KOD ma problem: Mateusza Kijowskiego

Mateusz Kijowski wezwany przez zarząd Komitetu Obrony Demokracji do ustąpienia z funkcji przewodniczącego, odmówił. Apel zarządu ma związek ze sprawą lipnych faktur wystawionych przez firmę Kijowskiego za usługi informatyczne, w rzeczywistości nie wykonane. A Kijowski odmówił ustąpienia, tłumacząc to dwojako. Po pierwsze tym, że pełni swój urząd wobec tysięcy członów stowarzyszenia, a nie wobec zarządu tylko, więc to owe masy członkowskie mogą mu ewentualnie odmówić zaufania, a nie zarząd. Po drugie podważając sam zarzut i powiadając, że jak ktoś chce oszukać, to nie wystawia faktur. Rozważmy siłę tych argumentów przewodniczącego KOD-u.

Co do demokratycznego mandatu. Jest dobrym zwyczajem w demokratycznych organizacjach różnego rodzaju (od rządów do stowarzyszeń), że poważny zarzut skierowany pod adresem osoby sprawującej funkcję kierowniczą sprawia, że ta osoba tymczasowo zawiesza sprawowanie tej funkcji. Sens tego zwyczaju polega na tym, dalsze pełnienie funkcji w sytuacji, gdy sprawa nie jest wyjaśniona, szkodzi organizacji. Wedle tej logiki przyjmuje się, że obwiniony zabiega o oczyszczenie z zarzutu w ramach obowiązujących procedur, ale zanim to nastąpi, nie pełni funkcji. Przyjmuje się bowiem, że domniemanie niewinności działa inaczej w stosunku do zwykłych zjadaczy chleba, a inaczej w stosunku do ludzi obdarzonych publicznym zaufaniem. Ci drudzy nie mogą (nie powinni) korzystać z pełni praw (tu: z prawa do pełnienia urzędu/ funkcji), dopóki pozostają w cieniu oskarżenia/ obwinienia o naganne zachowanie.

Reklama

Co do faktur. Mateusz Kijowski być może nie śledzi życia politycznego w zachodnich demokracjach, ale faktem jest, że znaczna część afer wśród polityków polega właśnie na lewych fakturach. Ktoś wystawia fakturę za towar lub usługę, których w rzeczywistości nie dostarczył, sprawa dostaje się na łamy prasy, rodzi się skandal, polityk obwiniony o czerpanie korzyści, choćby pośrednich, z tego procederu, jest na celowniku. I szybko podaje się do dymisji.

Gdybym był KOD-ziarzem, uznałbym, że swoim oświadczeniem Mateusz Kijowski jeszcze bardziej się pogrąża. Nie mój cyrk, nie moje małpy, ale jako niezaangażowany w życie wewnętrzne KOD-u obserwator stwierdzam, że to KOD-owi nie pomoże. To zresztą nic odkrywczego, wielu ludzi jest tego zdania, także tych sympatyzujących z KOD-em, a nawet czynnych w KOD-zie (np. Krzysztof Łoziński).

Nie jestem sympatykiem KOD-u, bo od początku Komitet sprawia wrażenie towarzystwa, które pod szczytnymi hasłami broni - także - koryta. Owszem, te hasła są mi bliskie: obrona Trybunału Konstytucyjnego czy mediów publicznych, tak, jestem za. Ale ton i styl wypowiedzi KOD-u, a także swoista atmosfera jego wieców i marszów zawsze mnie odstręczała. Bo to jest atmosfera jakiejś "lepszej Polski": bardziej wykształconej, bardziej światowej, bardziej luzackiej, bogatszej, bardziej inteligentnej, bardziej tolerancyjnej... W sumie cóż złego byłoby w posiadaniu szerokich horyzontów czy dobrego wykształcenia? Ale drażni mnie to ciągłe podkreślanie, że się jest tym lepszym towarzystwem. Wśród tysięcy zwolenników KOD-u z pewnością ogromna większość ma czyste intencje: niepokoi ich kurs rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Ale polityczny sens tych protestów jest po trosze taki, żeby wróciły poprzednie rządy. Czyli poprzednie układy, poprzednie granty, poprzednie reklamy od spółek Skarby Państwa, poprzednie zamówienia i lukratywne umowy z instytucjami publicznymi. KOD-owskie płotki protestują w imię obrony np. Trybunału, ale KOD-owskie grube ryby - także - w imię tamtych kumoterskich układów, w których się im (grubym rybom, a nie płotkom) całkiem nieźle żyło. Nie mówię, że nowa władza nie wytworzy analogicznych układów dla "swoich", owszem, zmieniając struktury życia publicznego, jest na najlepszej drodze do utworzenia państwa-PiS, gdzie będą takie same układy, granty, reklamy, zamówienia i umowy, tyle, że dla "swoich" właśnie. Do tego zmierzamy szybkimi krokami, więc mój dystans do KOD-u nie przekłada się nijak na bliskość do PiS-u. Tym niemniej, jeśli KOD w swoim oficjalnym dyskursie odwołuje się do standardów państwa prawa, np. do transparentności finansów życiu publicznym, to nie może tolerować istnienia "szarej strefy" u siebie.

Ktoś powie, że praca, jaką w KOD-zie wykonywał jego przewodniczący, wymaga poświęcenia dużej ilości czasu, więc nie może być bezpłatna. Zapewne tak jest, ale trzeba ten problem stawiać otwarcie, a faktury Kijowskiego pokazują, że nic tu nie było stawiane otwarcie. Sam Kijowski pytany, z czego żyje, odpowiadał, że z datków rodziny. Kłamał. Skoro KOD nawołuje do sanacji życia publicznego, tolerowanie kłamstwa u siebie jest samobójcze dla jego wiarygodności.

Dotąd było tak, że KOD pod szczytnymi hasłami bronił - także - przywilejów dla elit polityczno-medialno-kulturalnych sprzed 2015 r. Teraz, tolerując kłamstwo Mateusza Kijowskiego, broni przywilejów dla swojej grupy przywódczej. Tym gorzej dla jego wiarygodności.

Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje