcę zostawić, nie jest budynek, ale umiejętności. Chcę wyszkolić tysiąc położnych. Jej postępy są zdumiewające. Od czasu, gdy otworzono szpital, załoga odebrała ponad 9,5 tys, porodów. Zmarło jedynie 39 kobiet.
- To o 39 za dużo - narzeka, jednak cieszy się, że udało się zmniejszyć liczbę MMR (Maternal Mortality Rate - wskaźnik obliczany na podstawie liczby zgonów związanych z porodem do liczby urodzonych dzieci) do 25 proc. W 1998 roku, kiedy po raz ostatni zbierano te dane, odnotowano 160 przypadków śmierci na 10 tys. urodzeń w Somalilandzie, stawiając go w pierwszej trójce najgorszych pod tym względem państw na świecie.
- Kobiety umierają w wyniku powikłań i nikt się tym nie przejmuje - tłumaczy. - Ponieważ nie ma nikogo, kto mógłby je wspierać, opiekować się nimi czy przywozić je do szpitala. Łapią infekcje. Żadna kobieta nie powinna umierać przy porodzie, ponieważ współczesne położnictwo ma środki, dzięki którym może je ratować - mówi.
- Największym wyzwaniem są ignorancja, bieda i krzywdząca tradycja - dodaje. To one przyczyniają się do innego problemu, z którym walczę całe życie: praktyką obrzezania kobiet. - Nikt kiedyś nie chciał o tym mówić. Byłam pierwszą Somalijką, która wzięła mikrofon - wspomina. I pomimo nagłośnienia całej tej sprawy, nie udało nam się przebić przez mur - wspomina.
Najnowsza ankieta, w której wzięło udział 4 tys. kobiet, pokazuje, że 97 proc. respondentek zostało poddanych obrzezaniu - mówi. - Po 34 latach prowadzenia kampanii nadal mamy małe szanse na wygranie tej bitwy. Ale Ismail pociesza się, że "przynajmniej cały świat o tym mówi, a sprawa wyszła na jaw".
Teraz pracuje nad nowym projektem, książką obrazkową w języku somalijskim, w której przedstawi wady i zalety (w szczególności jednak wady) tej praktyki. - To będzie jeszcze jedna broń, której nie używaliśmy do tej pory - oznajmia z pewnością.
To naprawdę stara, szalona kobieta.
Lynn Sherr/The Daily Beast/The New York Times Syndicate
Tłum. Ewelina Karpińska-Morek
Sprawdź: Tania książka, Szkolenia biznesowe, Szkolenia menedżerskie











~Marsjanka
jeszcze pobozni ulemowie nie wydali na Nia fatwy...
Ale to jest islam wlasnie:
Kobieta to rzecz...
~gocha
Dziękuję tej "Szalonej Kobiecie" za wszystko co robi, w imieniu wszystkich kobiet, które dzięki J...
~janek
i to jest wlasnie islam,
~ja
Interesujące jest to, że gdy kobiety walczą o równe traktowanie w pracy w Polsce to opinia public...
~gosc
takich mocnych kobiet powinno byc wiecej:)
~x-file
więcej o dyskryminacji.Feministki i im podobne milczą,nie mają się nad kim użalać.Ten przykład p...
~mokoko
strach pomyśleć, że coś takiego dzieje się jeszcze na świecie
~lek
dobrowolnie obrzezają się kobiety,żeby uformować swoje klitory.
~aloma
nie przeszkadza, że zabijają nienarodzone dzieci.
~E
Dobrze,że udało jej się rozpocząć szkolenie kobiet. Najpierw trzeba zadbać żeby tamtejsze kobiet...
~ADRIAN
ile przyjmuje plebsu do szpitala ? raczej bogatych snobów .Pytanie? za co biorą kasę snoby z ONZ?
~Margaret
- koszmarnej badz co badz - to obrzezanie koiet to same wady. Az trudno uwierzyc, ze to dzieje si...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »