Relacja pobitego dziennikarza: Zaczęli mnie bardzo mocno bić - pałkami, rękami, nogami

Dziennikarz i operator telewizji Biełsat zostali w Czerkasach, w środkowej części Ukrainy, pobici i zatrzymani przez milicjantów z oddziałów Berkut. Dziennikarze, którzy utracili sprzęt i nakręcony materiał, są już wolni i przyjechali do Kijowa.

TV Biełsat poinformowała w poniedziałek rano, że ofiarami Berkutu padli jej pracownicy - operator Siarhiej Marczyk i dziennikarz Juraś Wysocki. Marczyk ze wstrząsem mózgu trafił do szpitala, a Wysocki na posterunek milicji. Operator filmował akcję milicji do samego końca, lecz odebrano mu nakręcony materiał; obydwaj stracili też dokumenty.

Reklama

Ekipa w Czerkasach szykowała materiały o uczestnikach tzw. Automajdanu. Po uwolnieniu dziennikarze przyjechali do Kijowa, gdzie w centrum prasowym przy Majdanie zwołali konferencję prasową.

Marczyk powiedział na niej, że sfilmował moment, gdy jeden z uczestników Automajdanu potrącił samochodem funkcjonariusza Berkutu. Krótko potem kilku milicjantów zaatakowało operatora.

"Berkutowcy rzucili się na dziennikarzy"

- Zrobili się agresywni i zaczęli mnie bardzo mocno bić - pałkami, rękami, nogami - relacjonował. Z pomocą przyszedł Wysocki, jednak po chwili on sam leżał na ziemi i był bity przez milicjantów. - Berkutowcy rzucili się też na innych dziennikarzy i pobili wszystkich  - opowiadał Marczyk, któremu założono 11 szwów na głowie.

"Chcieli ode mnie uzyskać jakieś informacje"

Wysocki podkreślił, że po tym, jak jego operator został zabrany do szpitala, chciał do niego pojechać, jednak został zatrzymany przez milicję i trafił na komisariat. - Pytałem,  jaki mam status, o co jestem oskarżony  - relacjonował. Jak podkreślił, na komisariacie był przetrzymywany do godz. 6 rano, czyli przez 4-5 godzin.

- Chcieli ode mnie uzyskać jakieś informacje. Zadawali pytania - skąd jestem, co tu robię, jaki mam stosunek do tego, co tu się dzieje  - mówił dziennikarz. Jak zaznaczył został ostatecznie zwolniony dzięki pomocy osoby, której nie chce ujawniać, by jej nie zaszkodzić.

Według naocznych świadków "tituszki" (opłacani przez władzę chuligani) zastawili w Czerkasach pułapkę na kijowski Automajdan. Gdy demonstranci ze stolicy opuszczali samochody, miejscowi młodzi ludzie zaczęli szturmować budynek miejscowej rady obwodowej. Po 10 minutach uciekli, a oddziały milicji zaczęły bić wszystkich na placu; uszkodzono też samochody uczestników Automajdanu.

W ataku poza pracownikami Biełsatu ucierpieli również dziennikarze ogólnoukraińskich telewizji Inter i 5. Kanał oraz lokalnej telewizji.

Czerkasy położone są 200 km na południe od Kijowa.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | zamieszki na Ukrainie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje