Czy możemy (trochę) zrozumieć Putina?

Po dwóch krwawych zamachach w Wołgogradzie potrafimy być może trochę trzeźwiej spojrzeć na problem Rosji z islamskimi separatystami. Problem jest duży i niekoniecznie powinniśmy z tego powodu zacierać ręce. Inaczej mówiąc, niekoniecznie powinniśmy rozumować wedle logiki "wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem". Jasne, że my z Rosją mamy problem i będziemy go długo jeszcze mieć. Pytanie tylko, czy cholerą należy zwalczać szkarlatynę.

Islamiści, którzy zaatakowali przed kilkoma dniami w Wołgogradzie, a od kilkunastu lat atakują w wielu rosyjskich miastach, walczą o niepodległość, ale nie tylko o to. Ich celem jest ustanowienie w Czeczenii czy w Dagestanie państw islamskich opartych na szariacie, a taki system ze swej natury jest misjonarski, ekspansywny.

Reklama

Widzimy, co się dzieje na Zachodzie, w krajach, do których wyznawcy islamu przybywają masowo od przełomu lat 50. i 60. Początkowo przybysze zachowywali się pokojowo, pracowali i zajmowali się powolnym podnoszeniem swojego statusu socjalnego, nikomu nie szkodząc, a już na pewno respektując prawa i obyczaje nowej ojczyzny. Kilkadziesiąt lat później to się zaczęło zmieniać. Dzieci i wnuki pierwszych osiedleńców, a także wielu spośród nowo przybyłych, traktują Zachód jako terem misyjny. W krajach tych widać jeszcze ślady dawnej cywilizacji chrześcijańskiej, ale generalnie są dogłębnie zlaicyzowane.

Imigranci z lat 50. i 60. z reguły godzili się z tym faktem, a więc byli gotowi przeżywać swoją religijność prywatnie czy w małych wspólnotach. Ci nowi są często zdania, że zlaicyzowana Hiszpania czy laicka Francja (między "zlaicyzowana", a "laicka" istnieje istotna różnica, w Polsce z reguły niezauważana) powinna się ugiąć przed ich żądaniami. Odtąd w miejscach, gdzie wyznawcy islamu są liczebnie istotni, ma nie być np. koedukacyjnych basenów publicznych, w szkołach dziewczynki islamskie mają nie uczestniczyć w lekcjach WF-u, a zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, mają nie uczyć się historii Holocaustu.

Niekiedy żądania są dalej idące: z wolna przesuwa się granica pomiędzy rewindykacjami dotyczącymi muzułmanów, a rewindykacjami dotyczącymi wszystkich mieszkańców, także rodowitych Hiszpanów czy Francuzów.  Stąd już tylko krok do ustanowienia kalifatu Paryża czy Madrytu - niektórzy radykalni islamiści na Zachodzie otwarcie głoszą, że to jest ostatecznym celem wyznawców islamu zainstalowanych na Zachodzie.

Wróćmy do Rosji i do jej islamistów. Czeczeńcy walczą o niepodległość od Rosji, co może wzbudzać zrozumiały odruch sympatii. Ale ci sami Czeczeńcy tworzą islamistyczną (nie tylko islamską) diasporę w Belgii, szkolą bojowników walczących w Syrii (nb. oblicze ideowe zbrojnej opozycji wobec reżimu Assada stało się w większości islamistyczne) i podkładają bomby w Rosji etnicznej.

Nasz interes geopolityczny na pewno wymaga szukania sposobów uchronienia się przed dominacją Rosji. Olimpiada w Soczi jest elementem propagandowego wygładzania wizerunku Rosji - to też fakt. Ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że kiedy Putin ściga terrorystów z Kaukazu, po trosze działa w interesie Europy, w tym Polski, o tyle, o ile osłabia napór islamistów. Oddala pośrednio wizję kalifatu paryskiego i madryckiego.

 Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje