​Czym jest postkomunizm?

20 lat temu Polacy przyjęli w referendum konstytucję swojego niepodległego państwa. Już samo to powinno było wystarczyć do zorganizowania państwowych obchodów tej rocznicy. Konstytucja bowiem jest najwyższym prawem i niezależnie od tego, jakie by się widziało jej wady czy braki, należy się jej szacunek. W szczególności szacunek winni jej okazywać członkowie elit politycznych, w tej liczbie przywództwo partii rządzącej, rząd i prezydent. Powiedziałbym nawet, że powinni okazywać Konstytucji szacunek w sposób demonstracyjny, bo jest ona swego rodzaju umową społeczną: umówiliśmy się, że rządzimy się w taki sposób, ta umowa jest więc dla nas wszystkich święta, dopokąd nie narodzi się większość, która respektując reguły zmiany konstytucji uchwali nowy projekt, a Polacy przyjmą go w referendum.

Jeśli dzieje się inaczej, jeśli tego okazywania szacunku Konstytucji brakuje, jest to znamieniem poważnego kryzysu. Bo albo elita rządząca szykuje się do zmiany ustawy zasadniczej i w ten, rujnujący świadomość państwową obywateli, sposób wyraża swój krytyczny stosunek do tej obowiązującej, albo też Konstytucję łamie - wtedy, ostentacyjnie lekceważąc jej znaczenie, pomniejsza niepraworządny charakter swojej władzy. W Polsce AD 2017 zachodzi ta druga okoliczność.

Reklama

Kilka dni temu odbyły się w Senacie obchody, dość dziwaczne jednak, bo zamiast świętować 20-lecie Konstytucji, świętowano 20-lecie projektu NSZZ "Solidarność", który był konkurencyjny wobec tekstu przyjętego przez Zgromadzenie Narodowe 2 kwietnia, a zaakceptowanego w referendum 25 maja 1997.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński poddał obowiązującą Konstytucję fundamentalnej krytyce powiadając: bliższa analiza tej konstytucji wskazuje, że śmiało można ją nazwać konstytucją postkomunistyczną. Ten istniejący układ społeczny był niczym innym jak postkomunizmem. W tej konstytucji jest mnóstwo blokad, które utrudniają bądź uniemożliwiają odrzucenie elementów tego społecznego systemu (cyt. za: Kaczyński: Obowiązującą konstytucję można nazwać postkomunistyczną). A gospodarz uroczystości, marszałek Senatu, Stanisław Karczewski zapowiedział podjęcie prac nad nową konstytucją. Kłopot z tymi wypowiedziami szefa PiS i marszałka Senatu z nadania PiS jest taki, że nie wiadomo, ani dlaczego nasza Konstytucja nadaje się na śmietnik historii, ani jaki jest kierunek zmian, które zaproponuje rządząca partia.

Zauważmy: skoro obowiązująca Konstytucja jest postkomunistyczna, bo  konserwuje stary "układ społeczny", to znaczy, że jej wady muszą być dramatycznie wielkie i nie ma sensu jej bronić. A więc: śmietnik historii. Ale ciągle nie wiemy, bo nie mówią tego ani prezes partii, ani marszałek Senatu, co mianowicie jest w tej Konstytucji złego, w szczególności zaś jakie instytucje, jakie mechanizmy w niej zawarte ten stary układ podtrzymują.

Co do mnie, uważam niezmiennie, że ocena każdego aktu prawnego nie powinna być abstrakcyjna, lecz porównawcza. Powinna go odnosić do stanu prawnego sprzed jego uchwalenia oraz do równoczesnych, a konkurencyjnych propozycji legislacyjnych. Tak patrząc, nie mam najmniejszych wątpliwości, że Konstytucja z 2 kwietnia 1997 stanowiła znaczą poprawę w stosunku do wcześniejszego stanu prawnego. Nie mam także żadnych wątpliwości, że była lepsza niż konkurencyjne projekty, w szczególności zaś projekt NSZZ "Solidarność".

Dlaczego była lepsza niż ówcześnie obowiązujące akty prawe rangi konstytucyjnej? Bo wprowadzała wyraźnie wyższy standard ochrony praw człowieka: expressis verbis wyrażony zakaz ingerencji ustawodawcy zwykłego w materię konstytucyjną, zasadę bezpośredniego stosowania przepisów ustawy zasadniczej, zasadę  ostateczności orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, tzw. obywatelską skargę Konstytucyjną, prawo badania przez Trybunał zgodności polskiego ustawodawstwa z ratyfikowanymi przez Polskę umowami międzynarodowymi. Tego wszystkiego nie było w polskim porządku prawnym przed 2 kwietnia 1997. Czy na tym polega postkomunizm?

Dalej: wyklarowanie nader zawiłego systemu dwuwładzy rządu i prezydenta z Małej Konstytucji (1992 r.). Owszem, nie do końca przeprowadzone, ale jednak likwidujące najgorsze relikty tego anty-skutecznego systemu: tzw. "ogólne kierownictwo Prezydenta RP" w sprawach obrony i polityki zagranicznej, która to zasada prowadziła prostą drogą do dwuwładzy, czyli do paraliżu władz na najwyższym szczeblu. Konstytucja z 2 kwietnia 1997 to wysanowała. Czy na tym polega postkomunizm?

Dalej: wzmocnienie rządu m.in. przez wprowadzenie jako jedynego mechanizmu jego politycznej odpowiedzialności konstruktywnego votum nieufności. Owszem, można było pójść nieco dalej, np. zakazać prawa Sejmu do odwoływania poszczególnych ministrów, ale i tak postęp był znaczny: rządy mamy, chwalić Boga, stabilne właśnie dzięki temu, że nie mogą być z błahego powodu odwołane przez chwilową większość. Czy na tym polega postkomunizm?

Dalej: wprowadzono progi ostrożnościowe dotyczące długu publicznego i deficytu budżetowego. Ich przestrzeganie (chociaż Leszek Balcerowicz ma rację twierdząc, że nasze finanse publiczne i tak są nadmiernie deficytowe), zapewne było jedną z przyczyn, dla których Polska dobrze poradziła sobie w okresie światowego kryzysu finansowego w latach 2008 - 2009. Czy na tym polega postkomunizm?

Jeśli chodzi o projekt NSZZ "Solidarność", jak rozumiem w ocenie prezesa PiS i marszałka Senatu lepszy niż obowiązująca Konstytucja, to przypomnę, że reprezentanci tego projektu nie bili się w Komisji Konstytucyjnej o lepsze instytucje (chociaż te w ich projekcie często nie były złe), tylko o bardziej wyraziste symbole: więcej katolicyzmu w konstytucji, więcej przywilejów dla Kościoła (a - doprawdy - nie dostał on ich w akcie z 2 kwietnia 1997 mało), no i - naturalnie - silne uprzywilejowanie związków zawodowych, głównie via rozbudowane kompetencje Komisji Trójstronnej. Ten projekt był bardzo hojny w nadawaniu praw socjalnych, ale powściągliwy w ustanawianiu gwarancji ich skutecznego egzekwowania. Pod tym względem, właśnie on, przypominał konstytucjonalizm komunistyczny, dbający bardziej o stronę deklaratywna, niż o gwarancje. W porównaniu z nim projekt Zgromadzenia Narodowego, ostatecznie uchwalony 2 kwietnia 1997, był znacznie dojrzalszy.       

O co więc chodzi partii rządzącej? Jej krytyka obowiązującej Konstytucji jest - oględnie mówiąc - mało związana z treścią tego aktu prawnego. Jej wizja nowego ładu konstytucyjnego - nader mglista. Zalecam czujność.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje