Po co PiS-owi Trybunał?

Gdyby troje sędziów wybranych przez obecną większość sejmową (Julia Przyłębska, Zbigniew Jędrzejewski, Piotr Pszczółkowski) przyszło wczoraj na Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wybór kandydatów na prezesa TK byłby identyczny z tym, jakiego dokonało dziewięcioro obecnych podczas Zgromadzenia sędziów. A wtedy prezydent Andrzej Duda musiałby wybierać pomiędzy mec. Stanisławem Rymarem, prof. Markiem Zubikiem i prof. Piotrem Tuleją. Czyli stałby Pan Prezydent przed wyborem niemożliwym z punktu widzenia zadań, jakie przed nim stawia jego partia. A w takim wypadku po co byłaby ta cała wojna z prezesem Rzeplińskim?

Piszę tak bezceremonialnie o zadaniach stawianych prezydentowi Dudzie przez prezesa Kaczyńskiego, bo od z górą roku prezydent działa wedle logiki nominata partyjnego, a nie wedle logiki, jaką wyznacza temu wysokiemu urzędowi Konstytucja. Można się zgodzić, że zawsze partia, której kandydat zasiada w Pałacu Namiestnikowskim, ma wobec niego pewne oczekiwania, liczy na jego przychylność.

Reklama

Ale zawsze dotąd było tak, że raz wybrany do Pałacu Namiestnikowskiego kandydat partyjny stawał się, choćby w pewnym stopniu, głową państwa, zwiększał dystans do własnej partii-kreatorki, zaczynał działać wedle wewnętrznej logiki prezydentury, jak ją opisuje Konstytucja. Otóż, tego zjawiska wybijania się na niepodległość nie było w przypadku Andrzeja Dudy. Śmiało można o nim mówić "PiS-owski prezydent". W znaczeniu głębszym niż się mówi o Bronisławie Komorowskim "PO-owski prezydent", a o Aleksandrze Kwaśniewskim - "SLD-owski prezydent".

Skoro zatem tak jest, to można przyjąć, że w tym równaniu rola prezydenta Dudy jest stała, przewidywalna. Gdyby więc prezydent miał do wyboru dwóch czy więcej kandydatów na prezesa TK, z których chociaż jeden jest wskazany przez PiS, to z pewnością wybrałby tego wskazanego przez PiS. Tego warunku nie spełniają ani Stanisław Rymar, ani Marek Zubik, ani Piotr Tuleja. Dlatego potrzebne było cwaniackie zagranie ze zwolnieniami lekarskimi trzech naraz sędziów wybranych przez PiS, by uniemożliwić zaistnienie quorum, a tym samym udaremnić otwarcie posiedzenia  Zgromadzenia Ogólnego. Jest oczywiste, że obradujących wczoraj dziewięcioro sędziów to nie było Zgromadzenie. W tej sytuacji ich decyzje nie są decyzjami Zgromadzenia.

Prezes Rzepliński powiedział dzisiaj, że jeśli troje nieobecnych wczoraj sędziów przyjdzie do Trybunału, to będzie można przeprowadzić posiedzenie Zgromadzenia  Ogólnego i dokonać lege artis wyboru kandydatów. Na miejscu prezesa też bym tak mówił. Ale nie mam cienia wątpliwości, że "choroba" sędziów Przyłębskiej, Jędrzejewskiego i Pszczółkowskiego potrwa tyle, ile trzeba, to znaczy tak długo, żeby Zgromadzenie Ogólne nie mogło się zebrać dla dokonania wyboru kandydatów.

A o resztę zadbają inne części PiS-owskiej machiny władzy: posłowie właśnie uchwalili wczoraj jedną słuszną ustawę, a dziś rozpoczynają pracę nad inną słuszną ustawą dotyczącą TK. Zaś prezydent Duda z pewnością wybierze kandydata, który będzie dawał rękojmię zgodnej współpracy z prezesem Kaczyńskim.

I o taki Trybunał właśnie chodzi rządzącej partii. W sumie, w rozumieniu instytucjonalnym - podobny był w latach 80. XX wieku pomysł generała Jaruzelskiego na Trybunał Konstytucyjny. Trybunał, który nie będzie w stanie przeszkodzić rządzącej partii w przeforsowaniu ustaw niekonstytucyjnych (wtedy sprzecznych z konstytucją odległą od standardów demokracji i państwa prawa). W sumie: kwiatek do kożucha. Prawniczy kwiatek do kożucha arbitralnej władzy.

Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje