Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

New York Times

W poszukiwaniu ulotnej definicji heteroseksualności

Przez lata nauka koncentrowała się na wyjaśnianiu istoty homoseksualizmu. A czy wiemy, czym jest miłość heteroseksualna? Czy określenie orientacji seksualnej człowieka w ogóle jest możliwe? Pytania te stawia odważna książka amerykańskiej badaczki, o której pisze "The New York Times".

Tożsamość seksualna człowieka wciąż wymyka się naukowym klasyfikacjom
Tożsamość seksualna człowieka wciąż wymyka się naukowym klasyfikacjom /© Bauer

Nauce zazwyczaj z powodzeniem udaje się wprowadzać pewien ład do ludzkiej egzystencji - z wyjątkiem przypadków wprost przeciwnych, kiedy narzuca jej struktury, które, pomimo różnych zabiegów, nijak nie chcą do niej pasować. Wówczas pierwotny chaos zostaje obnażony jeszcze bardziej.

Przykładem tego fenomenu może być popularny podręcznik diagnostyki psychiatrycznej, którego treść jest często podawana w wątpliwość i przeredagowywana. Zważywszy na fakt, że liczy on niemal tysiąc stron, należy pochwalić Hanne Blank za to, że w książce "Straight: The Surprisingly Short History of Heterosexuality" udało jej się opisać równie złożoną kwestię, jaką jest heteroseksualność, na mniej niż dwustu stronach (nie licząc przypisów).

Można już niemal usłyszeć chór ekspertów zajmujących się ludzką seksualnością i płciowością, według których ta napisana w dowcipnym i zajmującym stylu opowieść to zaledwie próbka pisarstwa wagi lekkiej; pełna uproszczeń i wtórna. Ale dla tych, którzy nie zajmują się tą kwestią zawodowo, a mimo to są nią żywotnie zainteresowani - mam na myśli czytelników, którzy nigdy wcześniej nie zastanawiali się, co tak naprawdę znaczy być osobą heteroseksualną czy zachowywać się jak osoba heteroseksualna - książka Hanne Blank będzie zbiorem intrygujących i skłaniających do refleksji uwag.

Jej autorka samą siebie określa mianem "niezależnej badaczki". Na koncie ma kilka publikacji reprezentujących literaturę erotyczną i dobrze przyjęte studium historii dziewictwa w kulturze. Czy sama Blank jest heteroseksualna? To pytanie prowadzi nas do pierwszej z intelektualnych gier, jakie prowadzi z czytelnikiem.

Wiadomo, że w przeszłości łączyły ją intymne relacje z kobietami - a zatem nie może być heteroseksualna, prawda? Teraz jednak jest w stabilnym, trwającym od dawna związku z mężczyzną (a zatem jest heteroseksualna, czyż nie?). Ale u jej partnera występuje dodatkowy chromosom X, przez co niektóre komórki jego organizmu mają kariotyp XXY, a on sam - bardziej "miękkie", kobiece cechy, mimo iż posiada w pełni rozwinięte męskie genitalia. I tak oto nieoczekiwanie słowo "heteroseksualny" traci swój status przydatnego i naukowo precyzyjnego terminu.

Heteroseksualizm - pojęcie niejednoznaczne

W rzeczywistości termin "heteroseksualizm" został ukuty nie wcześniej, niż w drugiej połowie XIX wieku, w Niemczech. W anglojęzycznej literaturze został użyty po raz pierwszy kilkadziesiąt lat później, w klasycznym rozumieniu przedrostka "hetero-" jako "inny, różny" - a zatem początkowo jako termin pejoratywny. Dopiero w pierwszych dekadach XX w. został na dobre przypisany do obecnej niszy, implikującej skojarzenia z romantycznością, przyjemnością, zdrowiem i normalnością.

To, że słowo nie istniało, nie oznacza oczywiście, że nie istniało samo pojęcie. A jednak, zauważa Blank, przez wieki jego definicja tak naprawdę nie była potrzebna.

Kiedyś zachowania heteroseksualne były po prostu pierwotnym procesem, dzięki któremu możliwe było przedłużanie gatunku i dystrybucja własności w ramach instytucji małżeństwa. Obecność dodatkowych czynników, a już z pewnością uczuć czy miłości, nie była konieczna. "Rzecz jasna, określone zachowania seksualne były klasyfikowane i oceniane" - pisze Blank. Nie dotyczyło to jednak jednostek: "seksualna aberracja nie była oznaką odmienności fizycznej; świadczyła jedynie o tym, że ktoś nie potrafił oprzeć się pokusie".

Później pojawił się Karol Linneusz, ze swoim obsesyjnym pragnieniem nazywania i kategoryzowania wszystkiego, co żyje. Z kolei rozwój metropolii sprawił, że miliony ludzi, czasami o bardzo złych manierach, musiało dzielić ze sobą ciasne dzielnice, wymuszając jednocześnie na odpowiednich instytucjach uporządkowanie kwestii dotyczących prostytucji i ustalonego prawnie wieku przyzwolenia. Wynalezienie nowoczesnej antykoncepcji i narodziny ruchów feministycznych doprowadziły do stopniowego uniezależnienia płci od przypisywanych im biologicznych i ekonomicznych nakazów. W efekcie człowiek zyskał bezprecedensową wolność w sferze swoich zachowań.

Tak właśnie, według Blank, wytworzyło się społeczne pragnienie zdefiniowania zarówno istoty heteroseksualnej, jak i zakresu akceptowanych zachowań heteroseksualnych. Obie te definicje do dzisiaj są przedmiotem dyskusji.

Z perspektywy naukowej, podsumowuje Blank, "na temat heteroseksualności wiemy niewiele. Nikt nie wie, czy jej źródłem jest natura, czy wychowanie; czy jej podłożem są nieuświadomione przemiany zachodzące w ludzkiej osobowości, czy efekty przebywania podatnych na wpływy młodych ludzi ze starszymi osobami o orientacji heteroseksualnej". Innymi słowy, nauka angażowała o wiele większe siły w badanie homoseksualizmu i roli, jaką w pociągu fizycznym do osób tej samej płci odgrywają mózg, geny, hormony i procesy fizjologiczne. Heteroseksualizm pozostawiono na boku jako zarys, którego otoczkę stanowi jedynie to, co nim nie jest.

Mit heteroseksualnej miłości idealnej

A jednak wielcy behawioryści, jak Alfred Kinsey, jasno dają nam do zrozumienia, że heteroseksualizm czasami bywa dokładnie tym, czym nie jest - a raczej, czym (w odczuciu wielu osób) nie powinien być. Osoby, które określają się jako heteroseksualne, konsekwentnie przejawiają takie zachowania, które zdają się przeczyć podstawowym zasadom - od dorosłych tej samej płci dzielących ze sobą łóżka w XIX stuleciu (by się ogrzać? z przyjaźni?) po współczesnych, żonatych mężczyzn, którzy ukradkiem uprawiają seks z innymi mężczyznami.

Ale kto spisał wspomniane wyżej zasady? Kto je zatwierdził? Hanne Blank zauważa, że standardy heteroseksualności, do których tak wielu ludzi rozpaczliwie aspiruje, są w dużej mierze wytworem największych marzycieli naszej kultury: autorów XIX-wiecznych tanich powieści i współczesnej literatury pisanej z myślą o młodych, wyzwolonych kobietach z wielkich miast. Kto, jak nie Walt Disney, podarował nam najbardziej jednoznaczne i powszechnie atrakcyjne wzorce właściwie reagujących heteroseksualnych mężczyzn i kobiet?

Tymczasem akta sądowe na naszych oczach wypełniają się opisami najróżniejszych subtelności, które wizja Disneya wyklucza - bo przecież ludzie, którzy nie pasują do binarnego schematu płci, też mają dzieci i majątki do podziału. Imperia rodzą się i upadają, a te kwestie pozostają niezmienne.

Hanne Blank proponuje prowokacyjną odpowiedź na te dylematy. Jej zdaniem, wkrótce zrezygnujemy z naszego obecnego przywiązania do schematu binarnego na rzecz bardziej płynnego postrzegania tej kwestii. "Jeśli mężczyzna i kobieta stanowią dwie płcie spośród całego bogactwa płci biologicznych, a role męskie i żeńskie - dwie role spośród całego bogactwa płci społeczno-kulturowych, to heteroseksualizm i homoseksualizm są zaledwie dwiema możliwościami z całego bogactwa możliwości łączenia tych płci i ról."

Takie przekonanie wytrąci zapewne niektórych czytelników z równowagi. Inni uznają je za jak najbardziej logiczne - dostrzegając w nim kontrowersyjny, ale poparty dowodami naukowy przypis do charakterystycznych dla tej pory roku czekoladek i różowych serduszek.

Abigail Zuger

"New York Times"

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji Interia.pl)

Źródło informacji: New York Times International Herald Tribune

więcej o:
heteroseksualiści,
heteroseksualizm,
heteroseksualność,
homoseksualizm,
orientacja seksualna,
gender

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 25%
  • nie 75%
Ocen: 103
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe