Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

« wróć do informacji

Chaos rządzi drużyną Komorowskiego

Wszystkie wątki   |   « poprzedni wątek   następny wątek »


  • Na swojej stronie internetowej
    (2010-06-11 07:28)
    ~JAK

    Bronisław
    Komorowski pisze brednie o swoich
    hrabiowskich korzeniach, sięgających czasów króla
    Ćwieczka. Ale może i jest w
    tych bredniach szczypta prawdy: Ten rezun
    oddelegowany przez Sowiecki
    Rewolucyjny Komintern do dywersji na terenach
    pozaborczych, odebranych Rosji
    Traktatem Wersalskim - prawdziwy dziadek
    Bronisława Komorowskiego, miał
    wytatuowany na grzbiecie znak przypominający
    polski herb szlachecki Korczak.
    Jak wiadomo, herbu tego był Franciszek Ksawery
    Branicki, symbol zdrady
    narodowej i pychy magnackiej, pogromca
    konfederacji barskiej, współtwórca
    konfederacji targowickiej, którego W czasie
    insurekcji kościuszkowskiej Sąd
    Najwyższy Kryminalny skazał na karę śmierci przez
    powieszenie, wieczną
    infamię, konfiskatę majątków i utratę wszystkich
    urzędów. Udało mu się zbiec
    do Rosji i tam w roku 1781 poślubił Aleksandrę von
    Engelhardt, nieślubną córkę
    carycy Rosji Katarzyny II, która podobno była
    garbata. Nic więc dziwnego, że
    przebywając w Białej Cerkwi, nadanej mu za zasługi
    w zwalczaniu patriotów
    polskich, zgwałcił tam piękną córkę miejscowego
    popa i miał z nią syna,
    niejakiego Osipa Szczynukowicza. Branicki
    oczywiście nie uznał swego dziecka,
    lecz zapobiegliwa matka wytatuowała synowi na
    plecach herb Korczak, żeby nie
    zaginęła pamięć o jego magnackim pochodzeniu.
    Dalsze losy Szczynukowicza są
    nieznane, aż do momentu pojawienia się prawdziwego
    dziadka Bronisława
    Komorowskigo, rezuna oddelegowanego przez Sowiecki
    Rewolucyjny Komintern do
    dywersji na terenach pozaborczych, odebranych
    Rosji Traktatem Wersalskim. Skąd
    wiadomo o tym tatuażu na plecach? Otóż w czasie
    wojny polsko-bolszewickiej,
    gdy dziadek Komorowskiego był już czekistą w armii
    Tuchaczewskiego, po
    sromotnym laniu w bitwie pod Niemnem w 1920 r.
    dostał się do polskiej niewoli
    i zachowała się jego kartoteka jeńca wojennego. W
    październiku 1920 dziadkowi
    Komorowskiego udało się zbiec z niewoli i osiadł w
    Kowaliszkach na Litwie,
    podając się za Juliusza hrabiego Komorowskiego h.
    Korczak, bo znajdował sie
    tam zrujnowany dwór znanego rodu Komorowskich h.
    Korczak, nie mającego żadnych
    powiązań ze zdradzieckim rodem Branickich.

    Tam w roku 1925 narodził się Zygmunt Leon
    Komorowski, ojciec Bronisława Marii.
    Po wyparciu Niemców z Litwy przez Armię Czerwona
    pod koniec roku 1944 Zygmunt
    Leon Komorowski wstępuje na ochotnika do Ludowego
    Wojska Polskiego, służy w 12
    Kołobrzeskim Pułku Piechoty i błyskawicznie
    awansuje na stopień oficerski.

    Ciekawą informację podaje nasz bredniopis Bronek
    na temat swojego ojca na
    swojej stronie, pisze:
    "Zygmunt Komorowski, mój ojciec (1925 –
    1992), za czasów tzw. pierwszej
    okupacji sowieckiej i za okupacji niemieckiej
    działał w konspiracji (ps.
    „Kor”), a od jesieni 1943 roku był w
    AK. Pod koniec wojny ojciec przebijał się
    do Polski razem z Łupaszką. Złapali go bolszewicy
    z bronią w ręku, ale nie
    rozstrzelali jak stu innych, tylko wsadzili do
    więzienia. Za złoty pierścionek
    babuni strażnik wyprowadził go z celi, z której
    więźniowie trafiali „pod
    stienku” do takiej, w której siedzieli
    rekruci do armii Berlinga."

    Bronek łga jak najęty, bo chce umniejszyć fakt, że
    jego ojciec był oficerem
    LWP, jakby to było czymś wstydliwym. A z tym
    Łupaszką to już całkiem przegiął
    pałę, niech Bronek poda szczegóły tego
    "przebijania się" i niech wytłumaczy
    ten cud nad cudami, że oto żołnierz AK z oddziału
    Łupaszki, śmiertelnego wroga
    Sowietów i polskich zdrajców, złapany przez
    bolszewików z bronią w ręku, w
    ciągu paru miesięcy zostaje oficerem LWP. Jeżeli
    fakty podane przez Bronka, że
    jego ojciec był w oddziale Łupaszki są prawdziwe,
    to jedynym wyłumaczeniem
    tego cudu jest to, że Zygmunt Leon Komorowsk,
    ojciec Komorowskiego Bronisława,
    był sowieckim agentem.

    Tak więc jak i dziad Komorowskiego był zdrajcą,
    jak i ojciec, tak i wnuk
    poszedł w ich ślady. I wszystko wskazuje na to, że
    choć może mieć rację na
    temat swoich magnackich korzeni, to płynie w jego
    żyłach krew nie hrabiego
    Komorowskiego lecz Franciszka Ksawerego
    Branickiego, symbolu zdrady narodowej
    i pychy magnackiej, pogromcy konfederacji
    barskiej, współtwórcy konfederacji
    targowickiej, którego W czasie insurekcji
    kościuszkowskiej Sąd Najwyższy
    Kryminalny skazał na karę śmierci przez
    powieszenie.


  • Na swojej stronie internetowej
    (2010-06-11 07:28)
    ~JAK

    Bronisław
    Komorowski pisze brednie o swoich
    hrabiowskich korzeniach, sięgających czasów króla
    Ćwieczka. Ale może i jest w
    tych bredniach szczypta prawdy: Ten rezun
    oddelegowany przez Sowiecki
    Rewolucyjny Komintern do dywersji na terenach
    pozaborczych, odebranych Rosji
    Traktatem Wersalskim - prawdziwy dziadek
    Bronisława Komorowskiego, miał
    wytatuowany na grzbiecie znak przypominający
    polski herb szlachecki Korczak.
    Jak wiadomo, herbu tego był Franciszek Ksawery
    Branicki, symbol zdrady
    narodowej i pychy magnackiej, pogromca
    konfederacji barskiej, współtwórca
    konfederacji targowickiej, którego W czasie
    insurekcji kościuszkowskiej Sąd
    Najwyższy Kryminalny skazał na karę śmierci przez
    powieszenie, wieczną
    infamię, konfiskatę majątków i utratę wszystkich
    urzędów. Udało mu się zbiec
    do Rosji i tam w roku 1781 poślubił Aleksandrę von
    Engelhardt, nieślubną córkę
    carycy Rosji Katarzyny II, która podobno była
    garbata. Nic więc dziwnego, że
    przebywając w Białej Cerkwi, nadanej mu za zasługi
    w zwalczaniu patriotów
    polskich, zgwałcił tam piękną córkę miejscowego
    popa i miał z nią syna,
    niejakiego Osipa Szczynukowicza. Branicki
    oczywiście nie uznał swego dziecka,
    lecz zapobiegliwa matka wytatuowała synowi na
    plecach herb Korczak, żeby nie
    zaginęła pamięć o jego magnackim pochodzeniu.
    Dalsze losy Szczynukowicza są
    nieznane, aż do momentu pojawienia się prawdziwego
    dziadka Bronisława
    Komorowskigo, rezuna oddelegowanego przez Sowiecki
    Rewolucyjny Komintern do
    dywersji na terenach pozaborczych, odebranych
    Rosji Traktatem Wersalskim. Skąd
    wiadomo o tym tatuażu na plecach? Otóż w czasie
    wojny polsko-bolszewickiej,
    gdy dziadek Komorowskiego był już czekistą w armii
    Tuchaczewskiego, po
    sromotnym laniu w bitwie pod Niemnem w 1920 r.
    dostał się do polskiej niewoli
    i zachowała się jego kartoteka jeńca wojennego. W
    październiku 1920 dziadkowi
    Komorowskiego udało się zbiec z niewoli i osiadł w
    Kowaliszkach na Litwie,
    podając się za Juliusza hrabiego Komorowskiego h.
    Korczak, bo znajdował sie
    tam zrujnowany dwór znanego rodu Komorowskich h.
    Korczak, nie mającego żadnych
    powiązań ze zdradzieckim rodem Branickich.

    Tam w roku 1925 narodził się Zygmunt Leon
    Komorowski, ojciec Bronisława Marii.
    Po wyparciu Niemców z Litwy przez Armię Czerwona
    pod koniec roku 1944 Zygmunt
    Leon Komorowski wstępuje na ochotnika do Ludowego
    Wojska Polskiego, służy w 12
    Kołobrzeskim Pułku Piechoty i błyskawicznie
    awansuje na stopień oficerski.

    Ciekawą informację podaje nasz bredniopis Bronek
    na temat swojego ojca na
    swojej stronie, pisze:
    "Zygmunt Komorowski, mój ojciec (1925 –
    1992), za czasów tzw. pierwszej
    okupacji sowieckiej i za okupacji niemieckiej
    działał w konspiracji (ps.
    „Kor”), a od jesieni 1943 roku był w
    AK. Pod koniec wojny ojciec przebijał się
    do Polski razem z Łupaszką. Złapali go bolszewicy
    z bronią w ręku, ale nie
    rozstrzelali jak stu innych, tylko wsadzili do
    więzienia. Za złoty pierścionek
    babuni strażnik wyprowadził go z celi, z której
    więźniowie trafiali „pod
    stienku” do takiej, w której siedzieli
    rekruci do armii Berlinga."

    Bronek łga jak najęty, bo chce umniejszyć fakt, że
    jego ojciec był oficerem
    LWP, jakby to było czymś wstydliwym. A z tym
    Łupaszką to już całkiem przegiął
    pałę, niech Bronek poda szczegóły tego
    "przebijania się" i niech wytłumaczy
    ten cud nad cudami, że oto żołnierz AK z oddziału
    Łupaszki, śmiertelnego wroga
    Sowietów i polskich zdrajców, złapany przez
    bolszewików z bronią w ręku, w
    ciągu paru miesięcy zostaje oficerem LWP. Jeżeli
    fakty podane przez Bronka, że
    jego ojciec był w oddziale Łupaszki są prawdziwe,
    to jedynym wyłumaczeniem
    tego cudu jest to, że Zygmunt Leon Komorowsk,
    ojciec Komorowskiego Bronisława,
    był sowieckim agentem.

    Tak więc jak i dziad Komorowskiego był zdrajcą,
    jak i ojciec, tak i wnuk
    poszedł w ich ślady. I wszystko wskazuje na to, że
    choć może mieć rację na
    temat swoich magnackich korzeni, to płynie w jego
    żyłach krew nie hrabiego
    Komorowskiego lecz Franciszka Ksawerego
    Branickiego, symbolu zdrady narodowej
    i pychy magnackiej, pogromcy konfederacji
    barskiej, współtwórcy konfederacji
    targowickiej, którego W czasie insurekcji
    kościuszkowskiej Sąd Najwyższy
    Kryminalny skazał na karę śmierci przez
    powieszenie.

    Odpowiedz

Dodatki

Przegląd prasy


Informacje dodatkowe