"Niebezpieczne kłamstwa", czyli ucieczka przed gangsterem

Po tym jak byłam świadkiem groźnego przestępstwa, zostałam objęta programem ochrony świadków i wysłana do spokojnego miasteczka na końcu świata. Moje życie rozpadło się na milion kawałków – mówi Stella. To nie jest jej prawdziwe imię. A Thunder Basin w Nebrasce nie jest jej prawdziwym domem…

- Nie potrafię się tu odnaleźć. Miałam rozpocząć ostatni rok liceum. Miałam być z chłopakiem, którego kocham, ale zostaliśmy rozdzieleni. Teraz w moim życiu pojawił się ktoś inny - czy mogę mu zaufać? Coraz trudniej jest mi ukrywać uczucia. Coraz trudniej jest też kłamać. Im bardziej czuję się bezpieczna, tym większe grozi mi niebezpieczeństwo - opowiada dziewczyna.

Reklama

Stella jest bohaterką książki pt. "Niebezpieczne kłamstwa". Jej autorką jest Becca Fitzpatrick, znana czytelnikom z bestsellerowej sagi "Szeptem". Dla naszych internautów mamy kilka egzemplarzy jej powieści.

Najpierw polecamy jednak lekturę fragmentu "Niebezpiecznych kłamstw".

***

Gwałtowne pukanie zatrzęsło drzwiami pokoju hotelowego. Leżałam całkowicie nieruchomo na łóżku, skórę miałam rozgrzaną i lepką od potu. Reed przyciągnął mnie do siebie. I to by było na tyle, jeśli chodzi o nasze dziesięć minut, pomyślałam.

Starałam się nie rozpłakać, gdy przytulałam głowę  do ciepłej szyi Reeda. Chłonęłam umysłem każdy  szczegół, próbując utrwalić tę chwilę, aby móc  ją później - długo po tym, jak mnie  zabiorą - w nieskończoność odtwarzać w pamięci.

Nagle naszło  mnie szalone pragnienie, żeby z nim uciec. Z pokoju, w którym mnie  trzymali, widać  było alejkę otaczającą motel. Ale gdzie mielibyśmy się ukryć  albo jak uniknęlibyśmy końca na dnie rzeki Delaware z przywiązanymi do nóg cementowymi pustakami?

Pukanie stawało się coraz bardziej natarczywe. Wtulając głowę  w moje  ramię, Reed odetchnął głęboko. On też starał się zapamiętać tę chwilę.

- Pokój jest prawdopodobnie na podsłuchu - szepnął tak  delikatnie, że wzięłam to niemal za  westchnienie. - Powiedzieli, dokąd cię zabierają?

Pokręciłam głową, a na jego pokrytej ranami i opuchniętej twarzy pojawił się wyraz rozczarowania.

- No tak,  mnie  też nic nie zdradzili.

Reed obrócił się ostrożnie, ponieważ całe ciało miał poobijane, i klęknąwszy, zaczął  przesuwać dłońmi  wzdłuż wezgłowia łóżka. Wysunął szufladę  stolika nocnego i przekartkował  leżącą w środku Biblię.  Zajrzał  też  pod materac.

Nic. Ale pokój na  pewno znajdował się na  podsłuchu. Nie ufali nam  na tyle,  by sądzić, że nie będziemy rozmawiać o tamtej nocy,  choć moje zeznanie to ostatnia rzecz, o jakiej teraz  myślałam. Po tym wszystkim, co zgodziłam się dla nich  zrobić, nie mogli mi dać nawet dziesięciu minut  na osobności z  moim  chłopakiem, zanim znowu nas  rozłączą.

- Jesteś na mnie zły? - zapytałam szeptem.

Reed tkwił w tym bagnie  przeze mnie i przez  moją matkę. To właśnie jej kłopoty zrujnowały mu życie i zniszczyły przyszłość. Jak mógł więc nie czuć do mnie choć odrobiny urazy?  Jego wahanie wywołało we mnie głęboką, bezgraniczną złość  na matkę.

- No co ty - odparł  wreszcie łagodnie, lecz stanowczo. - Nie mów tak. Nic się nie zmieniło. Będziemy razem. Jeszcze nie teraz, ale wkrótce.

Odetchnęłam z ulgą.  Nie powinnam była w niego  wątpić. Reed był tym jedynym. Kochał mnie i właśnie po raz kolejny dowiódł, że mogę  na nim polegać.

W zamku zazgrzytał klucz.

- Nie zapomnij o naszym koncie mailowym - Reed szepnął mi pośpiesznie do ucha.

Wymieniliśmy się spojrzeniami. Delikatnym skinieniem głowy  dałam mu  znać, że rozumiem.

Później  objęłam Reeda tak mocno, że niemal pozbawiłam go tchu.  Puściłam go dokładnie w chwili, gdy zastępca szeryfa  Price otworzył drzwi. Za jego plecami  zobaczyłam dwa czarne sedany buicki  stojące  na  parkingu z włączonymi  silnikami.

Price obrzucił nas  oboje  wzrokiem.

- Czas ruszać.

Drugi z zastępców, którego nie kojarzyłam, wyprowadził Reeda  z pokoju. Obejrzawszy się  raz  jeszcze za siebie, Reed posłał  mi długie  spojrzenie. Próbował się uśmiechnąć, ale był zbyt zdenerwowany i zdołał unieść tylko kącik ust.  Był zdenerwowany. Serce zaczęło mi gwałtownie bić. A więc teraz  albo nigdy.  To ostatnia okazja  do ucieczki.

- Reed! - zawołałam.

Ale on już siedział w samochodzie. Za przyciemnioną szybą nie mogłam dojrzeć jego twarzy. Samochód wyjechał  z parkingu i przyśpieszył. Dziesięć  sekund później całkowicie zniknął mi  z  pola  widzenia. Dopiero wtedy moje  serce  zaczęło walić  jak oszalałe. A więc to się dzieje naprawdę.

Ścisnęłam mocno palcami rączkę mojej walizki. Nie byłam  na  to jeszcze gotowa. Nie  umiałam opuścić jedynego znanego mi miasta. Moich przyjaciół, mojego  domu, mojej  szkoły...  oraz  Reeda.

- Na  początku zawsze jest najtrudniej - odezwał się Price, wyprowadzając mnie  delikatnie za łokieć  na zewnątrz. - Spójrz  na to w ten  sposób. Masz  szansę rozpocząć nowe życie, stworzyć siebie od zera. Nie myśl na razie o  procesie. Nie będziesz musiała oglądać  Danny’ego Balando przez  wiele miesięcy, może nawet lat. Jego prawnicy zrobią  wszystko, by jak najdłużej opóźnić sprawę. Widziałem  już rozmaite wymówki, za  pomocą których obrona odwleka proces, od zagubionej karty  opłat  drogowych po korki  na autostradzie.

- Opóźnić sprawę? - powtórzyłam niczym echo.

- Opóźnienia prowadzą do uniewinnienia. Taka jest generalna zasada. Ale nie tym  razem. Dzięki  twoim  zeznaniom Danny Balando na pewno pójdzie siedzieć. - Price ścisnął  moje  ramię  z przekonaniem. - Ława przysięgłych ci uwierzy. Czeka  go dożywocie bez  możliwości warunkowego zwolnienia, możesz być tego pewna.

- I przez  cały czas trwania procesu pozostanie w areszcie? - spytałam z niepokojem.

- Został zatrzymany bez prawa do kaucji.  Nic nie może ci zrobić.

Ukrywając się przez  minione siedemdziesiąt dwie  godziny  w pokoju hotelowym w oczekiwaniu, aż diler mojej matki  zostanie oskarżony o morderstwo pierwszego stopnia,  a także  posiadanie i handel dużymi ilościami narkotyków, sama  czułam się niemal jak więzień.

Przez  ostatnie trzy  dni  nieustannie pilnowało mnie dwóch agentów biura  szeryfa: dwóch rano, kolejna para po południu i jeszcze dwóch na nocnej zmianie. Nie wolno  mi było  ani  nigdzie  dzwonić, ani  odbierać telefonów. Skonfiskowano mi  wszystkie urządzenia elektroniczne. Miałam do dyspozycji tylko skromną garderobę składającą się  z niepasujących do  siebie ubrań, które  zastępca szeryfa zdążył zabrać z mojej szafy. A teraz  jako  kluczowy świadek w federalnej sprawie karnej czekającej na  swój finał w sądzie - jako  że Danny Balando nie przyznał się do popełnienia stawianych mu zarzutów - miałam zostać przeniesiona do ostatecznego miejsca  zesłania. Lokalizacja: nieznana.

- Dokąd mnie zabieracie? - spytałam. Price odchrząknął.

- Do Thunder Basin w Nebrasce.

W jego  głosie  słychać było  lekko  przepraszający ton, który w zasadzie zdradził mi wszystko, co musiałam wiedzieć.  To był bardzo kiepski układ. Pomagałam im wysłać za kratki  groźnego przestępcę, a w zamian miałam zostać wysłana poza  granice  cywilizowanego świata.

- A gdzie trafi Reed?

- Wiesz, że nie mogę ci tego powiedzieć.

- To mój chłopak.

- W ten sposób dbamy o bezpieczeństwo świadków. Wiem,  że to nie jest dla ciebie  łatwe, ale wykonujemy tylko naszą pracę. Załatwiłem wam  dziesięć minut, o które prosiłaś. Wiele mnie  to kosztowało. Ostatnia rzecz, jakiej życzyłby sobie sędzia, to żebyście wpływali nawzajem na swoje  zeznania.

Zostałam zmuszona do rozstania ze swoim chłopakiem, a Price oczekiwał jeszcze ode mnie podziękowań.

- A co z moją mamą? - zapytałam wprost, bez  cienia emocji.

Price potoczył należącą do mnie  walizkę na tył buicka, starając się unikać mojego  wzroku.

- Została skierowana na  odwyk. Nie mogę ci powiedzieć  gdzie, ale  jeśli się postara, będzie mogła  dołączyć do ciebie  pod koniec  wakacji.

- Oboje wiemy, że nie mam na to ochoty, więc darujmy sobie  te gierki.

Price nie ciągnął  już dalej  tego tematu.

Jeszcze nie wstał świt, a mnie -  choć byłam tylko w  szortach i koszulce bez rękawów -  już oblewał pot z gorąca. Ciekawe, jak musiał się czuć Price w dżinsach i koszuli z długimi rękawami. Nie widziałam broni w przewieszonej przez  ramię  kaburze, ale wyczuwałam jej obecność. Przypominała mi o tym, że zagrożenie wcale nie minęło. I nie miałam pewności, czy w ogóle kiedykolwiek to nastąpi.

Danny Balando nie przestanie mnie szukać. On wprawdzie siedział w więzieniu, ale reszta członków jego kartelu narkotykowego przebywała na wolności. Każdy z nich za odpowiednią opłatę  wykonałby jego zlecenie. Balando mógł  liczyć  jedynie na to, że zabije mnie, zanim zdążę złożyć  zeznania w sądzie.

Wsiedliśmy do buicka i Price podał  mi paszport, w którym widniało obce  nazwisko.

- Nie możesz tu wrócić, Stello. Już nigdy.

Dotknęłam czubkami palców szyby. Wyjeżdżając przed świtem z Filadelfii, minęliśmy piekarnię. Chłopak w fartuchu uwijał się z miotłą przed wejściem. Myślałam, że może podniesie głowę,  przerwie zamiatanie i odprowadzi mnie wzrokiem, ale on był zbyt zajęty  pracą. Nikt nie wiedział, że stąd wyjeżdżam.

W tym właśnie problem.

Ulice były puste  i asfalt lśnił czernią po niedawnym deszczu. Słyszałam wodę rozpryskującą się pod  kołami samochodu i próbowałam zachować coś z tej chwili  w pamięci. To był mój dom. Jedyne znane mi miejsce. Opuszczając je, czułam się,  jakbym rezygnowała z czegoś  tak niezbędnego do życia  jak powietrze. Nagle  zaczęłam się zastanawiać, czy jestem  w stanie to zrobić.

- Nie mam na imię Stella - odezwałam się  wreszcie.

- Zazwyczaj pozwalamy świadkom zatrzymać ich pierwsze imię,  ale  twoje jest dość rzadkie - wyjaśnił Price. - Przedsięwzięliśmy więc dodatkowe środki  bezpieczeństwa. Twoje nowe  imię brzmi podobnie do starego, to powinno pomóc  ci się do niego  przyzwyczaić.

Stella  Gordon. Stella, Stella, Stella.  Powtarzałam to w głowie  tyle razy, aż sylaby wreszcie się ze  sobą połączyły. Nienawidziłam tego imienia.

Buick przyśpieszył i wyjechaliśmy na autostradę międzystanową. Po chwili zobaczyłam drogowskazy na lotnisko i ostry  ból  ścisnął  mi  klatkę  piersiową. Mój samolot  odlatywał za  cztery  godziny. Trudno mi się oddychało,  powietrze nie chciało  wpłynąć do płuc,  miałam wrażenie, jakby  zamieniło się w ciężką bryłę.  Wytarłam dłonie  o uda.

Zupełnie nie czułam, że to nowy początek. Odwróciłam głowę, aby jak najdłużej widzieć światła Filadelfii.  Gdy wreszcie zostawiliśmy je za sobą  w oddali, poczułam się, jakby  moje  życie dobiegło końca.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje