Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

« wróć do informacji

"La Stampa" o "nietykalnym" ojcu Rydzyku

Wszystkie wątki   |   « poprzedni wątek   następny wątek »


  • płacić za swoje rachunki sławetnym "Bóg zapłać"!
    Nieuctwo, ograniczoność umysłowa spowodowana
    traktowaniem samej nauki za zbyteczną a tym samym
    zwalniająca się od myślenia grupa obrońców Rydzyka
    bo zrobi to za nich Rydzyk jest w stanie tylko,
    tylko obrzucać inwektywami w rodzaju "czerwony",
    pejsaty, Mosze itp. Tak naprawdę nie ma nic do
    powiedzenia. Pytanie: czy przeszłość konkretnych
    osób, grup społecznych, partii, organizacji
    upoważnia nas do wydawania negatywnych ocen a
    zwłaszcza jeżeli wymienieni nie grzeszą
    przykładem, posługują się podstępem,
    nieuczciwością, kamuflażem? Myślę, że tak wszyscy
    tu z tego korzystają – zarówno obrońcy jak i
    przeciwnicy Rydzyka. W związku z tym sięgnijmy do
    historii i faktów (o ile nie zadziała cenzura).
    Obrońcy Rydzyków, Stepinaców, bogobojnych
    zbrodniarzy ustaszów, papieży w rodzaju Piusa XII,
    wielbiciela polityki Hitlera, życzącemu Hitlerowi
    sukcesów, upominającemu po "ojcowsku" żołnierzy
    Wermachtu słowami "oni przysięgali, oni muszą być
    posłuszni" otwórzcie oczy. Fundament Kościoła
    zawsze stanowiły postaci, które baz wahania można
    i należy nazwać: łajdakami, (łącznie z wieloma
    praywódcam Kościoła), psychopatami (czyt.
    świętymi) zbrodniarzami, ludobójcami itp. Takich
    postaci jak Tomás de Torquemada czy "sługa
    Chrystusa powiększający jego władzę, jak sam
    siebie nazywał, Hernando Cortez nigdy nie
    brakowało.
    Kilka zdań o tej ostatniej postaci. Opis narzuca
    mi pewne skojarzenia ze współczesnymi postaciami.
    Główne zadanie Corteza: "rozpowszechnianie wiary
    katolickiej". Ma się rozumieć, towarzyszyli mu -
    podobnie jak Hitlerowi - kapelani polowi, którym
    polecał wygłaszać kazania, sam zawsze działał w
    imię boże, w imieniu Matki Boskiej i świętego
    patrona Hiszpanii. Jego towarzysz broni Bernal
    Diaz, opowiada: "Codziennie rano czytał brewiarz.
    Każdego dnia z wielkim skupieniem słuchał mszy. Na
    patronkę obrał sobie Madonnę". Wszędzie w Meksyku
    kazał Cortez pokazywać wizerunki Maryi i wznosić
    krzyże; na sztandarach jego podpalaczy też widniał
    krzyż - „znak nadziei dla ludzi w każdej epoce"
    (Wojtyła). "Poprzez krzyż Bóg ukazał człowiekowi
    jego godność [...]".
    Dzięki Cortezowi nadzieja i godność spod znaku
    krzyża rozprzestrzeniały się zazwyczaj dopóty,
    "dopóki na polu nie było już żywych, a za to było
    pełno trupów" - to jego własne słowa. I do rzućmy
    zaraz dalsze cytaty z relacji przesyłanych przezeń
    między rokiem 1520 a 1522 do Karola V, w którego
    królestwie słońce nie zachodziło, między innymi
    dzięki Cortezowi! "Szacuję, że pozostało ich
    niewielu". "[...] gnaliśmy ich przed sobą przez
    dwie mile i było to ucieszne widowisko. Wielu z
    nich dopadliśmy i zadźgaliśmy [...]". "[...]
    napadłem na dwie wsie, w których zabiłem wielu
    Indian". "[...] zdobyliśmy obie wsie, podpaliliśmy
    je i uradowani wróciliśmy do miasta". "[...]
    wrzuciliśmy ogień do ponad trzystu. domów". "[...]
    podpaliłem sześć wsi". "[...] spaliliśmy dziesięć
    wiosek". "Ludzie wybiegali z domów bez broni,
    kobiety i dzieci nago, wszyscy przemieszani. Na
    początku wielu zabiliśmy [...]". "[...] z
    okrzykiem bojowym Santiago! napadłem ich znienacka
    i zadźgałem ponad stu mężczyzn". "Z okrzykiem
    Santiago! przejechaliśmy konno szeroki plac i
    zadźgaliśmy wszystkich, którzy podpadli pod lance
    [...]. Zginęło ponad pięciuset wrogów".
    "Przyzywając na pomoc świętego Jakuba, zaczęli oni
    atakować [...] i rzeka, która płynie w dole, była
    - jak mi doniesiono - czerwona od krwi
    pomordowanych". "[...] wtedy to zabiliśmy albo
    wzięliśmy do niewoli ponad ośmiuset
    Temikstitańczyków". "W ciągu dwóch godzin padło
    wtedy trzy tysiące mieszkańców". "[...] i
    pognaliśmy obrońców do jeziora. Zginęło przy tym
    ponad sześć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci".
    "[...] w tym jednym dniu zabiliśmy albo wzięliśmy
    do niewoli ponad dwanaście tysięcy
    Temikstitańczyków". "Tego dnia [...] zabito albo
    wzięto do niewoli ponad czterdzieści tysięcy
    Temikstitańczyków". "Ponad pięćdziesiąt tysięcy
    ludzi umarło w tym mieście"Ciekawostka handlowa:
    za jednego konia za jego czasów płacono nawet 800
    (ośmiuset) Indianami.
    A co na to Ojciec święty JP II? "[...] i po stu
    latach głoszenia dobrej nowiny - mówił w Meksyku
    ojciec święty - znalazło się na tym nowym
    kontynencie ponad siedemdziesiąt biskupstw z
    czterema milionami chrześcijan", w końcu tu
    właśnie "po pięciu wiekach ewangelizacji żyje
    blisko połowa wszystkich wiernych Kościoła
    katolickiego [...]". Tak, czyż to nie równoważy
    dwunastu, może piętnastu milionów maluczkich,
    mężczyzn, kobiet, "a nawet dzieci", wymordowanych
    - jak pisze Las Casas - w ciągu czterdziestu lat?!
    I prócz tego blisko czterdziestu milionów
    czarnoskórych?


Dodatki

Przegląd prasy


Informacje dodatkowe