Czego strażnikiem jest prezydent Duda?

Przed tygodniem napisałem tu, że prawdopodobnie projekty ustaw sądowych przygotowywane przez prezydenta Andrzeja Dudę będą szły w podobnym kierunku, co wcześniej zawetowane przez niego ustawy przegłosowane przez PiS. Tak się też stało, w czym nie ma mojej zasługi - powoływałem się na przecieki i te przecieki okazały się miarodajne.

Skoro już jednak wiemy, że Andrzej Duda jest w tych sprawach generalnie zgodny z Jarosławem Kaczyńskim, to ta wiedza stawia nas wobec paru ważnych kwestii. Warto pytać, po co było głowie państwa robić polityczne trzęsienie ziemi w lipcu, skoro w gruncie rzeczy nie sprzeciwia się on pomysłom PiS-u na "zaoranie sądów"? Dalej, jeśli prezydent zamierzał wetując ustawy "wybić się na niepodległość" od PiS-u, to po co mu tak bezprogramowa "niepodległość", która mało kogo może pociągać?

Uderza mnie w postaci Andrzeja Dudy niespójność pomiędzy wielkimi słowami, do których używania ma silną skłonność, a miałkością czynów, które z tych słów następnie wynikają. Kiedy jeszcze nie było możliwości skonfrontowania słów z czynami, a więc przed objęciem przez niego urzędu, wyglądało to lepiej. Bo trzeba przyznać, że Andrzej Duda ma talent oratorski. Na wydziałach prawa urządzane są konkursy krasomówcze i wielu absolwentów prawa tę umiejętność nabywa. Ale jak sama nazwa wskazuje, krasomówstwo jest umiejętnością używania pięknej mowy dla pokrycia mniej pięknej rzeczywistości. Umiejętność krasomówcza sama w sobie nic jeszcze nie mówi o człowieku: po prostu ktoś "ma gadane", umie uzasadniać różne stanowiska, także takie w które kompletnie nie wierzy - wtedy retoryką nadrabia brak przekonania. Stąd mówi się niekiedy o adwokatach, że to niespełnieni literaci. Nic nie ujmując adwokatom - znam ich co nieco, a paru szczerze podziwiam za coś więcej niż talent oratorski - jest w nich często pewien naddatek formy nad treścią. Otóż, im dłużej obserwuję prezydenturę Andrzeja Dudy, tym bardziej oceniam ją właśnie jako przerost formy nad treścią. Z jego słów wyłania się obraz Prezydenta RP, któremu sen z powiek spędza marzenie o potężnej Polsce i o wysokiej godności samego urzędu, który sprawuje. Brawo!, prezydent Polski to nie jest zwykły wysoki urzędnik, to ucieleśnienie majestatu Rzeczypospolitej. Tylko pytanie, jak ucieleśnia go Andrzej Duda? W moim przekonaniu - kiepsko. A wtedy widać ów rozziew między słowami a czynami bardzo jaskrawo.

Reklama

Prezydent Duda nie sprzeciwia się wyłanianiu sędziów-członków KRS przez Sejm (i ewentualnie Senat) co jest sprzeczne z Konstytucją. Logiczny rozbiór art. 187 wskazuje, że wolą ustrojodawcy było, iżby 15 sędziów-członków KRS wybierali sędziowie, a nie posłowie czy senatorowie. Gdyby było inaczej, nie zastosowano by różnych określeń dla opisu wyboru członków KRS przez Sejm i Senat (art. 187, 1/3) i owej "piętnastki" (art. 187, 1/2). Prezydent nie sprzeciwia się ustawowemu wysłaniu na emeryturę I Prezesa SN w trakcie trwania jego kadencji określonej przez Konstytucję. Zmienianie konstytucji przez ustawę to jest prawniczy horror. Kto przede wszystkim powinien to dostrzec, jeśli nie Prezydent RP?

Jedyne, co Andrzej Duda stawia jako powód do ewentualnego nowego weta to utrzymanie przez PiS zasady, że 15 sędziów-członków KRS wybiera większość parlamentarna (http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/559044,prezydent-dla-dgp-o-reformie-sadow.html). To trochę mało jak na strażnika ładu konstytucyjnego, która to rola jest prezydentowi przypisana przez obowiązującą jeszcze Konstytucję. A dramatycznie mało w porównaniu z krasomówczymi popisami Andrzeja Dudy na temat jego pojmowania prezydentury.

Naturalnie wszystko, co powyżej napisałem, nie przeczy ocenie, że wymiar sprawiedliwości wymaga naprawy. Problem jest tylko taki, że rządząca partia chce naprawiać głównie przez stworzenie instytucji politycznego nadzoru nad sądownictwem, a poprzez to wykreowanie wśród sędziów postaw konformistycznych wobec władzy politycznej.

Nie podobał się wam sędzia Milewski i jego służalczość wobec PO? Będziecie mieli ich setki, wysługujących się każdej aktualnej władzy, obecnie PiS. A na tym tle powstaje pytanie o gotowość PiS-u do oddania władzy w przypadku przegrania wyborów. Wszak to złożona z sędziów PKW (i podległe jej terenowe komisje) sprawdza prawidłowość stosowania procedur wyborczych, ich polityczną transparentność i bezstronność. A Sąd Najwyższy orzeka o ważności wyborów. Dlaczego prezydent Duda nie chce widzieć tego niebezpieczeństwa?

Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy