Afganistan - odliczanie trwa

Dzisiaj przedstawiciele Pakistanu starali się przekonać przywódców Talibów do wydania ukrywającego się w ich kraju saudyjskiego terrorysty Osamy bin Ladena, obarczanego odpowiedzialnością za zamachy na World Trade Center i Pentagon. Jeśli Talibowie w ciągu trzech dni nie wydadzą bin Ladena, muszą się liczyć z atakami odwetowymi przeprowadzonymi przez USA. Islamabad, obawiający się iż ewentualny atak odwetowy USA na siedziby terrorystów w Afganistanie może wywołać niepokoje w samym Pakistanie, usiłuje przekonać afgańskich Talibów, by wydali Osamę bin Ladena.

Przywódca talibów, mułła Mohammad Omar, zamierza zwrócić się do wielkiej rady uczonych islamskich (ulemów) o decyzję w sprawie ewentualnego wydania Osamy bin Ladena Stanom Zjednoczonym - Podało dzisiaj radio Szariat. Wg radia, Mohammad Omar poinformował przebywającą w Afganistanie delegację pakistańską, że rada ulemów z różnych regionów Afganistanu zbiera się jutro.

Reklama

Dotychczas o przebiegu rozmów delegacji pakistańskiej z przywódcami talibów i jej efektach dochodziły sprzeczne informacje.

Talibowie gotowi na wojnę

Rządzący Afganistanem talibowie skoncentrowali w pobliżu granicy z Pakistanem około 25 tysięcy żołnierzy. Gromadzą także na granicy z Pakistanem duże ilości broni, w tym rosyjskie rakiety typu Scud, poinformował przedstawiciel armii pakistańskiej. - Jesteśmy przygotowani bronić naszej ojczyzny. Granica pakistańska jest bardzo bezpieczna - zapewnił kapitan Ahmed Bahtii na posterunku w odległości 2,5 km od granicy z Afganistanem. Zapytany, czy sytuacja przypomina wojnę, Bahtti odpowiedział: - Oczywiście, ale to nie jest wypowiedziana wojna.

Bush: chcemy bin Ladena żywego lub martwego

Prezydent George W. Bush oświadczył dzisiaj, że Amerykanie chcą Osamy bin Ladena "żywego albo martwego". Afgańskim talibom doradził, żeby oświadczenie to potraktowali poważnie. Bush podkreślił, że pokłada wielką wiarę w gospodarce amerykańskiej i że w USA istnieją podstawy wzrostu.

Uzbekistan: może z naszego terytorium?

Uzbekistan, postradzieckie państwo środkowej Azji, które graniczy z Afganistanem twierdzi, że gotowe jest na szeroką współpracę ze Stanami Zjednoczonymi w zwalczniu międzynarodowych grup terrorystycznych. - Możemy dyskutować o każdej formie współpracy - powiedział minister spraw zagranicznych Uzbekistanu Abdulaziz Kamilov.

Kamilov nie wykluczył możliwości stacjonowania wojsk amerykańskich w Uzbekistanie. Kraj ten ma 100 kilometrową granicę lądową z Afganistanem. Wielu Uzbeków mieszka na terytorium Afganistanu i Uzbekistan wspierał działania opozycji afgańskiej , szczególnie zaś generała Dostuma, obawiając się rozprzestrzeniania wpływów islamistów na swoje terytorium. Podobne obawy żywi Tadżykistan, który ma jeszcze dłuższą granicę z Afganistanem. Tadżykistan wykluczył jednak możliwość zaangażowania się w konflikt i zapowiedział, że nie udostępni swojego terytorium ani przestrzeni powietrznej do działań przeciwko Talibom. Granica Tadżykistanu i Afganistanu jest strzeżona przez wojska rosyjskie.

Najpierw udowodnijcie mu winę przed szariatem

USA nie zażądały od Afgańskiego Talibanu wydania Osamy bin Ladena - twierdzi Abdul Salam Zaeef, ambasador Talibów w Pakistanie w wywiadzie dla irańskiej gazety Entekhab. Ambasador dodał, że ekstradycja bin Ladena jest możliwa dopiero jeśli udowodni mu sie winę przed islamskim sądem.

- Nie było żadnego kontaktu z Amerykanami w tej sprawie. Nie mamy też żadnych pośrednich sygnałów na ten temat. Ambasador dodał, że uważa iż każde oskarżenie musi być przez USA udowodnione sądownie. - Jeśli zostanie udowodnione przed sądem szariackim, że on to zrobił wtedy zostanie wydany władzom międzynarodowym - powiedział Zaeef.

Wezwał on Iran, który popierał poprzedni rząd fgański, obalony w 1996 roku przez talibów, by "stanęli za muzułmanami z Afganistanu" i ostrzegł, że pakistańska współpraca z USA będzie miała "wiele efektów".

Osama bin Laden jest nadal w Afganistanie

Osma bin Laden nie zdążył wyjechać z Afganistanu. Jak donosi dzisiejsza prasa saudyjska, ukrywa się on w podziemnym bunkrze na południu tego kraju. Mający 50 metrów głębokości bunkier, w którym kryje się Saudyjczyk, ma znajdować się w górach południowego Afganistanu, tuż obok Kandaharu. W mieście tym znajduje się główna kwatera Talibanu - organizacji skrajnych wyznawców islamu, kontrolujących 80-90 obszaru Afganistanu.

W obawie przed odwetowym atakiem amerykańskim, przywódcy afgańskich ortodoksów islamskich, rządzących na przeważającym obszarze Afganistanu, opuszczają Kabul. Przedstawiciele Talibanu wraz z rodzinami masowo uciekają z miasta na prowincję. Nie wiadomo jednak, czy czynią to na konkretne polecenie przywódcy talibów - mułły Mohammada Omara.

Kara dla rządu Talibów, a nie okupacja kraju

Amerykańscy analitycy wojskowi i podkreślają, że w wojnie z islamskimi terrorystami kluczową rolę odegrać mogą jednostki specjalne. Departament Obrony zapowiedział już, że operacja będzie długa i skomplikowana. - Prezydent Bush i jego doradcy mówiąc o akcji wojskowej mają na myśli ataki, które ukarzą rząd talibów i zachwieją jego władzą, nie zaś próbę okupacji kraju - pisze dzisiaj "The New York Times". Według gazety, plany operacji nie są jeszcze gotowe i żadne możliwości nie zostały wykluczone. Uderzenie miałoby na celu nie tylko zniszczenie instalacji bin Ladena, ale pokazanie innym krajom, które wspierają terroryzm, że cena tego jest bardzo wysoka.

150 osób na liście poszukiwanych przez FBI

Lista osób poszukiwanych przez amerykańską policję federalną (FBI) w ramach śledztwa po zamachach z 11 września zawiera już ponad 150 nazwisk - oświadczył wczoraj anonimowy funkcjonariusz FBI. Osoby, których nazwiska znajdują się na liście, nie są uważane za podejrzane, lecz poszukuje się je wyłącznie w celu przesłuchania.

Bush ostrzega przed kolejnymi zamachami

Prezydent USA George W. Bush ostrzegł wczoraj Amerykanów przed kolejnymi zamachami ze strony terrorystów, którzy we wtorek zniszczyli wielkie wieżowce nowojorskiego World Trade Center zabijając tysiące osób. - Musimy być czujni zważywszy na to, że ci złoczyńcy nadal istnieją - powiedział Bush po powrocie do Białego Domu z bazy w Camp David, gdzie spędził weekend na naradzie z głównymi współpracownikami. Bush wezwał także Amerykanów, żeby dzisiaj powrócili do pracy. Przyznał przy tym, że wtorkowa tragedia dotknęła amerykańską gospodarkę.

Najnowszy bilans ofiar

Agencja Associated Press dzisiaj rano przedstawia nowe, uaktualnione dane o liczbie ofiar ubiegłotygodniowych zamachów terrorystycznych w USA. Z danych tych wynika, że po zamach na World Trade Center w Nowym Jork w atakach 4.957 osób uznaje się za zaginione, potwierdzono zaś śmierć 190 ludzi. W porwanych samolotach użytch do ataków na WTC zginęło w sumie 157 osób. Liczba zabitych w wyniku zamachy na Pentagon w Waszyngtonie szacowana jest na 188 osób. Na pokładzie samolotu American Airlines (lot 77) zginęły tam 64 osoby. Na pokładzie samolotu United Airlines (lot 93), który rozbił się w Pennsylvanii zginęło 44 osoby.

Ruszyła nowojorska giełda

Po raz pierwszy od wtorkowych zamachów w Stanach Zjednoczonych ruszyła dzisiaj Wall Street. Była to najdłuższa przerwa w funkcjonowaniu amerykańskiej giełdy od czasu I wojny światowej. - Kierunek, w jakim pójdzie światowa gospodarka, w dużej mierze zależy od tego, co się dziś stanie na amerykańskiej giełdzie - uważają eksperci. Już od początku dzisiejszej sesji indeksy zanotowały spadek.

Otwarcie giełdy rozpoczęło się od dwóch minut ciszy dla uczczenia ofiar zamachu.

RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje