Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

New York Times

Rak przemocy domowej toczy Hiszpanię

Pewnego sobotniego wieczoru wiosną ubiegłego roku Juan - niewysoki, żylasty czterdziestokilkulatek wykonujący zawód kierowcy - spotkał się z kolegami w jednym z madryckich barów. Kiedy po pewnym czasie skończyły mu się pieniądze, postanowił wrócić do domu po gotówkę. Jego partnerka, którą zastał przed telewizorem, odmówiła mu jednak "pożyczki".

Uczestniczki demonstracji przeciwko przemocy wobec kobiet/AFP
Uczestniczki demonstracji przeciwko przemocy wobec kobiet/AFP /New York Times International Herald Tribune

- Byłem dość mocno pijany i zaczęliśmy się kłócić - mówi Juan. Nawet dziś, wiele miesięcy później, poci się na wspomnienie agresji, z jaką potraktował kobietę, którą - jak twierdzi - kocha... - Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale nagle chwyciłem pilota od telewizora, cisnąłem nim przed siebie i, na nieszczęście, trafiłem ją prosto w twarz.

W szpitalu partnerce Juana założono cztery szwy w okolicach czoła. Kobieta nie powiedziała lekarzowi, co spowodowało obrażenia, niemniej jednak zaalarmowana przez personel medyczny policja zastukała do drzwi kierowcy. Juan został zatrzymany, jako że w przeszłości był już notowany w związku z dopuszczaniem się przemocy domowej.

Juan, który zgodził się porozmawiać ze mną jedynie pod warunkiem, że nie ujawnię jego nazwiska, wciąż czeka na orzeczenie sądu. Do tego czasu ma trzymać się od swojej partnerki z daleka; uczęszcza również na terapię prowadzoną przez prywatną organizację Asociacion Aspacia, realizującą pionierskie zadanie, jakim jest ponowne włączanie mężczyzn takich, jak Juan, w struktury społeczeństwa.

W ramach działań na rzecz redukcji napięć społecznych podejmowanych przez zachodnie społeczeństwa, instytucje prawne różnego rodzaju coraz głębiej wnikają w takie sfery życia obywateli, jak praca, edukacja czy praktyki religijne. Prawdopodobnie najtrudniej dostępną z nich wszystkich jest sfera, którą wyznaczają cztery ściany domu - i gdzie przemoc wobec kobiet zdaje się rzucać wyzwanie wszelkim wysiłkom zmierzającym do ograniczenia skali tego problemu.

Tragedia co pięć dni

W zeszłym roku w Hiszpanii aż 73 kobiety poniosły śmierć z ręki partnera we własnym domu - oznacza to, że tego typu tragedia zdarzała się średnio co pięć dni. W porównaniu z 2009 r., ta ponura statystyka wzrosła o 32,7 proc. - wówczas w podobnych okolicznościach zginęło 55 kobiet. O ile zaskakuje brak podobnych statystyk dotyczących innych krajów europejskich (w niektórych państwach nie są one prowadzone; inne stosują odmienne od Hiszpanii kryteria), to wzrost liczby zabójstw na tle przemocy domowej był ciosem dla rządowych wysiłków wymierzonych w walkę z tym, co wielu Hiszpanów uważa za nieprzemijającą i wyjątkowo paskudną cechę swojego społeczeństwa.

Więcej na ten temat

  • Jest wszechobecna i niezmierzona, pojawia się w domu i w pracy. Może być fizyczna, psychiczna, ekonomiczna albo seksualna - przemoc wobec kobiet. Kiedy wreszcie przestanie być tematem tabu? więcej »

- Ofiary śmiertelne to niestety jedynie czubek góry lodowej, jeśli chodzi o prawdziwą skalę przemocy domowej, której przypadki często nie są nawet ujawniane - mówi Teresa Cavanna, prawniczka specjalizująca się w prawie rodzinnym.

Socjalistyczny rząd premiera Jose Luisa Rodrigueza Zapatero doszedł do władzy siedem lat temu, obiecując rozprawić się z reputacją Hiszpanii jako społeczeństwa ultrakonserwatywnego i zdominowanego przez mężczyzn. Zapatero zaprosił do swojego gabinetu równą liczbę kobiet i mężczyzn, zalegalizował związki osób tej samej płci; wreszcie zliberalizował przepisy dotyczące rozwodów i aborcji.

Jednak działania na rzecz ochrony kobiet rozczarowują. "Źle nam idzie" - przyznał w październiku minister spraw wewnętrznych, Alfredo Perez Rubalcaba, mianem "okropieństwa" określając aktualną wówczas statystykę dotyczącą kobiet zabitych we własnych domach (w październiku 2010 r. liczba ofiar wynosiła 58).

W ramach walki z przemocą na tle płciowym, Hiszpania już w grudniu 2004 r. dokonała rewizji swojego prawa, tak, by ofiarom łatwiej było dochodzić sprawiedliwości: zaostrzono kryteria decydujące o zakazie zbliżania się sprawcy do ofiary, a zachowania agresywne - takie jak wygłaszanie gróźb karalnych - zyskały status przestępstwa.

Od tego czasu hiszpańskie sądy wydały już 145 tys. wyroków skazujących mężczyzn-agresorów; średnia długość kary więzienia wymierzanej sprawcom wyniosła ok. dwóch lat - mówi Teresa Cavanna. Na przestrzeni ostatnich sześciu lat sądy przyznały również ochronę osobistą prawie 141 tys. kobiet, pozytywnie rozpatrując 73 proc. wniosków o tego typu pomoc.

Jednocześnie jednak liczba kobiet, które zrezygnowały z dochodzenia swoich praw na drodze sądowej jeszcze przed wydaniem orzeczenia, wzrosła w ciągu ostatnich trzech lat o 46 proc.

Więcej na ten temat

  • Przemoc domowa nigdy nie powinna pozostać dramatem zamkniętym w czterech ścianach. Ważne, by ofiary przemocy pokonały poczucie bezsilności. Stanie się tak, jeśli będą wiedziały, że nie są same. więcej »

Teresa Cavanna przywołuje w tym kontekście przykład jednej ze swoich klientek, która oczekuje na orzeczenie sądu już dwadzieścia miesięcy.

- Zmiany w systemie prawnym nie rozwiązują problemu, jakim jest złe funkcjonowanie sądów, ani też nie sprawiają, że z dnia na dzień zmienia się mentalność społeczeństwa, w którym ideologia macho jest wciąż silnie zakotwiczona, i w którym wielu sędziów wciąż jeszcze nie zrozumiało, jak poważnym problemem jest przemoc domowa - mówi prawniczka.

Spośród 73 kobiet, które zginęły w 2010 r., zaledwie jedna czwarta informowała wcześniej o agresywnym zachowaniu swoich partnerów. Zdarza się jednak, że konkretnej pomocy nie mogą doczekać się nawet te kobiety, które decydują się na złożenie zeznań. 24-letnia mieszkanka Ciudad Real w środkowej części kraju - zmarła 18 grudnia ub. roku na skutek śmiertelnych ran zadanych jej nożem przez jej 29-letniego partnera - trzy tygodnie przed tragedią zgłosiła się na policję, gdzie poinformowała o przemocy stosowanej wobec niej przez mieszkającego z nią mężczyznę. Nie uzyskała jednak żadnej ochrony.

Damski bokser na terapię

Ponure statystyki przysłaniają toczącą się w Hiszpanii emocjonalną debatę, której przedmiotem jest pytanie o zdolność społeczeństwa do ochrony kobiet - ale też i słabszych mężczyzn narażonych na atak ze strony osób silniejszych od nich fizycznie. Hiszpanie zadają sobie również pytanie, czy społeczeństwo powinno pomagać kobietom także poprzez terapię mężczyzn takich, jak Juan?

Wspomniana organizacja Aspacia stara się przekonać inne organizacje ochrony praw kobiet, że warto pomagać agresorom. Jednocześnie sama zmaga się z bardzo ograniczonym budżetem na swoją własną działalność. W tym roku Aspacia chce skierować na terapię 87 mężczyzn - będzie to możliwe wyłącznie dzięki dotacji w wysokości 25 tys. euro, przekazanej jej przez hiszpańskie ministerstwo zdrowia.

- Hiszpania poczyniła ogromne postępy w dziedzinie pomocy ofiarom przemocy domowej, ale niewiele zostało osiągnięte w kwestii terapii mężczyzn, będących przecież źródłem problemu - uważa Andres Quinteros, psycholog i dyrektor programowy Aspacii.

Więcej na ten temat

  • We Francji rozpoczęto w poniedziałek testowanie specjalnych urządzeń komórkowych służących maltretowanym kobietom do wzywania pomocy. Ma to być nowa broń w walce z nadal powszechną w tym kraju plagą domowej przemocy. więcej »

Ana Maria Perez del Campo, prezes stowarzyszenia Asociacion de Mujeres Separadas y Divorciadas, niosącego pomoc kobietom rozwiedzionym bądź pozostającym w separacji, a także maltretowanym przez partnerów, nie uważa zaległości w tej dziedzinie za wielką stratę. - Wydawanie publicznych pieniędzy na tego typu terapie jest, moim zdaniem, czymś całkowicie absurdalnym - mówi del Campo, która sceptycznie zapatruje się na skuteczność takich programów: - Nigdy nie spotkałam nawróconego damskiego boksera.

Andres Quinteros podkreśla tymczasem, iż terapia agresywnych mężczyzn "opiera się na założeniu, że psychoedukacja pozwala osiągnąć fantastyczne rezultaty nawet w krótkim czasie".

O ile Aspacia nie dysponuje dostatecznymi danymi, pozwalającymi stwierdzić, jak wielu nadużywających siły mężczyzn trwale zmienia się pod wpływem terapii, to działacze tej organizacji podkreślają, że do tej pory opracowany przez nią program edukacyjny ukończyło 65 proc. mężczyzn, którzy zgłosili się na leczenie, a ok. 25 proc. zrezygnowało z terapii w trakcie jej trwania. Pozostałe aplikacje zostały odrzucone; w niewielkim odsetku przypadków pracownicy Aspacii sami zasugerowali przerwanie terapii pacjentów, którzy okazali się zbyt trudni we współpracy.

Według Andresa Quinterosa, "potrzeba więcej niż sześciu miesięcy, by zmienić zachowanie osoby zmagającej się z poważnym problemem dotyczącym własnej tożsamości". Tymczasem tyle właśnie trwa zazwyczaj terapia prowadzona przez specjalistów z Aspacii w 12-osobowych grupach (każdą z grup opiekuje się dwóch psychologów).

Terapie ukierunkowane na tego typu problemy przynoszą jednak widoczne rezultaty - dodaje Quinteros. Większość mężczyzn poddawanych terapii w Aspacii to osoby z wyrokami więzienia w zawieszeniu. Na początku kursu, podzielonego na dwugodzinne sesje zgrupowane w trzech modułach, uczestnicy identyfikują swój problem. Następnie rozpoczyna się terapia, która ma nauczyć ich kontrolowania emocji, a także wykluczyć nawroty agresji.

Chcą uniknąć kary

W sytuacji, gdy rząd Hiszpanii zaciska pasa, organizacje kobiece domagają się, by ograniczone środki finansowe przeznaczane były przede wszystkim na działania, które w ich ocenie są pilniejsze - jak chociażby stworzenie specjalnych zespołów psychologów doradzających składom sędziowskim podczas rozpraw z powództwa maltretowanych kobiet.

Istotnie, w grudniu, w ramach oszczędności budżetowych, rząd zaprzestał finansowania telefonicznej linii zaufania dla mężczyzn, którzy uważają, że mają problem z kontrolowaniem swojej agresji. W świetle rządowych danych, w pierwszym roku funkcjonowania linii jej pracownicy odebrali 6 515 rozmów, koszt obsługi których wyniósł 822 tys. euro.

- Już w tej chwili brakuje funduszy na stworzenie tak bardzo potrzebnych psychologicznych zespołów doradczych - mówi Amalia Fernandez Doyague, profesor prawa karnego i sekretarz generalna organizacji Asociacion de Mujeres Juristas Themis, świadczącej poradnictwo prawne ofiarom przemocy domowej. - Nie powinno się więc przeznaczać ich na terapie, na które wielu mężczyzn zapisuje się jedynie po to, by wymigać się od kary więzienia.

Juan ma tymczasem nadzieję, że jego własna terapia pozwoli mu wrócić do swojej partnerki, z którą żył przez siedem lat, aż do fatalnego incydentu z pilotem telewizyjnym. W 2009 r., po napaści na tę samą kobietę, spędził cztery miesiące za kratkami. - Ten kurs pomaga mi poukładać sobie wszystko w sposób, w jaki z pewnością nigdy nie pozwoliło mi na to wiezienie - mówi mężczyzna.

Więcej na ten temat

  • Na świecie żyje dziś więcej niewolników niż kiedykolwiek wcześniej w historii - mówi Benjamin Skinner, amerykański dziennikarz, autor książki "Zbrodnia. Twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem". I zapewnia: - Ich tragedia rozgrywa się tuż obok. W Polsce też. więcej »

Juan jest ojcem trójki dzieci, które urodziła mu jego pierwsza żona. Małżeństwo przetrwało 11 lat i zakończyło się rozwodem, na który Juan zdecydował się dla swojej obecnej partnerki (także rozwódki).

- W tym pierwszym małżeństwie dużo było agresji słownej, ale nigdy nie dochodziło do przemocy fizycznej, ponieważ moja pierwsza żona była o wiele bardziej pasywna - mówi, zapewniając, że agresję wyzwala w nim alkohol. A pokusa topienia w nim smutków wzrosła z chwilą, gdy Juan przekonał się, iż jest mu coraz trudniej znaleźć stałą pracę w swoim zawodzie.

Stopa bezrobocia w Hiszpanii oscyluje obecnie w granicach 20 proc. Za taki stan rzeczy częściowo odpowiedzialny jest globalny kryzys ekonomiczny. Jak mówi Andres Quinteros, "kryzys na pewno nie jest głównym źródłem tego problemu, ale większy poziom stresu w gospodarstwach domowych z całą pewnością może prowokować ludzi do działań agresywnych".

Juan - chociaż momentami pot spływał mu z czoła, kiedy na moją prośbę opisywał swoje wybuchy - zrobił na mnie wrażenie zdeterminowanego. - Muszę się wyleczyć, ponieważ swoim zachowaniem naraziłem na szwank wszystko, co jest mi drogie, nie wyłączając kobiety, która jest miłością mojego życia. Pomijając już moje problemy osobiste, jest to rak toczący całe nasze społeczeństwo - rak, którego naprawdę musimy się pozbyć.

Raphael Minder

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska (śródtytuły pochodzą od redakcji INTERIA.PL)

Źródło informacji: New York Times International Herald Tribune

więcej o:
zapatero,
przemoc,
Hiszpania,
przemoc w rodzinie

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 71%
  • nie 29%
Ocen: 121
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe