Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

New York Times

Studenci zyskują, ale dla krajów-gospodarzy to kłopot

Po koniec zeszłego roku holenderski minister edukacji zauważył, że jego rząd może zwrócić się do władz w Berlinie o zwrot kosztów kształcenia wielu niemieckich studentów, uczących się w Holandii. Wypowiedź ta natychmiast odbiła się szerokim echem w innych krajach Unii Europejskiej, które przyjmują zagranicznych studentów.

Kto płaci za naukę zagranicznych studentów?
Kto płaci za naukę zagranicznych studentów? /AFP

Sugestia ministra Halbe Zijlstra zawarta w liście do parlamentu zbiegła się w czasie z toczącą się akurat w Austrii debatą nad sposobami finansowania własnej rzeszy napływowych studentów, którzy korzystają z oferty tutejszych cenionych uniwersytetów, stosunkowo niewielkich wymagań stawianych kandydatom i opłacanego przez państwo czesnego.

"Jeśli chcemy utrzymać mobilność młodych w ramach UE musimy znaleźć finansowe rozwiązanie tego problemu" - mówi Gabriele Burgstaller, premier kraju związkowego Salzburg.

Obieg studentów

Zgodnie z wytycznymi UE, studenci napływowi płacą tak samo niskie czesne jak studenci rodzimi - lub, jak w przypadku m.in. Austrii, nie płacą w ogóle - składając na barki krajów-gospodarzy problem finansowania kształcenia młodych ludzi z innych państw członkowskich.

Wprawdzie migracje studentów są korzystne także dla krajów przyjmujących, ale jednak - jak podkreślają eksperci - prawdziwa siła polityki Unii Europejskiej kryje się w zasadzie wzajemności.

"Chodzi o to, by mobilność zaczęła działać w obie strony" - zauważa Bander van den Eijnden z Nuffic, holenderskiej organizacji non-profit promującej międzynarodową współpracę na rzecz wyższego wykształcenia.

"Nie powinno być tak, że migracja odbywa się w jedną stronę, a w drugą idzie tylko rekompensata. Cel to stworzyć swoisty obieg studentów" - tłumaczy van den Eijnden.

Mimo że około 24 tysiące niemieckich studentów uczy się w Holandii, a 25 tysięcy w Austrii, to same Niemcy także szkolą studentów napływowych. Ich liczba przewyższa nawet sumę Niemców uczących się za granicą.

Korzyści w dwie strony

"Ogólnie rzecz biorąc, bilans wymiany studentów jest pozytywny dla Niemiec" - mówi Ferdinand Knauss, rzecznik niemieckiego ministerstwa edukacji.

Peter Stegelmann z firmy EDU-CON, która pomaga przyciągnąć niemieckich studentów do holenderskich uczelni, bagatelizuje sugestię Zijlstra.

Według niego, Holandia czerpie korzyści z wielu dobrze wykształconych Niemców, którzy zostają w kraju po studiach i rozpoczynają tutaj pracę. Jego zdaniem, zyski, które niemieccy studenci generują dla holenderskiej gospodarki, wyrównują straty, czyli około 90 milionów euro, które rząd Holandii musi wydać na wykształcenie napływowych Niemców.

Burgstaller z kolei chciałaby, by powstał ogólnoeuropejski system rekompensat, który zmuszałby państwa do pokrywania kosztów kształcenia ich studentów, bez względu na to, w którym kraju członkowskim odbywałaby się nauka. (...)

Wzorzec już jest

Porozumienie między Szwecją, Danią, Finlandią, Norwegią i Islandią pokazuje, jak taki transfer kosztów mógłby wyglądać.

Podpisana w 1996 roku przez członków Rady Nordyckiej umowa stwierdza, że rządy zwracają 3890 dolarów rocznie za każdego studenta państwu, które kształci daną osobę.

Mimo że kwota ta to zaledwie ułamek kosztów droższych programów uniwersyteckich, to jednak samo jej istnienie honoruje zasadę, że kształcenie zagranicznych studentów nie powinno spadać na barki państwa-gospodarza.

"W ten sposób nasze kraje pokazują dobrą wolę i upewniają się, że nasi studenci są mile widziani w innych państwach nordyckich" - mówi Jens Peter Jacobsen z duńskiego ministerstwa nauki, innowacji i szkolnictwa wyższego.

Paradoks w Wielkiej Brytanii

Inny system transferu kosztów obowiązuje w Wielkiej Brytanii, gdzie zdecentralizowane rządy Szkocji, Walii i Irlandii Północnej samodzielnie decydują, w jaki sposób rozdysponują pieniądze otrzymane z brytyjskiego skarbu państwa. Na przykład w Szkocji tamtejsi studenci mogą liczyć na pełne subsydia.

"Uniwersytety zwracają się po pieniądze do rządu, nie do konkretnych studentów" - tłumaczy Stephen Crowe, rzecznik Scottish Funding Council.

Jednak według nowych przepisów, od przyszłego roku akademickiego brytyjscy studenci (nie-Szkoci) chcący uczyć się na szkockich uniwersytetach, będą zmuszeni płacić dość wysokie czesne - nawet do 9 tysięcy funtów. Jego wysokość będzie zależała od indywidualnych decyzji władz uczelnianych. (...)

Paradoksalnie, jeśli nowe zasady wejdą w życie, to może się okazać, że w ramach porozumienia Unii Europejskiej o szkolnictwie wyższym, studenci z innych krajów członkowskich będą płacić znacznie niższe czesne na szkockich uczelniach niż Brytyjczycy nie-Szkoci.

Najważniejsza mobilność

Urzędnicy z Komisji Europejskiej twierdzą, że Unia nie jest przeciwna dwustronnym porozumieniom, które pozwalałyby na jakieś formy zwrotu kosztów kształcenia. Oczywiście, o ile będą one oparte o zasadę wzajemności i dobrowolności. Jednakże Dennis Abbott, rzecznik komisji, zastrzega, że KE nie będzie koordynować podobnych umów.

"Wolność przemieszczania się jest ważnym elementem Unii Europejskiej" - mówi Abbott - "Dlatego działanie na rzecz mobilności studentów jest jednym z naszych priorytetów".

Christopher F. Schuetze

The International Herald Tribune

tłum. AWT

Źródło informacji: International Herald Tribune

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 32%
  • nie 68%
Ocen: 44
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe