Orban ostro skrytykowany w PE za słowa o karze śmierci

Eurodeputowani frakcji lewicowych i liberalnych ostro skrytykowali premiera Węgier Viktora Orbana za niedawną wypowiedź o karze śmierci, oskarżając go o łamanie podstawowych zasad UE. Orbana broniła centroprawica i konserwatyści.

Budzące kontrowersje wypowiedzi węgierskiego przywódcy były tematem posiedzenia komisji europarlamentu ds. swobód obywatelskich. Kilkanaście dni temu Orban, komentując zabójstwo młodej kobiety, które wstrząsnęło opinią publiczną na Węgrzech, opowiedział się za dyskusją na temat kary śmierci. Jego rzecznik wyjaśnił potem, że jego kraj nie zamierza przywracać kary śmierci, a toczy się jedynie debata na ten temat.

Reklama

Mimo tych wyjaśnień słowa Orbana wywołały zaniepokojenie w Brukseli. W czwartek przedstawicielka Komisji Europejskiej Paraskevi Michou z dyrekcji ds. sprawiedliwości i konsumentów podkreśliła, że ponowne wprowadzenie kary śmierci przez jakieś państwo UE prowadziłoby do uruchomienia procedury na podstawie art. 7 unijnego traktatu, prowadzącej do zawieszenia praw państwa członkowskiego, w tym prawa do głosowania w Radzie UE.

Michou wskazała też, że węgierski premier zapewnił szefa KE Jean-Claude'a Junckera, iż nie ma on zamiaru przywrócenia kary śmierci w swoim kraju. - Jednakże gdyby rząd węgierski miał podjąć kroki prowadzące do przywrócenia kary śmierci, to Komisja jest gotowa do natychmiastowego podjęcia wszystkich działań, jakie ma do swej dyspozycji, aby zapewnić, że wszystkie państwa szanują wspólne wartości - dodała przedstawicielka KE.

Zdaniem europosłów frakcji lewicowych i liberałów już proponowanie dyskusji o karze śmierci jest godne krytyki. - Jaki jest sens debaty o przywróceniu kary śmierci w kraju UE, jeśli nie ma zamiaru jej wprowadzenia? Co za tym może stać? Być może chęć podburzenia nastrojów społecznych? - pytała niemiecka socjaldemokratka Birgit Sippel.

"Orban kpi sobie z wartości europejskich"

Holenderka Sophia in 't Veld z frakcji liberałów zarzuciła premierowi Węgier, że wygłaszając prowokacyjne stwierdzenia, "kpi sobie z wartości europejskich". Belgijski liberał Louis Michel zarzucił Orbanowi, że manipuluje opinią publiczną. - Jest absolutnie nie do przyjęcia, że tego rodzaju pomysły, całkowicie sprzeczne z wartościami europejskimi, poddaje się pod dyskusję - powiedział, żądając od Komisji Europejskiej podjęcia działań wobec Węgier. Michel krytykował także centroprawicową Europejską Partię Ludową, do której należy partia Fidesz Viktora Orbana, za bronienie premiera Węgier. 

Niektórzy europosłowie EPL próbowali złagodzić dyskusję. Niemka Monika Hohlmeier podkreśliła, że dyskusje na temat kary śmierci wracają od czasu do czasu w różnych krajach, gdy zdarzają się bardzo poważne zbrodnie. - Władze węgierskie poinformowały, że nie planują przywrócenia kary śmierci, i powinniśmy to przyjąć z zadowoleniem(...) To zostało wyraźnie powiedziane i nie ma co o tym dyskutować - oświadczyła Hohlmeier. Węgierska europosłanka EPL Kinga Gal oceniła, że doszło do nadinterpretacji słów Orbana. - Nie ma zamiaru przywrócenia kary śmierci. Kropka - podkreśliła.

"Ta debata nie buduje jedności europejskiej"

Z kolei Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy uznali debatę w komisji PE za kolejny atak lewicy i liberałów na demokratycznie wybrane władze jednego z państw. Marek Jurek (PiS) ocenił, że w dyskusji komisji PE nie chodzi wcale o karę śmierci, ale o atak na Węgry i tamtejszą opinię publiczną. - Ta debata nie buduje jedności europejskiej - ocenił. - Wszyscy jesteśmy sprzymierzeni ze Stanami Zjednoczonymi. W Stanach Zjednoczonych w niektórych ustawodawstwach stanowych funkcjonuje kara śmierci. Czy z tego powodu zerwiemy to przymierze? - powiedział Jurek.  

W trakcie posiedzenia komisji krytykowano także węgierskie plany rozesłania do obywateli kwestionariusza, w którym - według relacji mediów - prosi się m.in. o odpowiedź na pytanie, czy złe zarządzanie problemem migracji przez Brukselę ma coś wspólnego ze wzrostem zagrożenia terroryzmem. Zdaniem lewicy takie zrównanie terroryzmu i imigracji jest nie do przyjęcia.

Rząd premiera Orbana nie po raz pierwszy jest krytykowany przez socjaldemokratów i liberałów w Parlamencie Europejskim. W 2013 r. kontrowersje i zarzuty  łamania wartości demokratycznych wywołała reforma konstytucyjna w tym kraju, a w minionych latach węgierskim władzom zarzucano też m.in. ograniczanie wolności mediów czy niezawisłości sądów. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje