Schetyna: Protasiewicz skompromitował Polskę, nas i siebie. Powinien przeprosić

- Politykom wolno mniej. Protasiewicz chyba o tym zapomniał. Polityk rozpoznawalny nie może pozwolić sobie na takie ekscesy - mówi o incydencie na lotnisku we Frankfurcie Grzegorz Schetyna w Kontrwywiadzie RMF FM. - Polityka jest brutalna. Jeśli ktoś daje pretekst, nie może liczyć na litość. Nasi oponenci będą wykorzystywać ten incydent w kampanii, dlatego po wydarzeniach we Frankfurcie, trzeba przesterować kampanię PO do Parlamentu Europejskiego. Także personalnie - uważa gość RMF FM.

Konrad Piasecki: Strasznie przykra historia z tym Protasiewiczem.

Reklama

Grzegorz Schetyna: Tak czasami się zdarza w życiu i w polityce.

Pana przyjaciel od lat i takie rzeczy.

  - No tak, każdy pisze swoją historię życia. Politykom zawsze wolno mniej i chyba o tym zapomniał Protasiewicz.

A jako przyjacielowi wierzy mu pan? Wierzy pan w tę wersję, że on w gruncie rzeczy próbował wyjaśnić, że "raus" źle się Polakowi kojarzy?

 - Nie chcę się angażować i analizować, bo tych wersji jest masa. Przychodzą nowi świadkowie i opisują to. Każda minuta, każda godzina opisywania tej historii kompromituje jej uczestników.

Ale rozumiem, że zadzwonił pan do niego i zapytał: Jacku, co tam się działo w tym Frankfurcie?

 - Nie mieliśmy kontaktu. Nie chcę o tym rozmawiać, bo on musi sobie sam z tym poradzić.

Ale przecież razem studiowaliście. To nie jest tak, że przyjaciel dzwoni do przyjaciela i go wspiera w takiej trudnej sytuacji?

 - Musi sobie sam z tym poradzić.

Bo?


Bo sam to zorganizował, więc on wie jak było i musi sobie z tym poradzić.

 - Ma i miał problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy zawsze?

Nie znam go z takiej strony, ale ludzie się zmieniają, to jest jednak kwestia presji, czasami dyspozycji dnia.

Alkoholu.

  - Tak. Ale tak jak powiedziałem, to wiadomo w takich sytuacjach, że polityk rozpoznawalny, szczególnie nie może sobie pozwolić na takie ekscesy, nawet na zachowanie dwuznaczne.

Świadkowie mówią: był pijany, zabrał wózek, głośno dyskutował.

  - To akurat samo w sobie nie jest grzechem.

Alkohol też nie? W publicznym miejscu?

  - Wie pan, alkohol w samolocie, jeżeli jest serwowany... Kwestia tylko zachowania.

Pytanie oczywiście, ile tego alkoholu się wypije i jak on na człowieka wpłynie. Ale alkohol, potem paszport dyplomatyczny, potem dyskusja - nie wygląda to dobrze.

  - To, co się zdarzyło we Frankfurcie, już na samym lotnisku, to było niepotrzebne...

Kompromitujące?

  - Na pewno tak. Kompromitujące Polskę, polityków, samego Protasiewicza. Tak, jak powiedziałem, on musi tę sprawę zamknąć, on musi ją wyjaśnić, przeprosić i wyciągnąć wnioski.

I skończyć swoją karierę polityczną?

  - O to już proszę pytać przewodniczącego partii, bo on się w tej sprawie wypowiadał i on mówił o opisie tej sytuacji.

A co by mu pan doradzał, rekomendował?

  - Nie doradzam. Mnie jest niezręcznie, bo rywalizowaliśmy z Protasiewiczem parę miesięcy temu.

Są między wami rachunki krzywd w ostatnich miesiącach, ale tylko polityczne, jak rozumiem.

- No właśnie, więc dlatego każde zdanie, każde słowo naszej rozmowy będzie w ten sposób opisywane i analizowane, więc nie chcę tego mówić.

A abstrahując już od tej sytuacji, wyobraża pan sobie, żeby ktoś z takim bagażem był szefem kampanii wyborczej Platformy?

  - To będzie na pewno wykorzystywane w kampanii przez naszych oponentów politycznych. To jest oczywiste.

Czyli trzeba usunąć Protasiewicza sprzed ich oczu.

  - Będą to wykorzystywać, polityka jest brutalna w takich reakcjach. Jeżeli ktoś daje pretekst, to nie może liczyć na litość. Ja sobie zdaję z tego sprawę. Trzeba będzie przesterować całą kampanię, jej rozmiar, ale też personalia.

Złośliwcy mówią, że wczoraj był najpiękniejszy dzień w pańskim politycznym życiu, albo jeden z piękniejszych.

  - Nie. Ja się nie cieszę, bo to jest tak, że nie można się cieszyć z takich przypadków, bo to przede wszystkim bardzo mocno opisuje Platformę jako formację polityczną, w ogóle polską politykę. Szczególnie, że rzecz jest publiczna i jest głośna nie tylko w Polsce, ale również w Europie i poza Europą.

Czy takie internetowe obrazki z Grzegorzem Schetyną uśmiechniętym od ucha do ucha i mówiącym: dotarły właśnie do mnie przykre wieści z Frankfurtu...

  - Nie, nie, nie.

...Absolutnie nie odzwierciedlają pańskiego nastroju.

  - Nie, ja uważam, że to jest po prostu kłopot i to nie tylko dla Protasiewicza, ale dla całej formacji, dla polskiej polityki, dla Polski. On jest osobą publiczną, wiceszefem Parlamentu Europejskiego, eurodeputowanym. To jest informacja, która jest obecna we wszystkich mediach, więc to po prostu jest kłopot, a nie przyczyna do radości.

A może jest jakiś problem z traktowaniem Polaków przez niemieckich urzędników?

  - Na pewno tak.

Może to jest sprawa dla komisji spraw zagranicznych?

  - Nie sądzę, nie słyszałem o żadnej formalnej interwencji. Oczywiście bywają takie na poziomie konsulatu. One się zdarzają.

Ale jest to problem powszechny?

  - Rzeczywiście mieliśmy takie informacje, ja byłem w kontakcie z konsulem w Kolonii. Bywają takie rzeczy i to na poziomie konsularnym jest wyjaśniane, ale one nigdy nie przekraczają takiego rozmiaru spięcia personalnego, które po prostu ma miejsce na lotnisku i się kończy tam po kilkunastu minutach. Nic dalej się nie dzieje.

 - Wygląda na to, że właśnie się zwolniła "jedynka" w wyborach we Wrocławiu.

  - Poczekajmy na opinię przewodniczącego partii, premiera.

Ale jakby co, dałby się pan skusić w tej trudnej dla partii sytuacji?

  - Nie ma na razie tego tematu.

Ale temat jest!

  - Nie, jest Protasiewicz. Jacek Protasiewicz chce kandydować z Wrocławia z listy dolnośląsko-opolskiej do europarlamentu.

Nie wiem czy chce, czy lepiej powiedzieć: chciał.

  - Chciał. Więc reszta jest decyzją zarządu krajowego.

Ale jakby co, pan się nie uchyla?

  - Poczekajmy na decyzję zarządu krajowego.

Gdyby lider partii powiedział: Grzegorz ratuj, kandyduj?

  - Poczekajmy na decyzję zarządu krajowego.

Niech powie, ten telefon.

  - Tak jest.

Wiele by przyjemności panu sprawił. Janukowycz mówi: jestem prawowitym prezydentem. Co z tym począć?

  - To jest kłopot integralności państwa ukraińskiego, kontynuacji konstytucji ukraińskiej, decyzji parlamentu, bardzo ważnych następnych dni. Czy Ukraina poradzi sobie i będzie, potwierdzi swoją rację stanu.

Ale uważa pan, że jest problem Janukowycza i jego papierów prezydenckich?

 - Sprawa jest zamknięta i uważam, że konsekwentnie będzie egzekwowana przez Najwyższą Radę. Nie będzie tutaj problemów z Janukowyczem. Będzie problem z separatyzmami lokalnymi i z rosyjskimi akcentami na wschodniej Ukrainie, na Krymie.

To, że on i Rosjanie machają tym porozumieniem zawartym przez Sikorskiego mówiącym: no zaraz, zaraz, tu dyplomacja europejska mówiła, że mam rządzić dalej.

  - Ale rację ma tutaj minister Sikorski, który mówi, że to porozumienie wchodziło w życie, niezbędne było podpisanie go, podpisanie zmiany ustawy, zmiany konstytucji przez Janukowycza. On tego nie zrobił, parafował i nie wprowadził w życie zmian, które przegłosowała Najwyższa Rada.

A nie widzi pan takiego scenariusza, że to on wraca na wschód Ukrainy i tam Rosjanie osadzają go, chronią i mówią: przynajmniej jest prezydentem wschodniej czy południowo-wschodniej części Ukrainy?

  - Jesteśmy historykami i znamy takie czas, one kiedyś  były. Dzisiaj historia jest inna i rzeczywistość jest inna i polityka jest inna. Rosjanie nie będą tego robić wprost. Im będzie zależeć na stabilizacji Ukrainy. Uważam, że muszą być także zaangażowani razem ze Stanami Zjednoczonymi do tego, żeby dać gwarancję jednolitości Ukrainy. I zrobią to.

A to, co się dzieje na Krymie? Secesja czy tylko autonomia?

  - Walka o powiększenie autonomii, oczywiście taka bardzo emocjonalna odpowiedź na to, co działo się na Majdanie, bo przecież zdominowany jest Krym przez mniejszość rosyjską, wiec tam po prostu jest większość, to w ogóle nie ulega kwestii. Nie uważam, że to doprowadzi do secesji, czy do oderwania jakiejś części. Ważne jest, żeby polityka międzynarodowa dzisiaj podkreślała jednolitość Ukrainy.

Rola Sikorskiego w Kijowie na Ukrainie utoruje mu drogę do jakiego stanowiska europejskiego?

  - Myślę, że bardzo mocno potwierdził nie tylko swoje aspiracje, ale też klasę i wizję i, tak jak pisał Reuters, polityczne przywództwo, które dało gwarancję decyzji.

I to powinno zaowocować tym, że Platforma będzie forsowała go na szefa dyplomacji europejskiej?

  - To zależy od wyników wyborów - czy wygrają socjaldemokraci, czy chadecy. To wszystko jest przed nami. Maj będzie decydujący w tej kwestii.



Konrad Piasecki







Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Schetyna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje