​Polsko-żydowski węzeł i jego strażnicy

Konflikt w relacjach polsko-żydowskich narasta, konflikt w relacjach polsko-izraelskich i polsko-amerykańskich utrzymuje się na wysokim poziomie. Inicjatorzy nowelizacji ustawy o IPN-ie, od której ta awantura się zaczęła, podobno chcieli dobrze. Chętnie wierzę. Ale z tych dobrych intencji narodził się kłopot, jakiego w stosunkach międzynarodowych wolna Polska jeszcze nie doświadczała.

To wystarczy, żeby ocenić, że ster naszej - jak się dawniej solennie mówiło - nawy państwowej znalazł się w niepewnych rękach. Jednak ta ocena nie wystarczy, żeby znaleźć wyjście z tej sytuacji, która coraz bardziej przypomina pułapkę. Obecny obóz rządzący, jakie by na nim nie ciążyły winy - w ogóle za rządzenie od 2015 roku i szczególnie za spowodowanie tego kryzysu - pozostanie u władzy, czy nam się to podoba, czy nie. A kryzys dotyczy nas wszystkich, bo chodzi tu o naszą pozycję na świecie, co może dla niektórych brzmieć abstrakcyjnie, lecz na końcu chodzi o nasze narodowe bezpieczeństwo - co już jest konkretem nader wymiernym. I nader poważnym dla kraju, który leży w najbliższym sąsiedztwie Rosji.

Reklama

Mam wrażenie, jak gdyby od początku rząd był w tej sprawie podjudzany do czynienia kroków stanowczych w imię walki z "pedagogiką wstydu", które to kroki następnie wywołują dysproporcjonalną reakcję naszych partnerów, na co rząd z kolei nie umie odpowiedzieć spokojnie. Daje się wciągać w awanturę, która nie może się dla nas dobrze skończyć, w najlepszym razie wyjdziemy z niej z nadszarpniętym prestiżem. A przecież na początku chodziło tym, pożal się Boże!, strategom o podniesienie naszego prestiżu w świecie.

Było bardzo trudno zmienić ustawę w Senacie, gdy tak jawnie na to naciskała pani ambasador Izraela. Z podobnych powodów prezydentowi Dudzie było bardzo trudno nie podpisać tej ustawy. Odesłanie jej do - fasadowego skądinąd - Trybunału Konstytucyjnego daje jakąś szansę. Po decyzji Pana Prezydenta wysocy przedstawiciele obozu rządzącego dali wyraźny sygnał, że ustawa będzie zmieniona. Jeśli więc Trybunał orzeknie o jej niekonstytucyjności, otworzy to pole do zmiany, której Polska potrzebuje teraz jak powietrza. W tej sytuacji wybrzydzanie niektórych komentatorów, że Trybunał jest fasadowy, to dziecinada. Jeśli fasadowy Trybunał raz może zrobić coś rozsądnego, nawet jeśli zrobi to, dlatego, że jest fasadowy, niechże tak będzie.

Dopiero co mieliśmy wpadkę premiera Morawieckiego podczas jego konferencji prasowej w Monachium. Z pewnością Pan Premier wyraził się niefortunnie. Ale czy ktoś sobie wyobraża podobnie gwałtowną reakcję premiera Izraela na taką samą wypowiedź w ustach premiera Tuska? Nie żartujmy. To pokazuje, że obecny rząd ma tak złą reputację, że musi się liczyć z reakcjami na błędy, które rządowi PO przeszłyby niemalże płazem. No dobrze, premier Morawiecki porozmawiał telefonicznie z premierem Netanyahou, próbowano rzecz załagodzić. Szliśmy - mimo wszystko - w kierunku rozumnej nowelizacji nowelizacji.

Ale oto na drodze do jakiego takiego wyjścia z tej ponurej historii pojawiła się nowa przeszkoda: filmik amerykańskiej Ruderman Family Foundation, w którym z rozmysłem używa się sformułowań "Polish Holocaust" i wzywa się rząd USA do zawieszenia stosunków z Polską do czasu wycofania obecnego kształtu ustawy. Przecież politycy partii rządzącej już to zapowiedzieli, po co więc autorzy filmiku robią raban na całą Amerykę? Mam wrażenie, że ten filmik wpisuje się w ten sam scenariusz podjudzania, o którym piszę powyżej. Teraz dojrzałość polskiego rządu ujawni się - lub nie - w reakcji na ten szokujący i zakłamany produkt. Otóż rząd musi tu zachować powściągliwość: krytyce tego produktu propagandy nie może towarzyszyć żadne sformułowanie, które znowu podniesie temperaturę sporu. Na szczęście, jest się na czym oprzeć: polskie organizacje żydowskie odcięły się od filmiku Fundacji Rodziny Rudermanów, nawet ambasada Izraela w Polsce potępiła ten film. Rząd powinien to wykorzystać. Jeśli tego nie będzie potrafił i nie uspokoi sytuacji, trudno będzie po wyroku TK (zakładam: stwierdzającym niekonstytucyjność ustawy) cofnąć się, uchwalając nowelizację nowelizacji tak, aby to nie zostało odczytane jako rejterada przed "żydowskim rejwachem". Używam tu celowo sformułowania ocierającego się o klimaty antysemickie, bo PiS wypuścił z ukrycia demony, których może się stać zakładnikiem, i to jest dodatkową trudnością.

Operacja, którą trzeba przeprowadzić, jest więc delikatna. Trzeba się cofnąć, bo przepisy uchwalone pod koniec stycznia są niemądre: poddające się łatwo rozszerzającej interpretacji, wywołujące na Zachodzie anty-polską histerię, a także (poza Polską) nieegzekwowalne. Ale przebieg wypadków wygląda tak, jak gdyby komuś bardzo zależało na tym, żeby Polsce (poprzez podkręcanie narodowej dumy Polaków) utrudnić cofnięcie się. Chora pamięć spraw polsko-żydowskich z okresu okupacji i po okupacji nadaje się do tego bardzo dobrze.

Ale klasę przywódców politycznych poznajemy po tym, czy potrafią działać w warunkach małego pola manewru. Mimo całego braku sympatii dla tego rządu życzę mu w tej sprawie powodzenia. I niezbyt rozumiem tych, którym anty-PiS-owska złość zatruwa rozum do tego stopnia, że życzą rządowi - akurat w tej sprawie - klęski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy