​Prawo i bezprawie: Odwracanie sensu słów

Wczoraj Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok z sprawie konstytucyjności niektórych przepisów kodeksu wyborczego, dzisiaj dwa kolejne wyroki: w sprawie zasad przywracania do służby funkcjonariuszy urzędów celnych oraz w sprawie zwrotu kosztów procesowych. Wydawałoby się, że Trybunał działa normalnie. Ale tak nie jest.

Nie jest normalne niepublikowanie wyroków Trybunału. Tłumaczenie rządu, że wyroki są niekonstytucyjne, jest nonsensowne: rząd podszywa się tu pod Trybunał, który jest jedynym organem zdolnym orzekać o konstytucyjności prawa w Polsce.

Reklama

Nie jest normalne ignorowanie posiedzeń Trybunału. W posiedzeniach nie biorą udziału przedstawiciele rządu, Sejmu i Prokuratora Generalnego, bo uważają je jedynie za "spotkania przy kawie i ciasteczkach".

Nie jest w końcu normalne słanie przez Prokuratora Generalnego takich pism, jakie wczoraj przesłał był do TK minister sprawiedliwości (i Prokurator Generalny w jednej osobie) Zbigniew Ziobro. Pan minister-prokurator napisał m. in.: "W związku z nadsyłanymi zawiadomieniami o rozpoznaniu spraw przez TK w sprawach nieznanych ustawie i z pominięciem ustawowych regulacji dotyczących wyznaczania terminów rozpraw i posiedzeń, na których powinny być rozpoznawane sprawy zawisłe przed TK, zmuszony jestem poinformować, że Prokurator Generalny nie może uczestniczyć w tego rodzaju działaniach Trybunału. [...] Jakiekolwiek próby działania Trybunału Konstytucyjnego poza konstytucyjnym i ustawowym reżimem nie zyskają legitymizacji w postaci jakiegokolwiek uczestnictwa w nich Prokuratora Generalnego. Mogą jedynie stać się przedmiotem podjętej przez niego kontroli przestrzegania prawa".

List jest kuriozalny i słusznie wywołał wczoraj oburzenie świata prawniczego i opozycji (choć uzasadnienia tych reakcji były inne, mnie znacznie bardziej do gustu przypadły argumenty prawników).

Na marginesie zauważmy, że zapewne inna byłaby postawa Prokuratora Generalnego wobec sporu o TK, gdyby nie jeden z elementów "dobrej zmiany" - ponowne połączenie stanowisk Prokuratora Generalnego i ministra sprawiedliwości. Dopóki ten element "dobrej zmiany" nie zaistniał, Prokurator Generalny zajmował w sporze o Trybunał takie stanowisko, jak inne najważniejsze instytucje prawnicze (SN, NSA) i reprezentacje środowisk prawniczych (KRS, KRRP, NRA). I nie powinno to dziwić: wobec ewidentnego łamania prawa nie można udawać, że nic się nie dzieje.

Ale PiS i uzależnione od niego instytucje (np. Rada Ministrów RP) idą o krok dalej. Już nie tylko nie nazywają łamania prawa łamaniem prawa, lecz odwracają sens słów. Łamanie prawa nazywają jego respektowaniem, a respektowanie prawa - łamaniem.

Na nieszczęście dla prezesa Kaczyńskiego reakcja partnerów Polski na Zachodzie - w Unii Europejskiej, w Radzie Europy, a nawet w Stanach Zjednoczonych - jest twarda i wygląda na to, że trzeba się będzie ugiąć. Byłem i jestem nadal zdania, że aby wyjść ze zwarcia, warto zapłacić cenę nieupokarzania PiS-u. Tyle tylko, że kroki takie jak list ministra-prokuratora Ziobry nie ułatwiają znalezienia takiego wyjścia.

Pomocnik ministra-prokuratora Ziobry w dziele niszczenia systemu rządów prawa, p. wiceminister Patryk Jaki, powiedział wczoraj, że obrońcy Trybunału to ludzie, którym marzy się powrót do sytuacji, w której możliwe były rozmowy w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Zapewne są w tej grupie i tacy - np. niemało takich nostalgicznych zwolenników rządów PO-PSL jest w KOD-zie. Ale są też tacy, którzy mówią: "Sowa i Przyjaciele" - nie, prokurator-minister Ziobro - też nie.

W każdym razie niżej podpisany chciałby być zaliczany do tego klubu podwójnego sprzeciwu.

Roman Graczyk      

Dowiedz się więcej na temat: Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje