Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

New York Times

Węgry na cenzurowanym w Unii Europejskiej

Komisja Europejska otworzyła 17 stycznia postępowanie prawne wobec Węgier, które - jak utrzymują krytycy poczynań tamtejszego rządu - dryfują w kierunku rządów autorytarnych.

Premier Węgier Viktor Orban jest oskarżany o populistyczne zapędy/AFP
Premier Węgier Viktor Orban jest oskarżany o populistyczne zapędy/AFP /New York Times International Herald Tribune

Tym samym na nowo rozgorzała debata, której przedmiotem jest kurs, jaki Unia Europejska powinna obierać wobec państw członkowskich naruszających demokratyczne zasady obowiązujące we Wspólnocie.

"Kwestia politycznej woli"...

Ostatni raz przed podobnym problemem UE stanęła ponad dziesięć lat temu, kiedy to do koalicyjnego rządu Austrii weszła ultraprawicowa partia pod wodzą kontrowersyjnego polityka Jorga Haidera. Pozostałe kraje członkowskie zamroziły wówczas stosunki z Austrią, w praktyce doprowadzając do politycznej izolacji tej ostatniej.

Sytuację węgierskiego rządu od przypadku austriackiego różni to, że znalazł się pod pręgierzem w związku z uchwaleniem konkretnych ustaw, a nie z powodu stawianych mu zarzutów natury bardziej ogólnej - takich, jak naruszanie standardów demokracji, dążenie do centralizacji władzy i walka z pluralizmem politycznym.

17 stycznia Komisja Europejska, będąca organem wykonawczym UE, poinformowała o rozpoczęciu postępowania w sprawie rozwiązań, które zagrażają niezależności węgierskiego banku centralnego i urzędu ds. ochrony danych osobowych, a także w sprawie nowych przepisów dotyczących obowiązkowego wieku emerytalnego sędziów. W konsekwencji Węgry mogą zostać zmuszone do wprowadzenia zmian, tak, by zagwarantować poszanowanie unijnego prawa. Jeśli odmówią, sprawa może trafić przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Spór ten wywołał jednak szerszą debatę. Kraje aspirujące do członkostwa w UE muszą spełniać stosowne demokratyczne kryteria, ale już wobec państw członkowskich można zastosować ograniczony zasób sankcji. 16 stycznia kraje Beneluksu zaproponowały przedyskutowanie tej kwestii w gronie ministrów spraw zagranicznych UE.

Didier Reynerds, szef belgijskiej dyplomacji uważa, że UE powinna monitorować kraje członkowskie w zakresie stosowania się do standardów Wspólnoty, tak gospodarczych, jak i politycznych. "Dlaczego jest to możliwe w przypadku kryteriów ekonomicznych, a politycznych - nie? - pytał w Brukseli Reynerds. -To kwestia politycznej woli".

Orban jak bracia Kaczyńscy?

Problem ten zwrócił powszechną uwagę w 2004 i 2007 r., w których to latach do UE dołączyło w sumie dziesięć dawnych krajów komunistycznych. W obu przypadkach rozszerzenie nastąpiło mimo obaw, czy w państwach tych w pełni dokonała się transformacja ustrojowa.

Dodajmy, że w ubiegłym dziesięcioleciu populistyczne rządy dochodziły do władzy i w Polsce, i na Słowacji - aczkolwiek żaden z nich nie starł się z europejskimi instytucjami tak otwarcie jak gabinet Viktora Orbana. Ten ostatni, krytykowany już w ubiegłym roku za wprowadzenie kontrowersyjnej ustawy medialnej, w odpowiedzi sam zaatakował tych, którzy porównywali styl jego rządów do stylu rosyjskiego premiera Władimira Putina.

Orban, jeden z architektów obalenia komunizmu na Węgrzech, po raz pierwszy został premierem swojego kraju w 1998 r. Wykorzystywał wówczas nacjonalistyczne sentymenty, utrwalając jednocześnie swój wizerunek wierzącego i praktykującego ojca pięciorga dzieci. Tekę premiera objął ponownie w kwietniu 2010 r., po tym, jak jego partia - Fidesz - odniosła miażdżące zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. (...)

Faktem jest, że węgierski parlament wprowadził poprawki do wspomnianej ustawy medialnej w obliczu konkretnych obiekcji Komisji Europejskiej. Ale analogiczne do ubiegłorocznego napięcie budzi dzisiaj nowelizacja węgierskiej konstytucji.

Orbanowi udało się dokonać zmian w ustawie zasadniczej, ponieważ dysponuje on nadzwyczaj liczną większością parlamentarną, przekraczającą 2/3 głosów wymaganych do uchwalania poprawek do konstytucji, co w praktyce pozwala mu ignorować opozycję. Krytycy węgierskiego premiera twierdzą również, że wykorzystuje on swoją władzę, by obsadzać publiczne stanowiska osobami lojalnymi wobec Fidesz.

Eugeniusz Smolar z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych uważa, że poczynania Orbana niosą ze sobą zagrożenie większe niż flirt Polaków z prawicowym populizmem pod rządami braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich, którzy swego czasu dzielili między siebie stanowiska prezydenta i premiera. Zdaniem Smolara, Orban podjął "instytucjonalną próbę zagwarantowania sobie władzy".

Lech Kaczyński zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 r. Jarosław, jego brat bliźniak, stracił władzę trzy lata wcześniej.

- Kwestia ta budzi nasz autentyczny niepokój - mówi Eugeniusz Smolar. - Nie możemy nawoływać do wprowadzenia demokratycznych standardów i przestrzegania praw człowieka na Białorusi czy Ukrainie, kiedy sami zmagamy się z podobnym problemem we własnym gronie.

Szukając sposobu na niepokornych

Zoltan Kovacs, węgierski sekretarz stanu ds. komunikacji, zapowiedział tymczasem, że jego kraj jest gotów do podjęcia "partnerskich" negocjacji z Komisją Europejską. "Jesteśmy przekonani, że będziemy w stanie rozwiązać ten problem zarówno na poziomie technicznym, jak i prawnym" - powiedział mi w telefonicznej rozmowie Kovacs. "Jeśli okaże się, że węgierskie ustawodawstwo nie współgra z prawem unijnym, będzie można je zmienić" - dodał.

Kovacs zaprzeczył również oskarżeniom, jakoby rząd Orbana naruszał standardy demokracji poprzez centralizację władzy. "Nie sądzę, że Węgry można by uznać za kraj niedemokratyczny w świetle jakiejkolwiek perspektywy" - powiedział mój rozmówca.

Na Węgrzech nasilają się antyeuropejskie nastroje
AFP

Z kolei Peter Gyorkos, ambasador Węgier przy UE, oświadczył, iż jest przekonany, że obecna sytuacja jego kraju we Wspólnocie nie ma związku z faktem, iż należy on do grona relatywnie nowych państw członkowskich Unii. "Wiem, że panuje tego rodzaju przekonanie, ale Węgry mają zaufanie do Komisji Europejskiej i europejskiego prawodawstwa" - mówił w Brukseli Gyorkos. Ambasador dodał również, że Budapeszt przeanalizuje stanowisko Komisji, a następnie zadecyduje o tym, czy zostanie ono zaakceptowane, czy też może zakwestionowane w części lub w całości. Niewykluczone, że rząd Orbana zwróci się z prośbą o podjęcie dalszych rozmów.

Wspomniany na początku przypadek Austrii, która za odmowę wprowadzenia żądanych zmian zapłaciła polityczną izolacją, skłonił UE do wprowadzenia nowej procedury, w myśl której prawo głosu kraju członkowskiego w unijnych instytucjach może zostać zawieszone, jeśli jego polityka narusza demokratyczny system wartości. O takie rozwiązanie apeluje kilkoro deputowanych do Parlamentu Europejskiego, między innymi Daniel Cohn-Bendit, współprzewodniczący frakcji Zielonych.

"Wąskie potraktowanie problemu przez Komisję Europejską mija się z celem" - czytamy w oświadczeniu Cohn-Bendita. "UE musi podjąć bardziej zdecydowane kroki w obronie zasadniczych wartości, które stanowią fundament Unii, i nie dopuścić do tego, by Węgry oddaliły się od demokracji."

Jose Manuel Barroso, przewodniczący KE, zajął jednak inne stanowisko: jak mówi, zależy mu na tym, aby "unijna legislacja było w pełni respektowana co do ducha i litery prawa".

"Węgry są kluczowym członkiem europejskiej rodziny" - napisał w swoim oświadczeniu Barroso. "Nie chcemy, aby towarzyszył im nawet cień wątpliwości co do poszanowania przez nie demokratycznych wartości".

Stephen Castle,

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska

(Śródtytuły pochodzą od redakcji INTERIA.PL)

Źródło informacji: New York Times International Herald Tribune

więcej o:
Węgry,
Viktor Orban,
UE,
Jose Manuel Barroso,
Lech Kaczyński,
Jarosław Kaczyński

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 22%
  • nie 78%
Ocen: 178
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe