Pekin: Sprawy bombera ciąg dalszy

Trzeba było detonacji bomby, aby władze ponownie przyjrzały się śledztwu sprzed 8 lat. Policja w Dongguan (czyt: dun guan), wróci do sprawy oskarżeń o pobicie, którego skutkiem był paraliż motocyklisty.

To właśnie poruszający się dziś na wózku inwalidzkim Ji Zhongxing (czyt: dzi dżun śin), w sobotę zdetonował bombę na lotnisku w Pekinie. Mężczyzna twierdzi, że w 2005 roku został brutalnie pobity przez policję, przez co doznał paraliżu dolnych partii ciała. Od tego czasu Ji starał się walczyć o sprawiedliwość.

Reklama

W sobotę w akcie desperacji, w hali przylotów międzynarodowego lotniska w Pekinie, odpalił bombę domowej roboty. W wyniku eksplozji, prócz zamachowca, ranna została jedna osoba. Tysiące chińskich internautów solidaryzuje się z Ji. Mężczyzna przed odpaleniem bomby miał ostrzec też znajdujących się wokół ludzi.

Według chińskich mediów, Ji Zhongxing w 2010 roku otrzymał rekompensatę w wysokości 100 000 juanów (około 16 000USD), jednak - jak relacjonuje jego rodzina - podstępem zmuszono go do podpisania dokumentu, w którym zrzekł się do dochodzenia swoich praw w przyszłości.

Dowiedz się więcej na temat: Pekin | bomber | sprawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje