Pikieta na drodze do Morskiego Oka. 43 osoby spisane, jeden zatrzymany

Po niedzielnym proteście zorganizowanym na drodze do Morskiego Oka spisane zostały 43 osoby - poinformował rzecznik zakopiańskiej policji. Funkcjonariusze zatrzymali też 21-latka, który ma usłyszeć zarzuty napaści na policjanta i pobicia pikietującego obrońcy praw zwierząt.

- 21-latek z Bukowiny Tatrzańskiej to osoba postronna, szukająca zaczepki. Nie reprezentował fiakrów. W trakcie pikiety odepchnął interweniującego policjanta. Najprawdopodobniej usłyszy też zarzut pobicia jednego z protestujących obrońców praw zwierząt - powiedział Roman Wieczorek z zakopiańskiej policji.

Reklama

Mężczyzna został zatrzymany na 48 godzin. We wtorek ma usłyszeć zarzuty.    

Rzecznik dodał, że mężczyzna znany był już wcześniej policji i z jego zatrzymaniem nie było żadnych problemów. - Spisaliśmy dane 43 osób biorących udział w pikiecie oraz wozaków. Po przeanalizowaniu nagrań, zdecydujemy o kolejnych zarzutach - powiedział Wieczorek.

W niedzielę kilkudziesięciu obrońców praw zwierząt blokowało przejazd wozów konnych wożących turystów do Morskiego Oka. Na Palenicy Białczańskiej doszło do przepychanek po tym, jak obrońcy praw zwierząt nie chcieli wpuścić na drogę wozu wypełnionego turystami.

W wyniku szarpaniny jeden z protestujących został zabrany przez karetkę pogotowia do szpitala z obrażeniami głowy.

Starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski powiedział, że przygotowywane są zawiadomienia do prokuratury m.in. o złamaniu przez obrońców praw zwierząt ustawy o zgromadzeniach publicznych, ponieważ lokalne władze nie dały zgody na blokadę ruchu drogowego. Zgoda władz gminy Bukowina Tatrzańska dotyczyła jedynie pokojowej pikiety.

- Kolejne zawiadomienie będzie dotyczyło stalkingu, czyli uporczywego nękania wozaków, którzy wykonują swoją pracę zgodnie ze swoim regulaminem, złamania ustawy o organizacji ruchu oraz próby szantażu władz starostwa tatrzańskiego - powiedział Gąsienica-Makowski.  

Z kolei koordynatorka akcji obrońców koni Anna Plaszczyk z fundacji Viva zapowiedziała, że do prokuratury trafi w najbliższym czasie szereg zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstw dotyczących m.in. narażenia na utratę zdrowia lub życia poprzez wjechanie w tłum zaprzęgiem konnym.

Obrońcy praw zwierząt twierdzą, że wozy wypełnione turystami są przeciążone. Swoją teorię opierają na wykonanej przez siebie ekspertyzie. Zgodnie z nią wóz należy odciążyć o 926 kg, czyli trzeba by zdjąć z z niego blisko 11 pasażerów. W takim wypadku na wozie mógłby pozostać jeden pasażer i woźnica. Zdaniem ekologów konie pracujące przy transporcie turystów są zmuszane do pracy ponad ich siły, a to jest przestępstwo znęcania się nad zwierzętami.

Z tą ekspertyzą nie zgadza się hipolog z Katedry Hodowli i Użytkowania Koni Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Prof. Ryszard Kolstrung w swojej ekspertyzie opartej na tych samych danych wykazał, że konie pracujące na trasie do Morskiego Oka nie są zbytnio przeciążane, a ustalone przerwy w pracy pozwalają zwierzętom dostatecznie zregenerować siły.

Władze Tatrzańskiego Parku Narodowego rozważają opracowanie jeszcze jednej ekspertyzy przez niezależnego fachowca z dziedziny hipologii, która ma rozwiać wszelkie wątpliwości.

Na drodze do Morskiego Oka były prowadzone testy elektrycznych wózków wożących turystów, a także hybrydowych wozów konnych - te testy mają być jeszcze powtarzane. Fiakrzy twierdzą, że za działaniami ekologów stoi lobby biznesowe. 

Ekolodzy domagają się całkowitego usunięcia transportu konnego ze szlaku, i zastąpienia koni elektrycznymi wózkami. Przeciwni są m.in. hipolodzy, środowiska akademickie, Związek Hodowców Koni oraz Główny Lekarz Weterynarii.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje