Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

New York Times

Ryzykowna gra Obamy

Nie bądźcie zaskoczeni, jeśli USA i Chiny znów zaczną się wzajemnie prowokować - tym razem być może na poważnie. Ostatnią wymianę ciosów zainicjowała administracja Obamy, informując o planach sprzedaży do Tajwanu broni wartej 6,4 mld dolarów. Dla chińskich przywódców jest to najgorszy afront, jako że Tajwan jest przez nich uważany za część Państwa Środka. Odwet nastąpił błyskawicznie - Pekin ogłosił zamiar nałożenia sankcji na te amerykańskie firmy, które zaangażują się w transakcję.

Administracja Obamy zdecydowała się zadać pierwszy cios
Administracja Obamy zdecydowała się zadać pierwszy cios /AFP

Podobne dramatyczne zagrywki obserwowaliśmy już wcześniej, jednak nigdy w sytuacji, w której Amerykę zdawało się opuszczać jej szczęście, a przyszłość Chin jawiła się w tak świetlanych barwach. Nigdy też przedtem chińscy przywódcy nie byli tak ufni we własne siły i aroganccy, jeśli chodzi o swoje międzynarodowe wpływy - a jednocześnie tak niepewni i przeczuleni w kwestii utrzymania wewnętrznej kontroli nad politycznymi i etnicznymi dysydentami.

Wspomniane prowokacje nie doprowadzą raczej do otwartego konfliktu, ale z pewnością zachwieją i wywołają niepokój na międzynarodowej scenie politycznej. Zapewne znów dojdzie również do szkodliwego sondowania intencji supermocarstw. Możecie liczyć na to, że ta przepychanka zablokuje obustronną współpracę w zakresie ograniczenia programów nuklearnych Iranu i Korei Północnej, zaostrzy obecne spory handlowe i inwestycyjne, oskarżenia o cenzurowanie Internetu przez Chiny - i inne problemy, które wynikną po drodze. Najbardziej martwi fakt, że nie do końca jest jasne, czy chińscy i amerykańscy przywódcy strategicznie zaplanowali swoje kolejne posunięcia i działania na rzecz opanowania sytuacji.

Niemniej jednak, administracja Obamy zdecydowała się zadać pierwszy cios.

U podłoża obecnej sytuacji leży klasyczne krasomówstwo i niedomówienia, które utrzymują pokój - i napędzają rozwój wydarzeń. Gdy Waszyngton i Pekin nawiązały stosunki dyplomatyczne, obie strony przystały na koncepcję jednych Chin, których Tajwan jest częścią. W rozumieniu Pekinu oznaczało to, że USA w żaden sposób nie będą udzielać poparcia idei Tajwanu niezależnego. Jednakże Waszyngton nigdy nie uznał tej interpretacji i stanął na stanowisku, że jeśli Tajwan ma powrócić do Chin kontynentalnych, musi to nastąpić w drodze pokojowego procesu. Linia ta została oficjalnie zaaprobowana przez Kongres, który w 1979 roku uchwalił ustawę o dostarczaniu Tajwanowi przez USA defensywnych środków obronnych. W kolejnych latach każda sprzedaż amerykańskiej broni na Tajwan spotykała się z głośnym protestem Pekinu. Należy zaznaczyć, że w ciągu ośmiu lat prezydentury George'a W. Busha, tego typu transakcji było stosunkowo niewiele.

Obecna oferta Obamy - na której ewentualne zakwestionowanie Kongres ma 30 dni - obejmuje głównie pociski antyrakietowe Patriot, które miałyby stanowić obronę przed ponad tysiącem chińskich rakiet balistycznych wymierzonych w Tajwan. Do tego doliczyć należy helikoptery Black Hawk, pociski rakietowe Harpoon zdolne niszczyć cele zarówno na morzu, jak i na lądzie, a także wyposażenie komunikacyjne dla wiekowych tajwańskich F-16. Czekający na zaaprobowanie pakiet nie obejmuje tego, o co Tajwan zabiegał najgoręcej - myśliwców F-16 nowej generacji i łodzi podwodnych. Sytuację jeszcze bardziej komplikuje fakt, że nowy rząd wyspy - ten sam, który zwrócił się do USA z prośbą o dostawę broni - poprawił ostatnio swoje stosunki z Pekinem. Stało się to dzięki porzuceniu linii poprzedniego rządu w Tajpej, który regularnie formułował wysoce niepokojące groźby ogłoszenia niepodległości (co mogłoby doprowadzić do wojny z Chinami) i zintensyfikowaniu stosunków handlowych z Chinami kontynentalnymi. Obecnie Chiny są największym rynkiem eksportowym Tajwanu.


AFP
Departament Stanu uznał nową ofertę sprzedaży broni - która jest pierwszą tak znaczącą od dłuższego czasu - za konieczną do zapewnienia pokoju w Cieśninie Tajwańskiej. Pekin nazwał ją tymczasem "znaczącą interwencją w wewnętrzne sprawy Chin, która poważnie zagraża bezpieczeństwu narodowemu państwa i działa na szkodę pokojowych chińskich wysiłków na rzecz reunifikacji."

Chiny nie chcą dopuścić do sfinalizowania transakcji i podjęły już kilka kroków w tym celu. Tak, jak można było przewidzieć, zawiesiły wymianę delegacji wojskowych z USA. Pekin może pójść jednak o krok dalej i przesunąć lub odwołać zaplanowaną na ten rok wizytę chińskiego prezydenta w Ameryce. Ministerstwo spraw zagranicznych zapowiedziała również, że zamierza nałożyć sankcje na te amerykańskie firmy, których broń trafi na Tajwan. Znaczenie tej ostatniej deklaracji nie jest jasne, Waszyngton nie sprzedaje bowiem Chinom broni od czasu krwawego stłumienia manifestacji na placu Tiananmen w 1989 roku. Decyzja ta mogłaby jednak dotkliwie wpłynąć na interesy takich korporacji, jak Boeing, który sprzedaje Chinom swoje samoloty pasażerskie.

Decydenci w Pekinie znani są z tego, że nie dopuszczają różnych odcieni w stosunkach międzynarodowych. Mogą one być albo przeważnie dobre, albo przeważnie złe. Taka postawa zapowiada, że jeszcze trudniej będzie utrzymać lub zdobyć poparcie Chin dla idei pertraktacji oraz zaostrzenia sankcji gospodarczych wobec Iranu i Korei Północnej. Do tej pory Pekin dopuszczał przynajmniej możliwość skoordynowanych działań w tej sprawie. W obecnej sytuacji prawdopodobnie zasygnalizuje zmianę postawy, co z pewnością nie umknie uwagi Teheranu i Pjongjangu - i wywoła ich zadowolenie.

Ameryka miała również nadzieję na uzyskanie w niedalekiej przyszłości odpowiedzi Pekinu w kilku kwestiach związanych z polityką handlową, walutową i inwestycyjną. Chiny nie zrobiły wiele, by umożliwić firmom zagranicznym konkurowanie z krajowymi producentami na chińskim rynku na równych zasadach. Waszyngton w szczególności liczył na to, że Pekin zgodzi się zwiększyć wartość swojej waluty w stosunku do dolara, co zapewniłoby większą konkurencyjność towarom eksportowanym przez USA. Bez względu na to, jak duże były na to szanse, teraz zdecydowanie zmaleją. To samo dotyczy nadziei na wspólne działania na rzecz walki z globalnym ociepleniem.

W tym wszystkim nie należy też zapominać o takich kwestiach, jak wolność Internetu i prawa człowieka w Chinach, które od wielu tygodni zatruwały powietrze między dwiema potęgami. Przypomnijmy, że Google oskarżył niedawno Chiny o atak na swoją infrastrukturę informatyczną celem zdobycia informacji o dysydentach. Ten haniebny postępek wywołał w zdecydowaną reakcję Sekretarz Stanu, Hillary Clinton - problem ten dotyka bowiem newralgicznych obszarów w systemie amerykańskich wartości, dowodząc jednocześnie chińskiej obsesji na punkcie wewnętrznych przeciwników. Nerwy po chińskiej stronie zostaną nadszarpnięte jeszcze bardziej w przyszłym miesiącu, jeśli Barack Obama zdecyduje się spotkać z Dalajlamą, uosobieniem sprzeciwu wobec chińskiej władzy w Tybecie. Warto nadmienić, że przed swoją listopadową wizytą w Chinach Obama powstrzymał się od spotkania z duchowym przywódcą Tybetańczyków.

Pekin i Waszyngton mają ważkie powody, by wytonować wzajemną próbę sił - zwłaszcza wspólne interesy ekonomiczne. Obie potęgi - ze wskazaniem na Stany Zjednoczone - głoszą pochwałę stosunków opartych na szerokiej współpracy. Nie można jednak przewidzieć, w jakim kierunku pod wpływem bieżących wydarzeń politycznych zwróci się Obama. Prezydent USA powinien chcieć uniknąć kolejnego dużego problemu w stosunkach międzynarodowych, który zaszkodzi procesowi naprawy amerykańskiej gospodarki. Obama może też jednak dojść do wniosku, że zaostrzenie kursu wobec Chin skonsoliduje wokół niego obywateli. Przedstawiciele kręgów rządzących mówią, że oferta złożona Tajwanowi miała zasygnalizować rządowi w Pekinie, że Waszyngton upomni się o zapłatę za chińską krnąbrność.

Kwestie gospodarcze są równie ważne dla decydentów w Pekinie, ale też coraz wyższe mniemanie Chin o swojej roli na światowej arenie wydaje się nie mieć granic. Niewykluczone, że Chiny sądzą, że uda im się zmusić Obamę do odstąpienia od tajwańskiej transakcji - i tu mogą się grubo mylić. A wówczas Pekin może uczynić z niewygodnego dla siebie obrotu sprawy wymówkę dla postawy klinczu i konfrontacji, jaką zapewne przyjmie na międzynarodowej arenie politycznej. Ani amerykańscy, ani chińscy przywódcy nie dają nam zbyt wielu powodów, by przypuszczać, że przemyśleli konsekwencje zainicjowanego przez siebie biegu zdarzeń.

Leslie H. Gelb

Tłum. Katarzyna Kasińska

Źródło informacji: New York Times

więcej o:
Tajwan,
administracja,
firmy,
przywódcy,
Barack Obama,
Waszyngton,
USA,
Pekin,
Chiny

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 53%
  • nie 47%
Ocen: 74
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 

  • OBAMA????
    (2010-02-07 19:44)
    ~TEN KTO WIE

    WYRYSUJ W GOOOGLE=Człowiek stojący za Barackiem Obamą

  • chej
    (2010-02-06 17:03)
    ~b

    chej ciemniaki hamyryce cały świat przeszkadza oni by tylko narody podbijały i niewoliły zarbić t...

  • Najwyzszy czas pokazac Chinom, gdzie ich miejsce (5)
    (2010-02-05 16:56)
    ~radecki

    Jezeli Chiny strasza sankcjami, to moze by tak nalozyc wyzsze cla na produkty importowane z chin ...

  • Taka prawda (8)
    (2010-02-05 16:59)
    ~Arnold

    nie znam kraju dobrze rządzonego przez Murzyna. I nie ma tu ani grama nietolerancji, takie fakty.

  • :)))) (2)
    (2010-02-06 00:13)
    ~Ryż na kartki

    Myślałem że nigdy nie dożyje czasów gdy ktoś nałoży sankcje na USA, a tu proszę, życie jest zadzi...

  • Znam kilka rodzin z Tajwanu
    (2010-02-06 00:31)
    ~Kangaroo

    Wszyscy wyksztalceni i bogaci.Sa antychinscy az do bolu.
    jeden mlodzian skonczyl w tym roku archi...

  • Żydzi (1)
    (2010-02-05 20:22)
    ~obserwator

    szukając zawieruch amerykańskimi rekoma sa na straconej pozycji

  • przeciez to oczywiste!
    (2010-02-06 00:17)
    ~drbat

    gospodarka i finansjera USA polegla, Chiny gora. pomyslmy jak Obama - negocjujemy z Chinami kilka...

  • Celem zapewnienia pokoju
    (2010-02-05 23:41)
    ~real

    na półkuli zachodniej Chiny powinny mocno uzbroic Kubę i Wenezuelę. O pokój trzeba walczyc do ost...

  • oczywiście nikt nie pamieta kto i dlaczego
    (2010-02-05 23:23)
    ~wot

    "uszczęsliwił" Amerykę Chinami.
    mówię o Kissingerze i jego czosnkowej
    polityce, która w efekcie z...

  • ale Chlopa..!jak mrówkow..!
    (2010-02-05 23:17)
    ~derbi

    jakie przystojniaki!

  • oby Chiny ?
    (2010-02-05 23:13)
    ~zez

    NIE RUSZYŁY NA USA
    [zabraknie najemników]

  • OBAMA (1)
    (2010-02-05 22:12)
    ~aa

    ODDAJ NOBLA

  • Ryżem po mosznie.
    (2010-02-05 23:01)
    ~lobik

    Totalitaryzm chinski,cudownie odkarmiony przez USA,zagraża dzisiaj pokojowi na świecie.Ta bomba w...

  • niby dlaczego
    (2010-02-05 22:57)
    ~Frugo

    chiny maja się nie postawić USA - Bo my nie potrafimy ?

  • Obama to kłamca i marionetka NWO!!
    (2010-02-05 22:12)
    ~świadomy

    Precz z łapami od CHIN!! Google - " obama wielkie oszustwo"

  • dobrze (1)
    (2010-02-05 18:01)
    ~zerk

    warmongering USA, go destroy yourself in those countless and mindless wars you are struggling.

    o...

  • Ja tylko jednego nie rozumię: dlaczego (1)
    (2010-02-05 16:59)
    ~Olek

    nie jest nałożone embargo na to całe chińskie g...o jakie zalewa świat. jakościowo żałosne, trują...

  • chiny to wielki kraj z potężną gospodarką rynkową
    (2010-02-05 19:18)
    ~hui lui

    może służyć kilku komunistom do różnych celów.amerykanie o tym wiedzą.taiwan jest jakąś przeciwag...

  • gra?
    (2010-02-05 18:40)
    ~Nemo

    najpierw przez lata sprzedawali Chinom swoje zaawansowane technologie a teraz obudzili się z ręką...


Informacje dodatkowe