Państwo rządów niby-prawa

Sąd Najwyższy orzekł - w trybie odpowiedzi na zapytanie prawne skierowane przez sąd rozpatrujący w II instancji sprawę Mariusza Kamińskiego - że prezydent Andrzej Duda bezprawnie ułaskawił Kamińskiego w listopadzie 2015 r. Bezprawność ta polegała na tym, że prezydent użył swojej prerogatywy przedwcześnie, bo jeszcze w trakcie trwania postępowania, przed wydaniem prawomocnego wyroku. W związku z tym SN stwierdził, że decyzja prezydenta nie ma żadnych skutków procesowych. A to oznacza, że sprawa wróci do II instancji. A co najmniej - powinna wrócić.

Ufajmy, że sąd, który zadał pytanie prawne Sądowi Najwyższemu i uzyskał odpowiedź, podejmie teraz swoją przerwaną pracę. A co będzie dalej, to doprawdy trudno, w dobie rządów coraz bardziej otwarcie niekonstytucyjnych, przewidzieć. 

Reklama

Rozbawiły mnie reakcje otoczenia prezydenta i prezesa PiS-u na opinię SN. Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński powiedział: "Konstytucja nic nie mówi o tym, że prawo łaski dotyczy jedynie osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądu". 

Konstytucja istotnie nic o tym nie mówi, podobnie jak nie mówi np. ustanawiając pewne proceduralne terminy i licząc je w dniach, że dzień składa się z 24 godzin. Konstytucja musi być możliwie zwięzła (nasza i tak jest nadmiernie rozbudowana) i dlatego nie może sobie pozwolić na powtarzanie rzeczy oczywistych. Prerogatywa prezydenta, jaką jest prawo ułaskawiania osób skazanych, dotyczy - z istoty rzeczy - skazanych prawomocnie. Zauważmy, że stosujemy - i co tego nie ma sporu - domniemanie niewinności aż do momentu orzeczenia sądu II instancji. 

Dlaczego tak czynimy? Bo uznajemy, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, któremu p. Łapiński tutaj uchybia, że póki proces sądowy, który w Polsce jest dwuinstancyjny, nie doszedł do swego kresu, póty podsądny musi być traktowany jako osoba - w prawnym rozumieniu - niewinna. 

Prawo stosowania łaski wobec skazanych jest uprawnieniem nadzwyczajnym, a więc uprawnieniem, które prezydent może wykorzystać tylko wtedy gdy wymiar sprawiedliwości wykona swoją pracę, a głowa państwa uzna, że skazany został skrzywdzony. Prerogatywa ta jest w konstytucyjnym arsenale głowy państwa w demokratycznym państwie prawa spadkiem po epoce monarchów z Bożej Łaski, spadkiem po czasach które przydawały głowie państwa, jako pomazańcowi Bożemu, pewne atrybuty ponadludzkie. Dlatego stosowana współcześnie winna być używana z nadzwyczajną powściągliwością. 

O ile więc słusznie oburzano się w przeszłości na pochopne, a motywowane własnym politycznym interesem kolejnych prezydentów, ułaskawienia ludzi wobec których spłacano w ten sposób jakieś zaciągnięte wcześniej zobowiązania, to o ileż słuszniej jest wskazać na decyzję prezydenta Dudy wobec Mariusza Kamińskiego jako przedwczesną, ergo niezgodną z Konstytucją. Tego jednak p. Łapiński nie rozumie, a przynajmniej udaje, że nie rozumie. 

Podobnie pani Beata Mazurek, rzecznik Prawa i Sprawiedliwości: "SN przekroczył swoje kompetencje i nadużył swoich uprawnień. Sprawą powinien zająć się Trybunał Konstytucyjny". 

Widać z tego, że partia rządząca wyciąga politycznie prawidłowe wnioski z faktu, że Trybunał Konstytucyjny został "odzyskany" i chce mu powierzać różne misje, jakie powierza się tylko "zaufanym towarzyszom". Problem jest tylko taki, że p. Mazurek zapomniała, że Trybunał Konstytucyjny jest sądem nad prawem - jego wyroki dotyczą aktów prawnych, nie zaś wyroków lub opinii prawnych (jak w tym przypadku) innych instancji wymiaru sprawiedliwości. 

Żeby skomplikować obraz sytuacji przypomnę PT Czytelnikom, że gdy zapadł wyrok na Mariusza Kamińskiego uważałem go za głęboko niesprawiedliwy, ale gdy prezydent ułaskawił Kamińskiego uważałem, że nie powinien był tego czynić. Pisałem wówczas w Interii: Ułaskawiając Mariusza Kamińskiego przed zakończeniem postępowania sądowego, prezydent jak gdyby powiedział: nie interesują mnie dywagacje Wysokiego Sądu, jakiekolwiek by one były. I to wydaje mi się wysoce niefortunne. Chodzi tu nie o treść decyzji prezydenckiej [uważałem wyrok I instancji za jaskrawo niesprawiedliwy - RG], ale o jej formę. Gdy prezydent ułaskawia po zakończeniu postępowania, występuje w roli nadzwyczajnego bezpiecznika wymiaru sprawiedliwości - tak stanowi Konstytucja. Gdy ułaskawia, zanim jeszcze zapadł prawomocny wyrok, występuje w roli kogoś niezwiązanego prawem. Takiej instytucji nie ma w polskim porządku prawnym 

Czym jest każda konstytucja z prawdziwego zdarzenia? W pierwszym rzędzie jest wyznaczeniem granic władzy. To, co robi od jesieni 2015 r. konsekwentnie Prawo i Sprawiedliwość oraz sekundujący mu w tym prezydent Duda, jest przekraczaniem tej, fundamentalnej przecież, zasady. Jest budowaniem via facti systemu władzy nieograniczonej prawem - władzy arbitralnej. To dlatego z kręgów władzy słychać od pewnego czasu - i także po opinii SN - nawoływania do zmiany Konstytucji.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy