Komisja ds. nacisków - 8 pierwszych świadków

Szef CBA Mariusz Kamiński i siedmioro prokuratorów ze sprawy Tomasza Lipca - to pierwsi świadkowie, o wezwaniu których zdecydowała w poniedziałek sejmowa komisja śledcza ds. nacisków władz na śledztwa dotyczące polityków.

Płk Jerzy Stachowicz pozostanie jej ekspertem, a komisja zwróci się o informacje prokuratury ws. kolejnych śledztw.

Reklama

Za wezwaniem Kamińskiego opowiedzieli się wszyscy członkowie komisji, ale w sprawie wezwania na świadków prokuratorów prowadzących i nadzorujących śledztwo korupcyjne przeciwko b. ministrowi sportu Tomaszowi Lipcowi, od głosu wstrzymali się reprezentanci PiS Arkadiusz Mularczyk i Jacek Kurski. Wszyscy pozostali byli za.

Zdecydowano o wezwaniu prowadzących postępowania prokuratorów: Damiana Grzesiaka, Michała Szulery, Radosława Wasilewskiego, Ryszarda Pęgala, Barbary Koszałki, Tomasza Radtke i Elżbiety Janickiej - b. szefowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która śledztwa nadzorowała i obecnie ma postępowanie dyscyplinarne.

Jest ono związane z tym, że 15 października ub. roku - przed wyborami parlamentarnymi - wstrzymała postanowienie prokuratury o zatrzymaniu Lipca i przedstawieniu mu zarzutów. Komisja postanowiła też w poniedziałek wystąpić do prokuratury o akta kolejnych kilkunastu śledztw, co do których mogą być podejrzenia o wywieranie nacisków.

Oprócz śledztwa dotyczącego korupcji w Centralnym Ośrodku Sportu, o którą podejrzany m.in. jest Tomasz Lipiec - b. minister sportu w rządzie PiS (a także wielu innych działaczy sportowych), komisja wystąpiła też do prokuratury o kopie akt głównych i podręcznych kilkunastu innych postępowań.

Komisja nie uwzględniła też wniosku Mularczyka o usunięcie z grona ekspertów b. oficera SB, UOP i ABW płk Jerzego Stachowicza. Chciał on usunięcia go z funkcji doradcy komisji, powołując się na media, które ujawniły, że płk Stachowicz brał "czynny udział" w aresztowaniu działaczy opozycji w PRL. Jako taki - według Mularczyka - "wspierał system totalitarny", dlatego dziś nie daje należytej rękojmi, nie może być obdarzony zaufaniem i może nie być bezstronny.

Mularczyk wskazał, że b. działacze Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela zawiadomili IPN o "niegodziwościach", jakich Stachowicz miałby się dopuścić w ich sprawie. Jacek Kurski (PiS) pytał też Jana Widackiego, który Stachowicza rekomendował na eksperta komisji, czy Widacki - jako wiceszef MSW - "miał udział w weryfikowaniu" Stachowicza.

- Nie miałem. On był weryfikowany w Krakowie, więc weryfikował go pański kolega partyjny Zbigniew Wassermann. Może pan go zapytać, dlaczego pana Stachowicza zweryfikował - odparł Widacki, który uważa, że "niegodziwością jest wyciąganie spraw po kilkunastu latach". Ironizował też, że "moralne wyczulenie PiS nie było tak duże", gdy w komisji śledczej ds. PKN Orlen doradcą Wassermanna był "wieloletni funkcjonariusz komunistycznych służb" Bogdan Libera.

Szef komisji Andrzej Czuma (PO), wieloletni działacz opozycji antykomunistycznej w PRL i założyciel ROPCiO - wyrażając "szacunek dla cierpienia" wszystkich opozycjonistów - powiedział, że jest "zdumiony tym, iż dopiero teraz zgłasza się zastrzeżenia" do Stachowicza, zamiast robić to wcześniej. Przytoczył też opinie szefów UOP i ABW o Stachowiczu, które od 1990 do 2005 r. były bardzo dobre - był on nawet nagradzany. Dlatego - jak wyjaśnił - jest przeciw wyłączaniu Stachowicza z grona ekspertów komisji.

- A co jeśli ekspertowi komisji IPN postawi zarzut? - pytał Mularczyk. - Wtedy będziemy myśleć. Nikt nie jest nieomylny. Nawet papież mianując biskupa nie wiedział o tym, co się okazało później, że był agentem bezpieki - odpowiedział mu Czuma. Za wnioskiem o wyłączenie Stachowicza ze składu doradców komisji byli tylko Kurski i Mularczyk. Czterech członków komisji było przeciw, wstrzymał się wiceszef komisji Mieczysław Łuczak (PSL).

Sebastian Karpiniuk (PO) wniósł natomiast o przedstawienie komisji przez Prokuraturę Okręgową w Płocku pisemnej informacji na temat śledztwa w sprawie bezprawnego zapoznania się prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z aktami śledztwa paliwowego.

Media ujawniły, że na przełomie lat 2005-06 prowadzący śledztwo paliwowe prok. Wojciech Miłoszewski z Krakowa został zawieziony przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę do gabinetu szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego (premierem był wtedy Kazimierz Marcinkiewicz) i zapoznawał go tam ze szczegółami tego śledztwa - m.in. zeznaniami b. wiceministra w rządzie Waldemara Pawlaka, Krzysztofa B., który wymieniał w nich wiele nazwisk polityków i biznesmenów. Ziobro twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

Mularczyk i Jacek Kurski (PiS) protestowali przeciwko mówieniu, że J. Kaczyński został zapoznany z protokołami przesłuchań świadków w tym śledztwie bezprawnie. - Był on członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego - podkreślał Kurski. "Przedwczesna ta mowa obrończa" - ironizował Jan Widacki (Demokraci). - Nie widzi pan różnicy między zapoznaniem ze stanem śledztwa całej Rady Bezpieczeństwa Narodowego in gremio, a pokazaniem dokumentów jednej osobie, w gabinecie prezesa PiS - pytał Kurskiego Karpiniuk. Ostatecznie komisja zwróciła się do prokuratury o informacje w tej sprawie. Kurski i Mularczyk wstrzymali się od głosu. Komisja zakończyła na tym posiedzenie.

Komisja śledcza ds. nacisków na służby specjalne, która powstała z inicjatywy PO, ma zbadać sprawę zarzutu nielegalnego wywierania wpływu przez członków rządów, komendanta głównego policji, szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, na funkcjonariuszy policji, CBA oraz ABW, prokuratorów i osoby pełniące funkcje w organach wymiaru sprawiedliwości w celu wymuszenia przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków.

Pełna jej nazwa brzmi: Komisja Śledcza do zbadania sprawy zarzutu nielegalnego wywierania wpływu przez członków Rady Ministrów, Komendanta Głównego Policji, Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na funkcjonariuszy policji, CBA oraz ABW, prokuratorów i osoby pełniące funkcje w organach wymiaru sprawiedliwości w celu wymuszenia przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków w związku z postępowaniami karnymi oraz czynnościami operacyjno- rozpoznawczymi w sprawach z udziałem lub przeciwko członkom Rady Ministrów, posłom na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej i dziennikarzom, w okresie od 31 października 2005 roku do 16 listopada 2007 r.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje