PO jak populizm

Grzegorz Schetyna był ostatnio pośmiewiskiem dziennikarzy sympatyzujących z rządem, ale - jak raz - rzetelnie na to zasłużył. Szef Platformy Obywatelskiej odpowiadał na pytania, wcześniej zadane jego partii przez Beatę Mazurek - rzecznika Prawa i Sprawiedliwości.

Schetyna mówił raz jedno, raz drugie - zmieniał zdanie. W sprawie płacy minimalnej najpierw stwierdził, że PO jest przeciwna jej podnoszeniu, potem zinterpretował swoją własną wypowiedź jako przejęzyczenie i zapewnił, że owszem jego partia opowiada się za jej podnoszeniem. Czyli stanęło na tym, że stanowisko głównej partii opozycyjnej jest takie, jak PiS-u; takie, jakie przeważnie wyborcy lubią. Daje to do myślenia.

Reklama

W sprawie imigrantów było podobnie. Najpierw: nie chcemy imigrantów (Schetyna powiedział "uchodźców", ale w tym wypadku, być może, była to nieścisłość językowa, tym bardziej, że tak sformułował pytanie dziennikarz TVP Info). Następnego dnia długo i zawile szef PO tłumaczył, jakie jest naprawdę stanowisko jego partii. Tłumaczenie szefa nie było jasne, podobnie jak wypowiedzi na ten temat innych czołowych polityków tej partii, Ewy Kopacz, Sławomira Neumana, Tomasza Siemoniaka i innych.

Platforma kluczy, bo - podobnie jak w sprawie płacy minimalnej - boi się wyborców. Ogromna większość Polaków nie chce tu nie tylko imigrantów ekonomicznych, ale i uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, czyli ludzi uciekających przed wojną, zagrożonych w swoich krajach pochodzenia. Smutne to, ale tacy jesteśmy.

Platforma usiłuje jakoś lawirować między tym, czego wymaga od nas Unia Europejska, a tym,co myślą Polacy, więc na użytek Unii podkreśla solidarność w rozwiązaniu problemu, a na użytek krajowy - to, że jest solidarna z opinią większości Polaków. Dochodzi więc do sytuacji żenujących, jak wtedy gdy Tomasz Siemoniak zarzekał się: "Nie można mówić, że Polska [za rządów PO - RG] była za przyjmowaniem uchodźców". Czyli w trosce o wyborców Platforma wypiera się tego, co akurat w jej polityce było sensowne.

Platforma widzi, że populistyczne decyzje i populistyczne gesty PiS przynoszą sukces. Owszem, popularność partii Jarosława Kaczyńskiego nieco ostatnio spada, ale nie dlatego, że PiS dał ludziom program "500 plus" - raczej pomimo tego. Platforma to widzi i nie ma odwagi bronić swojego programu, którego kośćcem była troska o stan finansów publicznych (Leszek Balcerowicz powie, że niedostateczna, ale jednak o ileż większa, niż to widzimy w wykonaniu PiS). W konsekwencji Platforma odchodzi od swoich liberalnych założeń niemal wszędzie, gdzie PiS hojną ręką uprawia rozdawnictwo. Wzrost płacy minimalnej? Proszę bardzo. "500 plus"? Proszę bardzo, damy jeszcze więcej. Przywrócenie poprzedniego (wyższego) wieku emerytalnego? Broń, Boże!  

Jedyne, w czym Platforma wyraźnie odróżnia się od PiS, to likwidacja CBA i IPN - ale tu akurat różni się na gorsze.

No więc po co w gruncie rzeczy Platforma zabiega o odzyskanie władzy, jeśli potem prawie wszystko ma być tak, jak jest teraz?

Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy