Sprawa Lipca nie miała być "skręcona"

Nigdy nie miałem poczucia, że sprawa Tomasza Lipca ma być "skręcona" - zapewnił szef CBA Mariusz Kamiński zeznając przed sejmową komisją śledczą ds. nacisków władz na śledztwa dotyczące polityków i mediów.

Wcześniej mówił o tym, że terminy zatrzymań w tej sprawie były kilkakrotnie przekładane.

Reklama

Oświadczył on, że już 10 października 2007 r. prokuratorzy i kierownictwo CBA uznali, że - po wcześniejszych zatrzymaniach w sprawie korupcji w Centralnym Ośrodku Sportu - materiał dowodowy był na tyle obszerny i wiarygodny, że można było formułować zarzuty i nakaz zatrzymania Tomasza Lipca oraz dwóch innych osób (CBA uważało, że można było zatrzymać jeszcze jedną osobę).

Według Kamińskiego, umówiono się, że CBA przyjdzie do prokuratury 12 października po nakazy zatrzymań. Szef CBA mówił, że funkcjonariusze przyszli i dowiedzieli się, że "prokuratorom zabrakło czasu" i nie przygotowali dokumentów. Kamiński zeznał, że skontaktował się z szefową Prokuratury Okręgowej w Warszawie Elżbietą Janicką, która jego zdaniem nie miała orientacji w szczegółach śledztwa i poprosiła CBA o analizę stanu sprawy.

Następnie - zeznał szef CBA - kilkakrotnie przekładano termin wystawienia nakazów zatrzymania - z 12 na 15 października, z 15 na 16 października. - 16 października moim funkcjonariuszom powiedziano, że Tomasz Lipiec i inni będą zatrzymani po wyborach - mówił Kamiński. Dodał, że wówczas postanowił porozmawiać na ten temat z prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą.

- Powiedziałem ministrowi Ziobrze, że jest jakiś dziwny paraliż decyzyjny w prokuraturze i żeby się tym zainteresował. Pan minister obiecał, że spotka się ze mną, gdy wróci do Warszawy, bo był w swoim okręgu wyborczym. Spotkał się ze mną po wyborach - zeznawał Kamiński.

Według niego po wyborach dalej przenoszono termin zatrzymania - z 22 na 23 października, aż 23 października powiedziano w prokuraturze, że 24 października będą zarzuty dla Lipca i Arkadiusza Ż., co w końcu nastąpiło. - Nakazy wystawiono na 25 października, gdy CBA dokonała zatrzymań - dodał.

Kamiński podkreślał, że CBA zależało na utrzymaniu dynamiki trwających od początku października zatrzymań i "ciągłego efektu zaskoczenia przeciwnika" w sprawie korupcji w COS. - Bo osoby podejrzewane o korupcję są naszym ustawowym przeciwnikiem - tłumaczył szef CBA.

- Kilka dni po zatrzymaniu dwóch pracowników COS poinformowałem premiera, że wokół członka rządu Tomasza Lipca, z punktu widzenia CBA, istnieje podejrzenie, że może być on przestępcą - powiedział przed sejmową komisją śledczą ds. nacisków szef CBA Mariusz Kamiński.

Dwoje urzędników COS Krzysztof S. i Tadeusz M. zostali zatrzymani przez CBA w końcu czerwca ubiegłego roku.

Kamiński, odpowiadając na pytanie Jana Widackiego (DKP) czy informował kogoś o postępach w śledztwie odpowiedział: po zatrzymaniu urzędników COS, "w momencie, gdy Tadeusz M. i Krzysztof S. złożyli niezwykle ważne i interesujące wyjaśnienia świadczące, że w proceder korupcyjny może być zamieszany członek rządu, poinformowałem o tym premiera mojego rządu".

- Poinformowałem, że istnieje pewne niebezpieczeństwo, że te wyjaśnienia okażą się wiarygodne (...) uznałem, że premier musi mieć wiedzę - mówił szef CBA. Dodał, że według niego w oparciu o te informacje premier Jarosław Kaczyński podjął decyzję o zdymisjonowaniu Lipca. Minister podał się do dymisji 9 lipca ubiegłego roku.

Kamiński dodał, że o sprawie z premierem rozmawiał dwa dni przed dymisją Lipca.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Kamiński | szef CBA | Kamiński | CBA | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje