​Staniszkis już nie jest "sexy", Sierakowski (przez chwilę) - tak

Dzisiaj od rana prawicowy Facebook się grzeje. Co go tak porusza? Idol lewicy - Sławomir Sierakowski, który w porannej audycji Radia Tok FM powiedział parę sensownych zdań o Prawie i Sprawiedliwości. Nie, nie pomniejszam sensowności jego wypowiedzi, chodzi mi tylko o infantylny entuzjazm prawicowego Facebooka. Te wpisy zdają się mówić: patrzcie, nasze na wierzchu, nawet Sierakowski przyznaje nam rację!

Otóż, ani na wierzchu, ani Sierakowski nie przyznaje racji. Szef "Krytyki Politycznej" zauważył po prostu fakty. Zgoda, tą umiejętnością zauważania faktów wyróżnia się on na lewicy i szerzej - w obozie lewicowo-liberalnym. Trzeba to z kolei dostrzec i docenić, ale nie należy twierdzić, że nagle PiS odnajduje w osobie Sierakowskiego jakiegoś, częściowego choćby,  sprzymierzeńca. I nie należy z tego powodu utwierdzać się w fałszywym kierunku, którym się (tzn. PiS i jego zwolennicy) podąża.

Reklama

Co powiedział Sierakowski? Że PiS jest partią głęboko zakorzenioną społecznie. Bo jest. Że Radio Maryja jest ważną instytucją społeczeństwa obywatelskiego. Bo jest. Że tworzy (Radio) autentyczne więzi społeczne. Bo tworzy. Że obóz zwolenników PiS-u jest wspólnotą typu ekspresyjnego (w nawiązaniu do rozróżnienia Jacka Kuronia na wspólnoty instrumentalne, służące tylko jakiemuś określonemu celowi, i wspólnoty ekspresyjne, spojone siłą przekonań swoich członków). Tego - powiedział Sierakowski - po drugiej stronie nie ma. Bo nie ma.

Chciałbym, w kontekście tej rozmowy w Tok FM  i w kontekście reakcji na tę rozmowę, zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, na skłonność prawicy (prawicowych mediów i prawicowego internetu) do zbyt łatwego rysowania geografii wrogów i przyjaciół. Po drugie, na nieprawdopodobnie dużą głębokość fosy oddzielającej dziś Polskę PiS-u od Polski antyPiS-u. Na pęknięcie, które naprawdę niszczy nas, Polaków, jako wspólnotę.  

Ad 1. Pamiętacie jeszcze, jaką atencją cieszyła się do niedawna w kręgach PiS-owskich Jadwiga Staniszkis? W takim razie, jak wytłumaczyć łatwość, z jaką dzisiaj politycy PiS-u i ich pomagierzy w mediach, mówią o Pani Profesor z lekceważeniem czy z kpiną? Co się stało takiego, że ta najmądrzejsza polska socjolog nagle staje się głupią socjolog. Dlatego, że wypowiedziała parę, zresztą zupełnie elementarnych, uwag o rządach PiS-u, to w sposób cudowny odebrało jej rozum? Czy widzicie intelektualną mizerię tej konstrukcji?

Kto się z aktualnymi analizami Staniszkis nie zgadza, niech z nią polemizuje (ja się akurat zgadzam), ale po co to moralne strącanie do ciemnicy? Czy ci, którzy się tego podejmują, naprawdę nie widzą, jak bardzo cierpi na tym ich wiarygodność?

Ad 2. Właśnie takie skrajne upolitycznienie sporu sprawia, że my już prawie nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Niezwykle rzadko trafia się w mediach rzeczywista wymiana argumentów, a nie wymiana wyzwisk pomiędzy zwolennikiem Polski PiS-owskiej a zwolennikiem Polski antyPiS-owskiej. Przykładem takiej rzadkiej prawdziwej wymiany argumentów jest niedawna rozmowa Michała Olszewskiego z Andrzejem Nowakiem ("Spotkałbym się przy łopacie z KOD-owcami", "Gazeta Wyborcza", 30-31 stycznia 2016). Dobrze, że jest, ale każdy, kto obserwuje naszą wojnę, wie, jaka to rzadkość.

I naprawdę nie chodzi o to, żeby ukryć prawdziwe punkty sporu. Ich się ukryć nie da i nie należy. Chodzi tylko o to, żeby dostrzec, że ponad nimi jest jeszcze coś, co nas łączy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje