Koniec Ahmadineżada. Wiadomo, kto ma szanse zająć jego miejsce

Zakończyły się wybory prezydenckie w Iranie. Mieszkańcy tego kraju wybierali następcę kontrowersyjnego Mahmuda Ahmadineżada, który kończy drugą kadencję i nie może ponownie ubiegać się o urząd.

Głosowanie miało trwać do 15.30 polskiego czasu ale było trzykrotnie przedłużane i ostatecznie zakończyło się 5 godzin później. Państwowe media twierdzą, że frekwencja była bardzo duża. Powszechnie uważa się, że o wyniku wyborów zdecydują tak naprawdę rządzący Iranem konserwatywni ajatollahowie, a prezydentem zostanie osoba całkowicie im posłuszna. 


Do walki o urząd prezydenta Iranu chciało stanąć niemal 700 osób, ale Strażnicy Rewolucji skreślili z list większość chętnych i zostawili wyłącznie sześciu kandydatów. W tym gronie nie było żadnego przedstawiciela opozycji. Eksperci twierdzą, że największe szanse na zwycięstwo ma były negocjator nuklearny Said Dżalili, który jest bezwzględnie oddany ajatollahom. Irańska noblistka Shirin Ebadi nie ma wątpliwości, że to właśnie ajatollahowie zdecydują o wynikach głosowania, ale nie wyklucza, że część Irańczyków może się zbuntować. "Te wybory nie są wolne, a ostateczna decyzja należy do ajatollaha Chameneiego. 

Ale w mojej opinii, wybory same w sobie nie są aż tak istotne, jak to, czy ludzie, tak jak cztery lata temu wyjdą na ulice, czy też nie" - dodaje noblistka. Cztery lata temu po wygranych przez Mahmuda Ahmadineżada wyborach doszło do ulicznych manifestacji i starć z siłami bezpieczeństwa. Władzom udało się jednak stłumić bunt, a od tamtego czasu większość opozycyjnych liderów siedzi w aresztach domowych. Analitycy uważają, że wynik wyborów nie zmieni irańskiej polityki atomowej, a Teheran nadal będzie dążył do wyprodukowania broni nuklearnej. Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/IRNA/eurovision/nyg 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje