"To wszystko wina Janukowycza"

​Brak podpisu pod umową o stowarzyszeniu z Ukrainą w Wilnie nie będzie porażką UE ani Partnerstwa Wschodniego. Oferta UE jest wystarczająco atrakcyjna, a stawiane Kijowowi wymogi do spełnienia. Winę ponosi prezydent Janukowycz - mówią PAP amerykańscy eksperci.

"Wygląda na to, że prezydent (Ukrainy) Wiktor Janukowycz już nie zmieni zdania (w sprawie umowy z UE - PAP), ale nie jest to porażka Unii Europejskiej. Partnerstwo Wschodnie ma sens i dostarcza wystarczających zachęt dla krajów (PW) do kontynuowania politycznej i gospodarczej integracji z UE" - powiedział PAP ekspert amerykańskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR) Charles Kupchan.   

Reklama


"Nie ma tu błędów UE"      

 Jego zdaniem decyzja Kijowa jest podyktowana "polityką wewnętrzną Ukrainy i silną presją Moskwy", ale "nie ma tu błędów UE".       

"Jeśli postrzega się Partnerstwo Wschodnie jako pole geopolitycznej wojny z Rosją, to tak, jest to porażka. Myślę jednak, że tylko Rosja tak to postrzega, Unia Europejska nie. Umowy stowarzyszeniowe zostały tak pomyślane, by dać prawdziwe narzędzia krajom, które chcą się zbliżyć do UE" - powiedział PAP ekspert Brookings Institution Steven Pifer, były ambasador USA na Ukrainie.       

Rozpoczynający się w czwartek wieczorem w Wilnie szczyt Partnerstwa Wschodniego (PW) miał być krokiem milowym dla tej unijnej inicjatywy pogłębiania współpracy z sześcioma wschodnimi sąsiadami UE. Cztery z nich - Ukraina, Mołdawia, Gruzja i Armenia - miały wejść na wyższy poziom relacji z Unią, podpisując bądź parafując umowy stowarzyszeniowe i o pogłębionej strefie wolnego handlu.  


Ukraina i Armenia się wycofują      

Ostatecznie jednak władze w Erywaniu i Kijowie wycofały się. Poskutkowały przybierające różne formy naciski Moskwy. Ukraiński rząd ogłosił, że UE nie zaproponowała Ukrainie wystarczającego zadośćuczynienia za straty, jakie poniosłaby przez pogorszenie się relacji handlowych z Rosją, sprzeciwiającą się zbliżeniu byłych radzieckich republik z Brukselą.       

"Dlaczego winić UE? Czy Unia Europejska powinna była dać Ukrainie 10 mld USA, by stowarzyszenie z UE wydało się władzom atrakcyjne? Nie wydaje mi się, że UE powinna płacić" - powiedział Pifer. Jego zdaniem wystarczający powód, dla którego kraje wschodnie powinny dążyć do zacieśniania więzi z UE, to perspektywa, że staną się bardziej demokratyczne, będą lepiej prosperowały, a ich gospodarki i firmy staną się bardziej konkurencyjne.       

Już w 2010 roku MFW przyznał Ukrainie pożyczkę w wysokości 15 mld USD, jednak została ona zawieszona, bo Janukowycz odstąpił od realizacji uzgodnionych z MFW warunków pomocy, w tym rezygnacji z subsydiowania energii. "Po co MFW ma pompować pieniądze w Ukrainę, jeśli (tamtejszy) sektor energetyczny pozostaje czarną dziurą? To nie ma sensu pod względem ekonomicznym i jest receptą na korupcję. Jeśli Ukraina podejmie poważne reformy, to MFW ma dostępne pieniądze, ale jak dotąd Ukraina ich nie podejmuje. Krytykowanie UE za to, że nie dała (Kijowowi) pieniędzy, jest więc nie na miejscu" - powiedział Pifer.   


"Winne są przede wszystkim ukraińskie władze"      

Postępy Mołdawii i Gruzji w kierunku zawarcia z UE umów stowarzyszeniowych oznaczają - jego zdaniem - że to pozostałe kraje PW odniosły porażkę. "W przypadku Ukrainy winne są przede wszystkim ukraińskie władze. Poprzeczka, którą ustawiła UE, była naprawdę nisko" - uważa były dyplomata. Tymczasem na braku umowy stowarzyszeniowej między UE a Ukrainą "UE coś straci, ale Ukraina straci znacznie więcej" - podkreślił.       

Obecny rozwój sytuacji jest natomiast po myśli prezydenta Rosji Władimira Putina. "On postrzega to jako geopolityczną wojnę. Podpisanie przez Ukrainę umowy z UE oznaczałoby zdaniem Putina utratę obszaru wpływów Rosji i zostałoby w tym kraju odebrane jako duża porażka" - powiedział Pifer. Janukowycz chciałby, ale nie może iść do UE i powiedzieć "Dajcie mi pieniądze, bo inaczej pójdę do Rosji" - dodał ekspert. "Europa nie bierze udziału w tej grze, podobnie jak Stany Zjednoczone" - wyjaśnił.       

Także Lee Feinstein - były ambasador USA w Polsce, obecnie związany z think tankiem German Marshall Fund - broni europejskiej strategii wobec wschodnich sąsiadów. "W niektórych przypadkach PW działa szybciej, w innych zabiera to więcej czasu, jednak nie powinniśmy się zniechęcać. Należy być dumnym z tego, co już się udało w Gruzji i Mołdawii. Za osiągnięcie zachodniej dyplomacji należy też uznać rosnące poparcie wśród ukraińskiego społeczeństwa dla zbliżenia z Europą. To bardzo pozytywny trend, za którym niestety nie podąża ukraiński rząd" - powiedział Feinstein.       

"Polsce i Szwecji należy pogratulować"

 Zdaniem dyplomaty Polsce i Szwecji należy pogratulować, że wyszły z inicjatywą utworzenia PW i przekonały do tego programu całą UE. "W Wilnie UE powinna odnowić zaangażowanie w ten ważny program" - powiedział.       

Pifer ocenia, że PW - w przeciwieństwie do wcześniejszej polityki sąsiedzkiej - jest "spójną strategią", która zawiera konkretne cele i narzędzia, by angażować kraje wschodnioeuropejskie do współpracy. Brakuje jedynie jasnej perspektywy członkostwa tych państw w UE.       

"Umowy stowarzyszeniowe powinny zawierać przynajmniej sugestię, że jeśli kraje partnerskie je wdrożą, będą miały perspektywę wejścia do UE" - powiedział. Wiele stolic europejskich nie chciało tego obiecać. W niektórych krajach panuje zmęczenie rozszerzeniem Unii, pojawiają się wątpliwości, czy UE jest w stanie się dalej rozszerzać bez szkody dla własnej integralności.       

Ekspert Brookings zauważa jednak, że jeśli Ukraina, Gruzja czy Mołdawia w pełni wdrożą postanowienia umów stowarzyszeniowych, a co za tym idzie - przyjmą unijną legislację, to będą "prawie gotowe do wejścia do UE". "Gdyby władze w Kijowie były silne, wdrożyłyby tę umowę i tak się zreformowały, że Europie trudno byłoby dalej mówić nie. Ale Janukowycz nie jest silnym liderem" - powiedział Pifer.       

Zdaniem Kupchana nie ma gwarancji, że hojniejsza oferta UE coś by zmieniła. "UE zawsze może być bardziej atrakcyjna i ambitna, ale czy to by pomogło? Kraje PW powinny dążyć do zacieśnienia relacji z UE, by wyrwać się z szarej strefy, w jakiej są obecnie. W tym sensie wynik szczytu wileńskiego będzie niefortunny, ale nie z winy UE" - powiedział.       


 Z Waszyngtonu Inga Czerny

Dowiedz się więcej na temat: Wiktor Janukowycz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje