Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

New York Times

"Zostając, wybrałabym śmierć"

Gwałciciel nie zawsze jest nieznajomym, który atakuje z ukrycia. Coraz częściej ma twarz męża lub partnera, z którym kobieta mieszka pod jednym dachem - pisze na łamach "The New York Times" Katrin Bennhold.

Gwałt "partnerski" często boli bardziej, niż gwałt, którego sprawcą jest obcy napastnik
Gwałt "partnerski" często boli bardziej, niż gwałt, którego sprawcą jest obcy napastnik /© Bauer

Musiała uciekać, by nie zginąć. Tamtej nocy znów została zgwałcona przez męża. Tym razem gwałt był jeszcze bardziej brutalny niż wszystkie, których doświadczyła przez piętnaście lat małżeństwa: została zgwałcona wielokrotnie; mąż dusił ją i groził, że ją zabije.

Uciekła wczesnym rankiem 23 marca 2008 roku. Pokonała klatkę schodową i podwórze. Wybiegła na ulicę i dopadła do taksówki. Dogonił ją, nim kierowca zdążył ruszyć z miejsca. Wyrwała się i biegła dalej. Wreszcie wpadła na posterunek policji.

- Kobieta musi być gotowa na to, by zostawić za sobą całe swoje życie, swoją tożsamość żony funkcjonującej w normalnej rodzinie - wspomina tamte chwile 43-letnia dziś kobieta. - Musi być gotowa nazwać człowieka, którego kiedyś kochała, gwałcicielem. Kiedyś zwyczajnie nie mogłam się na to zdobyć. Ale tamtej nocy wiedziałam, że zostając, wybrałabym śmierć.

Norwegia rywalizuje ze swoimi skandynawskimi sąsiadami o zaszczytny tytuł kraju, który najskuteczniej na świecie realizuje politykę równości płci. Wydaje się jednak, że równość ta kończy się na drzwiach sypialni. Nawet tutaj kobiety relacjonujące swoje przeżycia nie chcą ujawniać swojej tożsamości, obawiając się zemsty.

W Skandynawii przemoc seksualna wobec kobiet nosi znamiona charakterystyczne dla społeczeństw, w których zjawisko nierówności płciowej ma o wiele większą skalę. Do aktów tej przemocy dochodzi aż nazbyt często i są one rzadko zgłaszane, a tych, którzy się ich dopuszczają, jeszcze rzadziej spotyka kara wymierzona przez prawo. Wielowiekowe stereotypy dotyczące męskich przywilejów i współczesne wyobrażenia o emancypacji kobiet składają się na gruby mur milczenia, wstydu i prawnych niejednoznaczności.

Jak informuje niezależna organizacja The Secretariat of the Shelter Movement, aż jedna dziesiąta wszystkich Norweżek w wieku 15 lat i starszych pada w swoim życiu ofiarą gwałtu. Co najmniej 80 proc. tych przypadków nigdy nie staje się przedmiotem oficjalnego dochodzenia, a zaledwie 10 proc. kończy się wyrokiem skazującym dla sprawcy - wynika z danych norweskiego resortu sprawiedliwości. Najsilniejszym bastionem tego tabu pozostaje dom rodzinny, tradycyjnie uważany za sferę, w którą wymiar sprawiedliwości i państwo nie mają prawa ingerować.

- Ze statystyk wynika, że najbezpieczniejszym miejscem dla kobiety jest... ulica. Do większości gwałtów dochodzi w domu - mówi Tove Smaadahl, reprezentująca Shelter Movement. W ankiecie z 2005 r., przeprowadzonej przez Norweski Instytut Badań Miejskich i Regionalnych, aż 9 proc. Norweżek pozostających w stałych związkach przyznało się do tego, że w przeszłości padło ofiarą przemocy seksualnej.

- Nie, równość pomiędzy kobietami i mężczyznami nie istnieje - mówi Smaadahl - i nie nastanie, dopóki nie poradzimy sobie z problemem gwałtów w związkach.

Seks, małżeństwo i prawo

Gwałt małżeński przez całe wieki był uważany za pojęcie sprzeczne same w sobie. W wielu krajach prawo traktowało gwałt tak samo, jak kradzież cudzej własności. Z biegiem czasu prawna interpretacja tego czynu przesunęła się w kierunku naruszenia warunków "kontraktu", które dawało zgwałconej żonie możliwość zerwania umowy z uwagi na to, że honor jej rodziny został narażony na szwank. Wreszcie - aczkolwiek stosunkowo niedawno - dostrzeżone zostały kwestie przyzwolenia i prawa kobiety do decydowania o własnym ciele, którego złamanie stało się równoznaczne z popełnieniem przestępstwa.

Norwegia wciąż jednak pozostaje jednym ze 127 krajów świata (w gronie tym znajduje się 12 państw członkowskich UE), w których gwałt małżeński nie jest ustawowo uznawany za czyn zabroniony, wynika z informacji UN Women, jednostki ONZ do spraw kobiet. (...) Laura Turquet, główna autorka raportu UN Women dotyczącego sytuacji kobiet na świecie, uważa, że zdecydowana penalizacja gwałtu w związku małżeńskim jest sprawą kluczową, zarówno w wymiarze symbolicznym, jak i praktycznym. - Gwałt rzadko kiedy jest tym, za co przywykły go uważać społeczeństwa: przypadkowym aktem popełnionym przez nieznajomego wyskakującego z ukrycia - mówi. - Jednoznaczne stanowisko prawne w tej kwestii, poparte przejrzystymi procedurami, będzie wyraźnym sygnałem dla policji i sądów, że przemoc seksualna nigdy nie jest sprawą prywatną.

Brak oficjalnych i stwarzających pole do porównań danych mówi sam za siebie - zwłaszcza w przypadku UE, która skrupulatnie rejestruje wszystko, co tylko się da: od wypadków drogowych po liczbę magazynów obornika we wszystkich 27 krajach członkowskich. O ile przemoc domowa i handel ludźmi w ostatnich latach doczekały się większego nagłośnienia, gwałt i przemoc na tle seksualnym są problemami w dużej mierze zapomnianymi, wokół których narosło dodatkowo wiele nieporozumień, zauważa Liz Kelly, która na London Metropolitan University kieruje specjalną jednostką zajmującą się nadużyciami wobec dzieci i kobiet.

W przeciwieństwie do powszechnych wyobrażeń, gwałciciel jest zazwyczaj dobrze znany ofierze, a swój czyn popełnia najczęściej w domu lub mieszkaniu prywatnym. Świadczą o tym dane zebrane na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia. Z przeprowadzonych w 2009 r. w jedenastu europejskich krajach badań (których Liz Kelly jest współautorką) wynika, że do 61 proc. wszystkich gwałtów dochodzi właśnie w lokalach prywatnych, najczęściej będących miejscem zamieszkania ofiary lub sprawcy. W dwóch trzecich wszystkich przypadków podejrzani byli znani ofiarom, a w jednej czwartej gwałcicielem okazywał się obecny lub były partner kobiety. Wydaje się, że do uszkodzenia ciała ofiary podczas gwałtu znacznie częściej dochodzi wówczas, kiedy sprawcą jest tenże były lub obecny partner (odpowiednio 50 proc. i 40 proc., przy czym w przypadku gwałtu dokonanego przez nieznanego sprawcę odsetek ten wynosi 24 proc.).

Na uwagę zasługują też statystyki dotyczące kroków sądowych podejmowanych wobec gwałcicieli. Z cytowanego powyżej raportu dowiadujemy się, że w 2009 r. 40 proc. przypadków gwałtu, w których sprawca był ofierze nieznany, ale został przez nią zidentyfikowany w toku postępowania, trafiło do sądu, przy czym 70 proc. tych spraw zakończyło się wyrokiem skazującym. Ale już w przypadku gwałtów "partnerskich" skazanych prawomocnym wyrokiem zostało zaledwie 14 proc. podejrzanych. Wyroki zapadały najczęściej wobec podejrzanych będących imigrantami. - Świadczy to o tym, że im bardziej podejrzany pasuje do naszego stereotypowego wyobrażenia o gwałcicielu, tym większe prawdopodobieństwo, że zostanie on skazany - komentuje Liz Kelly.

Źródło informacji: New York Times International Herald Tribune

więcej o:
gwałt,
gwałt małżeński,
przemoc w rodzinie,
przemoc,
równouprawnienie,
Norwegia

Oceń artykuł:

zobacz ranking »
  • tak 51%
  • nie 49%
Ocen: 125
Zamknij

Dodatki

Warto przeczytać

 


Informacje dodatkowe