Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

New York Times

Scenariusze dla Palestyny

Alternatywą dla nowej bliskowschodniej inicjatywy pokojowej może być jedynie wzrost poczucia beznadziejności i eskalacja przemocy w tej części świata - pisze w "New York Times" były prezydent USA, Jimmy Carter.

Jimmy Carter/AFP
Jimmy Carter/AFP /New York Times International Herald Tribune

We wrześniu 1978 r. prezydent Egiptu Anwar Sadat i premier Izraela Menachem Begin podpisali Porozumienia Camp David, zawarte po czterech wojnach arabsko-izraelskich, w których Egipt za każdym razem wystawiał przytłaczające siły, zagrażające istnieniu państwa Izrael.

Zarówno egipski parlament, jak i izraelski Knesset ogromną większością głosów poparły porozumienie, które nawoływało obie strony do respektowania wszystkich postanowień Rezolucji nr 242 Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jednym z jej kluczowych zapisów było stwierdzenie "niedopuszczalności nabywania terytoriów w wyniku wojny i potrzeby działań na rzecz zaprowadzenia sprawiedliwego i trwałego pokoju, gdzie każde państwo w regionie będzie cieszyć się bezpieczeństwem". Porozumienia wzywały też Izrael do wycofania swoich formacji militarnych i politycznych z terytoriów okupowanych i przyznania "pełnej autonomii" Palestyńczykom.

Sześć miesięcy później Izrael i Egipt podpisały traktat pokojowy, w wyniku którego Izrael wycofał swoje wojska z Półwyspu Synaj, a jego statki zyskały prawo swobodnej żeglugi przez Kanał Sueski. Traktat przywrócił też pełne stosunki dyplomatyczne pomiędzy dwoma krajami.

W późniejszych latach przestrzegano warunków traktatu pokojowego izraelsko-egipskiego, ale kluczowe postanowienia Porozumień Camp David były lekceważone. Po śmierci Sadata jego następca, Hosni Mubarak, nie upominał się o prawa Palestyńczyków, mimo iż większość egipskich obywateli nieprzerwanie domagała się, by Izrael honorował powzięte zobowiązania. Głównym przedmiotem troski jest trwająca izraelska okupacja Zachodniego Brzegu Jordanu i Wschodniej Jerozolimy, a także budowa izraelskich osiedli na zajętych ziemiach palestyńskich.

W przemówieniu wygłoszonym w marcu 2009 r. w Kairze, w którym zaapelował o zamrożenie osadnictwa, prezydent Barack Obama potwierdził centralne znaczenie tej kwestii. W maju tego roku Obama oznajmił, że podstawą porozumienia pokojowego pomiędzy Izraelem i Palestyną powinny być granice sprzed wojny sześciodniowej w 1967 r., zmodyfikowane w taki sposób, by uwzględnić istnienie niektórych izraelskich osiedli w rejonie Jerozolimy.

Premier Beniamin Netanjahu odrzucił obie te sugestie, nie zaprzestał budowania osiedli, a dodatkowo wysunął nowe, nie dające się zaakceptować żądania, dotyczące stałej obecności wojsk izraelskich w Dolinie Jordanu i uznania Izraela za "państwo żydowskie" (tymczasem ok. 25 proc. obywateli państwa Izrael to ludność nieżydowska).

USA praktycznie wycofały się z aktywnego uczestnictwa w bliskowschodnim procesie pokojowym. Palestyńczycy i inne narody arabskie zinterpretowały tę postawę jako przyzwolenie na okupację i powzięły uprzedzenia w stosunku do Stanów Zjednoczonych.

Oświadczając, że nie mają żadnej alternatywy, Palestyńczycy planują zaapelować o uznanie państwa palestyńskiego na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ i Zgromadzenia Ogólnego. Ma to nastąpić jeszcze w tym miesiącu. Jednocześnie w Kairze doszło do szturmu na budynek izraelskiej ambasady, w wyniku którego przedstawiciel dyplomatyczny Izraela w Egipcie został zmuszony do ewakuacji.

Przy sensownym założeniu, że palestyńska państwowość zostanie powszechnie uznana pomimo amerykańskiego weta w Radzie Bezpieczeństwa, warto postawić pytanie o możliwe scenariusze rozwoju wypadków.

Wobec wiodącego głosu Europy, USA i inni członkowie międzynarodowego Kwartetu Bliskowschodniego (Rosja, Unia Europejska i ONZ) zyskają sposobność, by przedstawić kompletną propozycję pokojową dla regionu, której podstawą stanie się w pełni kompatybilna oficjalna polityka amerykańskiego rządu, uchwalone dotychczas rezolucje ONZ i wcześniejsze żądania Kwartetu. Raczej nie ma wątpliwości co do tego, że założenia arabskiej inicjatywy pokojowej mogą wówczas zostać zmodyfikowane tak, by współgrały z nową propozycją.

Kolejnym krokiem może być pełne zaangażowanie USA i/lub ONZ w wysiłki mediacyjne, którym towarzyszyłyby rozmowy bezpośrednie lub pośrednie - w zależności od tego, który wariant okazałby się skuteczniejszy - pomiędzy Izraelem i Palestyńczykami. Tę samą taktykę można później zastosować w celu rozwiązania sporu o Wzgórza Golan z Syrią.

Palestyńczycy będą musieli wyrzec się przemocy, zaakceptować prawo Izraela do istnienia w pokoju w granicach z 1967 r. (z opcją wymiany terytoriów w drodze negocjacji), przystać na długoterminową obecność sił pokojowych pod egidą ONZ lub NATO w Palestynie, a także na powrót wszystkich swoich uchodźców na obszary, z których uciekli (w tym być może także symbolicznej ich liczby do Izraela). W ramach tego samego procesu, Izraelczycy uznaliby te same granice i przystali na obecność sił pokojowych.

Efektem takich działań może być pokój dla Izraela i wszystkich państw sąsiednich. Stany Zjednoczone odzyskałyby swoją przywódczą rolę w regionie, kształtowaną w oparciu o ich oddanie ideałom wolności, demokracji i sprawiedliwości. Jednocześnie zostałaby wyeliminowana główna przyczyna utrzymującej się w świecie arabskim powszechnej wrogości wobec Ameryki.

Alternatywą dla takiej nowej, międzynarodowej inicjatywy, może być jedynie wzrost poczucia beznadziejności, wrogości, a prawdopodobnie także eskalacja przemocy.

Jimmy Carter

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska

Źródło informacji: New York Times International Herald Tribune

więcej o:
USA,
Izrael,
Palestyna,
Bliski Wschód,
konflikt bliskowschodni,
konflikty na świecie,
Jimmy Carter

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 53%
  • nie 47%
Ocen: 17
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe