Matka i asystentka rodziny oskarżone ws. utonięcia 4 dzieci

Przed sądem stanie 37-letnia matka czwórki dzieci, które latem ub. roku utonęły w Warcie koło Działoszyna (Łódzkie). Obok niej na ławie oskarżonych zasiądzie także 30-letnia asystentka rodziny. Prokuratura oskarżyła kobiety o nieumyślne spowodowanie śmierci dzieci.

Obu kobietom grożą kary do pięciu lat pozbawienia wolności. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do pajęczańskiego oddziału Sądu Rejonowego w Wieluniu - powiedział we wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sieradzu Józef Mizerski.

Reklama

Wieluńska prokuratura zarzuciła matce dzieci 37-letniej Beacie B. i asystentce rodziny 30-letniej Ilonie B. m.in., że dopuściły do kąpieli dzieci bez rozeznania terenu, pomimo braku zdolności pływackich i dopuściły do przebywania w rzece większej liczby dzieci niż mogły dozorować. Według prokuratury kobiety nie przyznały się do zarzucanych czynów i odmówiły składania wyjaśnień.

Do tragedii doszło 6 sierpnia ub. roku w Trębaczewie w okolicach Działoszyna. Jak ustalono, 36-letnia matka wypoczywała wraz z piątką swych dzieci i asystentką rodziny z opieki społecznej na dzikim kąpielisku nad Wartą. Nurt rzeki porwał czworo kąpiących się dzieci - dwie dziewczynki: 7-letnią Hanię i 11-letnią Kasię oraz ich dwóch braci - 14-letniego Mieczysława i o rok starszego Andrzeja.

Tego samego dnia wyłowiono z rzeki trójkę rodzeństwa - niestety, mimo reanimacji nie udało się ich uratować. Ciało 14-latka odnaleziono dwa dni później niespełna pół kilometra od miejsca tragedii.

Matka dzieci była trzeźwa. Rodzina była pod opieką Ośrodka Pomocy Społecznej ze względu na trudną sytuację materialną; miała przyznaną asystentkę rodziny, której zadaniem było m.in. pomoc w opiece nad dziećmi. Kobieta była razem z rodziną nad rzeką. Zeznała, że w chwili tragedii opiekowała się na brzegu najmłodszym dzieckiem.

Matka dzieci, ze względu na stan zdrowia, została przesłuchana dopiero po kilku tygodniach od tragedii. Według śledczych kobieta zeznała wówczas, że tego dnia dzieci bardzo chciały wykąpać się w rzece, że w miejscu dzikiego kąpieliska było płytko i nie zdawała sobie sprawy, że w pewnej odległości od brzegu jest znacznie głębiej. Próbowała ratować dzieci, ale sama musiała trzymać się gałęzi, bo nurt rzeki był zbyt silny.

Powołany przez prokuraturę biegły z zakresu ratownictwa wodnego, bezpieczeństwa osób pływających i uprawiających sporty wodne stwierdził, że kobiety przed dopuszczeniem dzieci do kąpieli nie dokonały rozeznania terenu i warunków panujących w Warcie, poprzez chociażby rozmowę z osobami, które przebywały w pobliżu.

Biegły stwierdził także, że opiekunki nie zapewniły dzieciom indywidualnych zabezpieczeń, czyli tzw. rękawków do nauki pływania, nie sprawdziły umiejętności pływackich dzieci oraz dopuściły do przebywania w rzece jednocześnie większej liczby dzieci, niż mogły dozorować. Zdaniem biegłego jedna osoba powinna dozorować maksymalnie dwoje dzieci i przebywać poniżej miejsca ich kąpieli - czyli dzieci powinny znajdować się między brzegiem a opiekunami.

- Natomiast matka dzieci Beata B. sama znajdowała się w wodzie z czwórką dzieci, a asystentka rodziny w tym czasie przebywała na brzegu i w ogóle nie obserwowała kąpiących się - wyjaśnił prok. Mizerski.

Śledczy oskarżyli obie kobiety o nieumyślne spowodowanie śmierci dzieci. Biegli psychiatrzy stwierdzili, że matka ma ograniczoną poczytalność, ale - według prokuratury - nie wyłącza to jej odpowiedzialności i może stanąć przed sądem.

Warta w miejscu utonięcia dzieci jest szeroka i dość głęboka, jednak wielu okolicznych mieszkańców od lat korzystało z tego dzikiego kąpieliska.

Dowiedz się więcej na temat: tragiczne utonięcie 4 dzieci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy