Ojciec zaginionego na Kazbeku: Oni na pewno gdzieś tam żyją… I czekają na pomoc

Ratownicy na pewno robią wszystko, co mogą. To są ludzie gór, pasjonaci - tacy jak nasi synowie… My wierzymy, że jeszcze jest czas - podkreśla w dramatycznej rozmowie z reporterem radia RMF FM Włodzimierz Wojewodzic. W ubiegłym tygodniu jego syn Bartek zaginął wraz z dwoma kolegami na górze Kazbek na Kaukazie.

Włodzimierz Wojewodzic: Ciała naszych synów nadal są w górach... Obecnie nie ma możliwości kontynuowania poszukiwań, chyba że jeszcze dzisiaj pogoda się poprawi. Okazuje się, że ciało trzeciego chłopaka, trzeciego z naszych synów również jest pod szczytem...

Reklama

Maciej Grzyb: Nie zostało przetransportowane na dół.

  - Według informacji z wczoraj, z wieczora i z dzisiaj, potwierdzonych przez konsula, niestety nie. Jest to informacja od konsula z Gruzji  - na prośbę rodziców - po weryfikacji danych przekazywanych od czwartku ubiegłego tygodnia.

Czy te informacje, które stamtąd, z Gruzji, docierają, są pełne i wystarczające dla państwa?

  - Każda informacja dla nas jest ważna, aczkolwiek teraz mamy wrażenie, że mogłyby być rzetelniejsze i pełniejsze.

Akcja poszukiwawcza, ratownicza jest według państwa dobrze prowadzona?

  - Tego nie wiemy, ale na pewno ratownicy robią wszystko, co mogą. To są ludzie gór, oni wiedzą, co robią. To są zawodowcy z powołaniem, pasjonaci - tacy jak nasi synowie... Oni na pewno zrobiliby wszystko, żeby ich uratować...

Ale te działania są według pana wystarczające?

  - Tego nie wiemy. Mamy wrażenie, że może nie. Dlatego chcemy prosić wszystkich, którzy mogą w tej sprawie coś zrobić, żeby pomogli tą akcję wzmocnić, przyspieszyć... żeby zdążyć jak najszybciej, może oni jeszcze tam żyją... Oni na pewno jeszcze gdzieś tam są i czekają na nas, na pomoc, ale trzeba naprawdę wielkiego zaangażowania, żeby im pomóc... jak najszybciej.

Czasu jest coraz mniej.

  - Mam nadzieję, że jeszcze jest. My wierzymy, że jeszcze jest czas, tylko błagamy, żeby nam pomóc... jak najszybciej wznowić akcję.

Kogo państwo prosicie o pomoc, o to, żeby ta akcja przebiegała trochę inaczej, trochę sprawniej?

  - Wszystkie osoby w naszym kraju, które potrafią, mają możliwości, mają wiedzę i potencjał, żeby zrobić wszystko, co się da, żeby znaleźć nasze dzieci i sprowadzić je do kraju. Przecież jesteśmy takim silnym krajem, tak dużo potrafimy... Mamy służby specjalne, mamy zawodowców, oddziały specjalne do wszelkich niemożliwych akcji... Prosimy, żeby to wszystko uruchomić...

Kto z państwem się kontaktuje, kto państwu przekazuje informacje stamtąd? Czy one są wystarczające?

 - Teraz już nie wiemy, czy są wystarczające. Mamy informacje od konsula w Gruzji, mamy informacje od znajomych. Teraz jeszcze mamy informacje od dziennikarzy, od pana Przemysława Marca (korespondent RMF FM - przyp. red.). Próbujemy wszelkich możliwych sposobów, żeby ktokolwiek mógł nam udzielić jakichkolwiek informacji na temat tego, co się tam dzieje, co się nie dzieje... i dlaczego się nie dzieje.

A nie dzieje się?

  - Dzieje się, ale może niewystarczająco. Nie wiemy, nie jesteśmy zawodowcami, fachowcami w tej dziedzinie, ale na pewno można więcej.

Kontakt z ambasadą w Gruzji jest dla pana mało wystarczający? Za mało informacji stamtąd napływa?

  - Nie chciałbym podważać zaangażowania naszych służb, ale prosiłbym... błagam,  żeby to było mocniejsze, pełniejsze i bardziej konkretne.

A polski MSZ kontaktował się z  państwem w sprawie syna?

  - Na tą chwilę nie. Ja pisałem wczoraj prośbę o pomoc. Czekamy na informację. I tyle.

Do kogo prośba była skierowana?

  - Do MSZ-etu. Bezosobowo.

Od momentu zaginięcia syna nikt z MSZ-etu się z państwem nie kontaktował?

  - Niestety nie. Ale mieliśmy kontakt telefoniczny z konsulem w Gruzji - dla nas to wystarczy, bo jest wiedza. Może nie do końca rzetelna, ale jest.

Co się dzieje z ciałem, które zostało odnalezione tam, na wysokości 4000 metrów?

  - Nie wiemy. Wiemy tylko tyle, że nadal jest tam, gdzie było.

A miało być już przetransportowane na dół w celu identyfikacji?

Tak, ale pewnie jakiś niewłaściwy przekaz informacji spowodował, że ta wiedza okazała się niepełna albo niewłaściwa. Od 11 dni czekamy na wieści o naszych synach... Będziemy czekać dalej. Ale prosimy o maksymalną pomoc w ich odszukaniu.

Serce podpowiada, że syn żyje.

  - Oczywiście i nie może być inaczej! Tylko błagamy, żeby przyspieszyć odnalezienie ich. Może cała trójka żyje, może dwójka żyje... cały czas jest nadzieja, tylko pogoda nie pozwala chyba... bo co więcej?

Syn kocha góry... Od kiedy się wspina?

  - To są pasjonaci, to są ludzie gór, to jest ich życie... Do tej wyprawy przygotowywali się od ponad roku... to miało być ukoronowanie ciężkiego roku ćwiczeń, treningów. Mamy nadzieję, że góra nie okazała się mocniejsza.

Maciej Grzyb








Dowiedz się więcej na temat: zaginięcie | góry | Kazbek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy