Macierewicz: Komorowski wymusił dymisję

Antonii Macierewicz powiedział, że jego odejście z funkcji przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej WSI zostało wymuszone stanowiskiem marszałka Bronisława Komorowskiego. Orzekł on, że nie można łączyć funkcji przewodniczącego członka komisji weryfikacyjnej z mandatem posła.

Kancelaria Prezydenta poinformowała, że b. premier Jan Antoni Macierewicz uważa, że jego odejście z funkcji szefa Komisji Weryfikacyjnej WSI zostało wymuszone stanowiskiem marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego o niemożności łączenia funkcji w komisji z mandatem posła. Prezydent Lech Kaczyński podjął decyzję b. premier Jan Olszewski zastąpi Antoniego Macierewicza.

Reklama

- Olszewski jest niewątpliwie najlepszym kandydatem, także dlatego, że towarzyszył pracy komisji weryfikacyjnej(...) jest w stanie ocenić w sposób miarodajny i obiektywny pracę ludzi z b. WSI - powiedział dziennikarzom Macierewicz oceniając swojego następcę.

Macierewicz dodał, że ma stanowisko ekspertów senackich z ubiegłej kadencji, mówiące, iż komisja weryfikacyjna nie jest częścią administracji rządowej. - Mam powody domniemywać, że to kwestionowanie związane jest ze zmianą ekipy podejmującej decyzje i w związku z tym zmianą interpretacji przepisów prawa - dodał Macierewicz.

Podkreślił, że "przez ubiegły cały rok jeden z posłów pełnił równocześnie funkcję członka komisji weryfikacyjnej i nikomu nie przyszło do głowy, żeby kwestionować jego mandat poselski". Macierewicz nie ujawnił nazwiska posła; skład komisji nigdy nie został oficjalnie ogłoszony.

Na pytanie, dlaczego nie zrezygnował z mandatu posła, Macierewicz odpowiedział, że zaufało mu ponad 40 tys. wyborców, którzy głosowali "w dobrej wierze, że będę ich reprezentował". Zaznaczył, że gdyby wcześniej była ekspertyza, że nie można łączyć tych funkcji, to by nie kandydował.

Jak mówił Macierewicz, do komisji weryfikacyjnej oświadczenia złożyło 2177 żołnierzy b. WSI, 1168 oświadczeń wzbudziło wątpliwości komisji. 130 osób zostało przez komisję ocenionych negatywnie, a 639 pozytywnie, a wobec 78 osób trwa wystawianie ocen. Do wysłuchania pozostało 320 żołnierzy. - Ta statystyka jest przedstawiana, żeby pokazać jaki ogrom pracy spadnie jeszcze na premiera Olszewskiego (...) wiele spraw jest dopiero w trakcie realizacji, wiele wymaga uporządkowania - dodał.

Dziękując swoim współpracownikom za "ciężką i niebezpieczną" pracę, Macierewicz powiedział, że efektem pracy komisji jest podsumowanie zawarte w 400-stronicowym raporcie, ujawnionym przez prezydenta w lutym, oraz w jego ok. 800-stronicowym uzupełnieniu, przekazanym w poniedziałek prezydentowi.

Uzupełnienie, jak dodał, skupia się na przestępstwach związanych z gospodarką i "pokazuje zakres patologii w gospodarce, w której ponad tysiąc najważniejszych struktur gospodarczych w Polsce jest przejętych, kierowanych przez agenturę wywodzącą się z dawnych Wojskowych Służb Wewnętrznych i z II Zarządu Sztabu Generalnego" (czyli służby specjalne wojska w PRL; WSI powstały w 1991 r.).

Dodał, że w uzupełnieniu do raportu "występują nazwiska wielu ministrów obrony narodowej, ponieważ szefowie MON mają ustawowy obowiązek nadzoru i bezpośredniej kontroli pracy operacyjnej".

Pytany, czy będzie członkiem sejmowej speckomisji, Macierewicz powiedział, że jest to pytanie do Sejmu, gdyż komisja ds. służb specjalnych jest powoływana w głosowaniu przez Sejm.

Komisja weryfikacyjna sprawdza prawdziwość oświadczeń b. żołnierzy WSI, którzy chcieli pracować w nowych służbach - Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i Służbie Wywiadu Wojskowego. Mieli oni napisać, czy wiedzieli o jakichś przestępstwach WSI lub sami w nich uczestniczyli. Za zatajenie prawdy lub podanie nieprawdy w takim oświadczeniu grozi do 8 lat więzienia.

Dowiedz się więcej na temat: odejście | WSI | Macierewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy