Premier Turcji dał protestującym ultimatum. Co będzie jeśli go nie spełnią?

Nikt nie wie, co przyniosą okupującym od 10 dni plac Taksim w centrum Stambułu następne godziny. Turecki premier oświadczył w piątek, że mają czas do końca weekendu na opuszczenie placu w spokoju. Nie wygląda jednak na to, aby mieli go zamiar posłuchać.

"Co zrobi Erdogan? To pytanie za milion dolarów" - mówi PAP turecki dziennikarz Sinasi Danizoglu. "Oni tego placu nie opuszczą, ale nie wydaje mi się, żeby mógł tak po prostu ich zmiażdżyć. Pomimo wszystko w dalszym ciągu mamy w Turcji demokrację i nie zabija się tu ot tak sobie ludzi. Rząd będzie musiał znaleźć jakiś kompromis".       

Reklama

Wielu uczestników protestów, którzy swój chrzest bojowy przeszli w piątek, 31 maja, gdy policja brutalnie zaatakowała ich obóz w parku Gezi, gdzie protestowali przeciwko wycince drzew i budowie centrum handlowego, nie jest całkowicie przekonanych, czy tak rzeczywiście będzie.            

"Widzimy, co się dzieje w Ankarze i tak naprawdę przygotowujemy się na podobną sytuację. Krążą pogłoski, że zaatakują nas w poniedziałek rano. Oni zawsze atakują wczesnym rankiem, bo liczą na to, że wtedy ludzie śpią i będzie im łatwiej" - mówi PAP aktywista Cemal Atila, który jest na Taksim od pierwszego dnia.             

W Ankarze, podobnie zresztą jak w wielu innych miastach Turcji, od wielu dni też odbywają się demonstracje przeciwko coraz bardziej jednostronnej polityce Erdogana, oskarżanego przez uczestników protestów o reprezentowanie jedynie tej części społeczeństwa tureckiego, która nań głosowała.             


W odróżnieniu jednak od Stambułu, gdzie od tygodnia w pobliżu Taksim żaden policjant się nie pokazał, w innych miastach protesty są brutalnie rozpędzane przy użyciu gazu i siły fizycznej, a policja dokonuje wielu zatrzymań.            

Demonstranci z Taksim często mówią, że specjalny status Taksim jest związany z jego wyjątkowym położeniem na wzgórzu, do którego prowadzi kilka głównych ulic miasta, które łatwo zablokować przy pomocy barykad.           

"Taksim jest łatwy do obrony. Wybudowaliśmy kilkadziesiąt barykad, na większości ulic, które do niego prowadzą. Mamy system wczesnego ostrzegania. Jeśli policja zaatakuje, nie tylko będziemy przygotowani, ale też będziemy mieć trochę czasu, żeby się przegrupować, ewakuować dzieci, zaalarmować innych przy pomocy tweetów i SMS-ów" - tłumaczy PAP inny aktywista, związany blisko z Platformą Koordynacyjną Taksim, czyli komitetem koordynacyjnym demonstracji.            Twierdzi on jednak, że tak naprawdę demonstranci nie planują walczyć.       

"My nie chcemy żadnej rozróby. W ogóle nie jesteśmy tym zainteresowani. Tak samo, jak nie jesteśmy zainteresowani utrzymywanymi przez ten rząd i wszystkie poprzednie rządy tureckie podziałami społeczeństwa na Turków czy Kurdów, alawitów, ateistów, muzułmanów, gejów i nie-gejów. To jest wszystko strasznie przestarzałe. Rząd powinien nam wszystkim dać po prostu żyć" - kontynuuje aktywista.       

Siedzący obok Taner (imię zmienione) na początku kiwa głową, a po chwili wyciąga z plecaka absolutnie profesjonalną maskę przeciwgazową i grube skórzane rękawice. Taner jest w specjalnym oddziale demonstrantów, zwanym "rękawicznicy".       "Rękawicznicy to ci, którzy odrzucają w stronę policji ładunki gazowe, którymi policja w nas strzela. Zwykle mają na to trzy sekundy. Ale jak zrobią to w ciągu pięciu też przeżyją, bo te maski przeciwgazowe są naprawdę bardzo dobre" - tłumaczy aktywista i dodaje: "My naprawdę nie jesteśmy uzbrojeni. Będziemy mieli do dyspozycji tylko to, czego policja użyje przeciw nam, no i bruk i kamienie".       

Stojący obok sześćdziesięcioletni mężczyzna, z wyglądu intelektualista, który przedstawia się jako "pasywny anarchista", nie może ukryć podziwu dla młodych demonstrantów.       

"Ci chłopcy naprawdę udowodnili tydzień temu, że potrafią walczyć. Byli naprawdę twardzi. Nie wiem, co się stanie, ale te dzieci są twardsze niż myślałem" - mówi PAP. "Oni przywrócili mi nadzieję, że jest jakaś przyszłość dla tego kraju, dla świata. Że wszystko może się zmienić na lepsze".      

 Ze Stambułu Agnieszka Rakoczy 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje