Nieodpowiedzialność

Premier zapowiedział wczoraj w Sejmie kilka socjalnych prezentów: większe ulgi podatkowe dla rodziców wychowujących dzieci oraz waloryzację rent i emerytur. Nie należę do tych, którzy uważają, że emeryci, renciści i rodziny wielodzietne mają w Polsce za dobrze. Przeciwnie: ci, którzy nie „załatwili sobie” fałszywych zaświadczeń lekarskich, nie dostają ze wspólnej kasy zbyt wiele. Za takie pieniądze niejednokrotnie nie sposób przeżyć. Ale problem jest inny.

O kimś, kto pobiera rentę socjalną w wysokości 630 zł, a będzie dostawał 666 zł, nie powiemy, że złapał Pana Boga za nogi. Podobnie jeśli rodzina z trojgiem dzieci (wedle przykładu, którym posłużył się wczoraj Donald Tusk) otrzyma zwrot podatku nie 1500 zł, ale 4000 zł, nie znikną jej codzienne troski o byt, choć prawda, że staną się nieco mniejsze.

Reklama

Chodzi o to czy Polskę w obecnym stanie jej  finansów publicznych, przy obecnej koniunkturze gospodarczej w regionie i na świecie, a także w obecnej naszej  sytuacji geomilitarnej (Ukraina) stać na taki gest.

Premier, uzasadniając swoje propozycje, powiedział, że mamy do zagospodarowania "niewielką nadwyżkę". Owszem, jest nadwyżka, ale jedynie w stosunku do wcześniej planowanych przychodów budżetu, a to w związku z nieco wyższym niż zakładano wzrostem gospodarczym w pierwszych dwóch kwartałach. Natomiast ogólnie nie mamy żadnej nadwyżki, mamy - nie licząc zmian w OFE - deficyt budżetowy, który wyniesie 3,8 proc. PKB w 2014 r. oraz dług publiczny, który wyniesie 50,3 proc. PKB.

To nie są wskaźniki, które powinny uspokajać odpowiedzialnych polityków. Zanim zacznie się rozdawać jakiekolwiek nadwyżki, trzeba byłoby zatroszczyć się o zbilansowanie budżetu i wydatne obniżenie długu publicznego. Tym bardziej wobec tendencji gospodarczych i wypadków wojennych u naszych sąsiadów.

Polski eksport w coraz większym stopniu jest obecny na rynkach zachodnich - to generalnie dobrze, ale akurat teraz te rynki są mało chłonne, bo strefa euro (poza kilkoma chlubnymi wyjątkami) jest w recesji albo ma wzrost w okolicach zera.

Za polską granicą wschodnią toczy się wojna, nasze pośrednie bezpieczeństwo już się obniżyło, bezpieczeństwo bezpośrednie może się dramatycznie obniżyć, jeśli Rosja zrobi kolejne agresywne kroki militarne. Niby liczymy na pewne przebudzenie NATO i UE co do ich stosunku do Rosji, ale żadnej pewności w tej kwestii mieć nie możemy. Odpowiedzialny rząd w takiej sytuacji nie wydawałby natychmiast tej niewielkiej przecież nadwyżki, tylko trzymałby ją na czarną godzinę.

Donald Tusk mówi: chcemy wspomóc uboższych Polaków, ale naprawdę myśli: najważniejsze jest, żeby Platforma wygrała wybory.

Jestem w stanie wyobrazić sobie parę ważniejszych celów dla Polski.

Roman Graczyk

Dowiedz się więcej na temat: Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje