Czy PiS może przegrać?

Tym razem można już mówić o tendencji: poparcie sondażowe dla Prawa i Sprawiedliwość wyraźnie spada. Pierwszym sygnałem był pod koniec marca sondaż Kantar Millward Brown na zlecenie "Faktów" TVN i TVN24; później był podobny sygnał w postaci sondażu z początku kwietnia, wykonanego przez Instytut Badań Pollster dla „SuperExpressu”; teraz mamy sondaż z 1 maja zrobiony przez Instytut Pollster dla „Super Expressu". Wynika z niego, że o ile PO i Nowoczesna wystawiłyby wspólne listy, to wynik obu tych połączonych formacji (35 proc.) byłby tylko o 3 punkty procentowe gorszy od rezultatu PiS-u (38 proc.). Naturalnie, zupełnie inny byłby werdykt wyborczy, gdyby PO i Nowoczesna wystawiły osobne listy, wtedy PiS wygrałoby wybory wysoko (42 proc.) – no, ale to już jest zmartwienie opozycji.

Co jest ważne dla zwykłych zjadaczy chleba to fakt, że zjawisko zużycia władzy dopadło także partię Jarosława Kaczyńskiego - mimo że błędy polityczne popełniała ona już wcześniej, ale wtedy wydawała się odporna na to zjawisko. W końcu jednak przestała być odporna.

Reklama

Przyznaję rację tym komentatorom polskiej sceny politycznej, którzy dostrzegli duże zagrożenie dla partii rządzącej w chwili, gdy ta pod koniec kwietnia po raz pierwszy odmownie odpowiedziała na postulaty matek niepełnosprawnych dorosłych protestujących w Sejmie. Przyznaję im rację, ponieważ (nie wchodząc - na razie - w moralną ocenę tej sprawy) jest wizerunkowo druzgocąca niespójność pomiędzy obrazem partii wrażliwej społecznie, szczególnie wrażliwej na wszelkie wykluczenia, a suchym stwierdzeniem, że budżetu na to nie stać. W przypadku PiS-u, który niemal od początku swych rządów głosi, że pieniądze na redystrybucję socjalną są, ponieważ uszczelniono system podatkowy a gospodarka szybko rośnie, ta niespójność jest tym bardziej uderzająca. Skoro były pieniądze na - kosztowny przecież - program "500 plus", a niedawno, tuż przed protestem matek w Sejmie, hucznie zapowiedziano nowe wydatki rzędu kilku miliardów zł rocznie przez wiele lat, to spełnienie żądań matek niepełnosprawnych dorosłych (5 mld zł rocznie) nie powinno być wyzwaniem ponad siły. A jest. Albo więc rząd kłamał kilka tygodni temu, mówiąc że sytuacja budżetu państwa jest tak świetna, ale kłamie teraz, powiadając, że nie ma pieniędzy na sfinansowanie tych rewindykacji.

Aspekt moralny tej sprawy ma znaczenie samo w sobie, ale ma też znaczenie polityczne. Rodziny, które domagają się tego wsparcia, wiodą życie trudne do wyobrażenia dla ludzi, którym nie przytrafił się taki los. Teraz, wskutek nagłośnienia tej sprawy przez media (na marginesie: media tzw. publiczne pokazują ją w krzywym zwierciadle - co nie powinno im zostać zapomniane) duża część społeczeństwa zyskuje jakie takie wyobrażenie o życiu tych rodzin. I wiele osób, nawet tych o liberalnych poglądach na kwestie gospodarcze i społeczne, dochodzi do przekonania, że ta grupa społeczna zasługuje na solidarność społeczną najbardziej ze wszystkich. Otóż partia (i wywodzący się z niej Prezydent RP), która obiecywała tym ludziom pomoc po dojściu do władzy, posługuje się teraz argumentem z arsenału klasycznego monetaryzmu. To budzi odruch moralnego zgorszenia. A zarazem - na zdrowy rozum - musi być politycznie kosztowne. Gdyby nie było, świadczyłoby to o kompletnym znieczuleniu moralnym Polaków - a tak chyba jednak nie jest.

Przypuszczam zatem, że ta sprawa, podobnie jak kwestia nagród dla ministrów (znowu: z powodu wizerunkowej niespójności haseł i czynów) w poważnym stopniu przyczyniła się do sondażowego tąpnięcia Prawa i Sprawiedliwości.

Naturalnie, przed opozycją jest jeszcze wiele pracy. Ale ta sytuacja pokazuje, że pokonanie PiS-u w uczciwych wyborach nie jest niemożliwe. Tu nasuwa się pytanie, czy obecne otoczenie instytucjonalne (zmiany w prawie wyborczym, nachalna propaganda prorządowa w "mediach publicznych" i parę innych) pozwalają na przeprowadzenie uczciwych wyborów. Mam co do tego poważne wątpliwości, ale o tym napiszę innym razem.

Roman Graczyk 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje